#QNVvQ
Zostało mi to do dziś. Gdy wracam z zakupów, wsiadam do auta i zanim odpalę, zjadam pół bochenka chleba. Po prostu kocham świeży, cieplutki chleb, nie potrzebuję do niego nic, odrywam kawałki i jem. Wracam do domu i jem drugie pół z masłem albo pasztetem. Dziennie zjadam około trzech całych bochenków. Potrafię oglądać film i w trakcie zjeść CAŁY bochenek. Oczywiście jem też inne rzeczy w ciągu dnia, zawsze dwudaniowy obiad i mnóstwo przekąsek. Moje randkowanie zawsze szybko się kończy, wystarczy jedno wyjście do restauracji. Jeszcze nikt nie potrafił zaakceptować tego, ile zamawiam. I nie chodzi o pieniądze, bo lubię płacić za siebie, nie jestem księżniczką, której trzeba stawiać obiad.
Najdziwniejsze jest to, że nie jestem gruba. Wychudzona też nie, po prostu normalna. Ważę 57 kg przy wzroście 165.
Boję się, że mam jakąś chorobę albo tasiemca. Ale jakoś nie mogę wybrać się do lekarza. Bo w pewien sposób jest mi z tym dobrze. Kocham jeść, uwielbiam gotować i nie wyobrażam sobie po prostu przestać. Nie czuję się źle, nie mam problemów gastrycznych, żadnych gazów ani biegunek czy zatwardzeń. Czuję się naprawdę dobrze, z wyjątkiem tego, że ciągle jestem głodna.
zbadaj hormony, mozesz miec np. nadczynnosc tarczycy
Ogólnie rzecz biorąc, mówisz dużo o jedzeniu pieczywa czyli cukrów prostych, które są kaloryczne ale tez bardzo szybko się trawią. Polecam mięsko, warzywa. Ogólnie jedzenie z dużą zawartością białka i błonnika z dodatkiem tłuszczu. Teraz masz pewnie świetna przemianę materii ale z wiekiem może się to zmienić. Polecam zmianę nawyków żywieniowych.
Jem bardzo dużo mięsa, warzyw, owoców. Jem bardzo dużo wszystkiego. Te 3 bochenki to był tylko przykład, poza nimi jem też zawsze normalne śniadanie, dwudaniowy obiad i deser, kolację. Jeśli akurat robię kurczaka, to zjem na raz danie z 4-5 piersi. Na śniadanie np. jajecznica z 6 jajek, bekon, 2 bajgle. Chleb jem do filmu albo w przerwach między posiłkami, gdy normalni ludzie jedzą chipsy albo batonika. Ja naprawdę pożeram OGROMNE ilości wszystkiego. Za samo jedzenie płacę miesięcznie więcej, niż za wszystkie inne wydatki razem wzięte. Ciężko zmienić nawyki, gdy jestem po prostu ciągle głodna.
Nie jestem dietetykiem ale sporo czytam o jedzeniu, najprościej to ujmując. Poszlabym z tym na pewno do lekarza i przebadałabym się na insulinoopornosć. Ta choroba często wiąże się z nadwaga/otyłością, a z wyznania wnioskuje że jesteś szczupła ale taki wieczny głód może być objawem tej dolegliwości. Ogólnie, to luźna sugestia ale moim zdaniem powinnaś nie tyle coś z tym zrobić, co ustalić dlaczego tak się dzieje. Powodzenia w każdym razie. Ciesz się że w te stronę to idzie, a nie w drugą "jem mało i tyje"
@KalinaAmila
Gdyby jadła mało i tyła, to przynajmniej poszłaby do lekarza. A tak to nie chce nawet sprawdzić, czy wszystko jest w porządku...
@kochamchleb, czemu nie jesteś na niebiesko, jeśli jesteś autorką?
Bo dodałam wyznanie bez logowania, konto założyłam później.
Znam osobę, która też ciagle jadła i dziwiła się, że ludzie przez kilka godzin nic nie jedzą. W koncu wykryto u niej celiakię. Dzięki temu przestała czuć się wiecznie głodna
Pragnę przypomnieć, że rozpoznanie choroby nie jest jej wyleczeniem, więc jeśli jedynym powodem, dla którego nie idziesz do lekarza, jest niechęć zmiany nawyków, to idź, zbadaj się i, jeśli to nic groźnego, nie lecz. Myślę, że lepiej wiedzieć na czym się stoi, im szybciej się dowiesz, tym lepiej
Nie chcę straszyć, ale moja mama tak miała. Na kolację kilo frytek i cały czas szczupła i zadowolona. Do lekarza nie chciała iść, po co. Po prostu ma szybką przemianę materii. W wieku 40 lat wylądowała w szpitalu ze zniszczoną wątrobą, z ostrą żółtaczką. Po długim szukaniu diagnozy okazało się, że ma celiakię, jelita w dużej mierze pozbawione kosmków, więc nie wchłaniały za dużo. Także autorko, dbaj o siebie, przebadaj się dokładnie, życzę Ci dużo zdrówka i żeby to tylko szybki metabolizm był 🙂
Stuknie Ci 40stka to inaczej bedziesz spiewac. Tez tak mialam, dodatkowo nie musialam duzo cwiczyc, a cialo mialam pieknie umiesnione. Coz, teraz mam 44 lata, 165cm wzrostu i z wagi nie schodzi mi 62 kg. A jem naprawde duzo mniej, wlasciwie to 2 posilki dziennie, kromke na sniadanie i obiad jednodaniowy. Jestem wciaz szczupla, ale cialo juz nie to i niestety by schudnoac to pewnie musialabym sie glodzic... Zejdz na ziemie i jedz poki mozesz.. :)
Chyba nie rozumiem tego komentarza. Jak będę śpiewać po 40, skoro teraz śpiewam, że to jak jem nie jest wcale dobre ani zdrowe? :P zdaje sobie sprawę, że na razie mogę nie tyć, ale kiedyś to się może zmienić. Z drugiej strony, biorąc po uwagę ilości jedzenia jakie pochłaniam, boję się, że to nie geny ani dobra przemiana materii, tylko jakaś choroba lub pasożyt.
Przepraszam, że komentarz trochu nie w temacie, ale Pani imię brzmi dość znajomo... Czemu Pani takie imię wybrała? Kojarzy mi się z czymś po prostu, przepraszam.
"Jak będę śpiewać po 40, skoro teraz śpiewam, że to jak jem nie jest wcale dobre ani zdrowe? :P "
I ta emotka na końcu xD
Otóż, jak napisała Aurinko powyżej, u wielu osób w pewnym wieku, najczęściej około 35-40 r.ż. pogarsza się metabolizm i to, co kiedyś spalali bez problemu, nagle zaczyna się odkładać w postaci niechcianej tkanki tłuszczowej, której w dodatku trudno się pozbyć. Z Twoimi nawykami żywieniowymi, jak również z tak obszernym żołądkiem, który mieści bochenek chleba na jednym posiedzeniu, prawdopodobieństwo, że zderzenie z pogorszeniem metabolizmu przyniesie naprawdę przykre skutki rośnie.
Jeśli ta perspektywa Ci nie przeszkadza, to oczywiście smacznego ;) Chciałbym napisać "na zdrowie"... Ale szczerze wątpię 🤷🏼♀️
@Uzytkownik404
Gratuluję tłumaczenia autorce czegoś, o czym doskonale wie.
Dzięki. Niby wie, ale chyba nie do końca rozumie. Stwierdza wprost, że nie chce iść do lekarza, bo uwielbia jeść i w sumie cała sytuacja jej pasuje. Mam wrażenie, że połowa komentujących bardziej się przejęła jej stanem zdrowia, niż ona sama.
Uwielbiam takie osoby, mają jakieś niepokojące objawy, opowiadają wszystkim dookoła jako zabawną ciekawostkę, każdy nieśmiało radzi, żeby może sprawdzić, co się dzieje, ale oni mają to gdzieś, bo chyba myślą, że żyją w kreskówce. A później nagle wychodzi jakiś poważny problem, i jest tragedia i "jak mogło mnie to spotkać!".
Doskonale zdaję sobie sprawę ze wszystkiego co tu piszecie. Niestety jestem taką osobą, która do lekarza idzie już w ostateczności, a dopóki nie czuję się źle, to po prostu nie sprawdzam stanu zdrowia. Wiem, że powinnam, a i tak tego nie robię. Palacz też wie, że nie powinien palić, a jednak pali. Mogłabym powiedzieć, że jestem uzależniona od ignorowania swojego zdrowia... Myślałam, że może napisanie tego tutaj i przeczytanie na chłodno da mi jakiegoś kopa, ale nie dało.
Może po prostu w ciągu dnia tak się napracujesz, że masz aż tak duże zapotrzebowanie kaloryczne. Albo masz zaburzenia wchłaniania i Twoje jelita przyswajają tylko jakąś część pokarmu. Było tu kiedyś wyznanie, że gościu musiał jeść kilka razy więcej właśnie z tego powodu.
Nie no, chyba od zjedzenia śniadania do czasu wyjścia do szkoły nie przebiega maratonu. W ciągu jednej lekcji chyba też nie zdąży się za bardzo zmęczyć, także to nie to.
Strach pomyśleć, jakie musisz kupska ładować.
Idź i pogadaj z lekarzem dokładnie tak jak to tutaj napisałaś. Po prostu, że chcesz wiedzieć czy wszystko jest w porządku.I w zależności od wyników zdecydujesz czy zostaje jak jest czy coś z tym robić. Weź tylko pod uwagę, że teraz ewentualnie masz jeszcze szanse na stopniowe wprowadzanie zmian, bo gdyby się okazało że coś jest nie tak i musiałabyś drastycznie zmienić diete to może ci być strasznie trudno.
Pierwsze co mi się nasuwa to nadczynność tarczycy. Nie jesteś aby bardzo nerwowa?
Też tak miałam mniej więcej do 25 roku życia, później poszłam do pracy i metabolizm siadł. W liceum i na studiach jadłam 3 śniadania, czasami 2 obiady, na kolację 10 kanapek z pełnych kawałków chleba (pajd, kromek, jak kto woli). Moim rekordem było zjedzenie na kolację 12 kanapek (mówię o nieprzekrojonych). Do tego uwielbiałam wszystko co tłuste: świńskie ogony, nóżki, golonki itp. Jednak nigdy, absolutnie nigdy żaden facet nie miał problemu z tym ile jadłam. Raczej nawet było pozytywnie zaskoczeni 😁 Przy 174 cm ważyłam 60kg. W tej chwili na kolację nie dam rady zjeść więcej niż 2 kanapki, obiad jeden i to mały... Jednak nigdy, absolutnie nigdy żaden facet nie miał problemu z tym ile jadłam. Raczej nawet byli oni pozytywnie zaskoczeni 😁