#PxQpP

Pierwszy rok studiów. Fizyki uczył nas młody asystent, niewysoki i drobniutki, gdyby nie garnitur i krawat, bardziej by przypominał licealistę niż wykładowcę. Znakomity fachowiec, ale kompletnie sobie nie radził z utrzymaniem dyscypliny.
I takiego oto osobnika nieopatrznie zostawiono samego do pilnowania na egzaminie.

Studenci byli na tyle sprytni, że siedzieli cicho, ale ściągi w najlepsze krążyły po sali. Studentki chowały ściągi pod spódnice, licząc, że fizyk nawet jak zauważy, to się zaczerwieni i nic nie powie.

Fizyk widział podejrzane ruchy, ale za rękę nie mógł nikogo złapać. Krążył po sali jak pies myśliwski i wreszcie przyuważył przekazywanie ściągi... I jak nie krzyknie: "Ja widziałem! Co pani tam ma między nogami?!".

Gruchnął taki śmiech, że aż dziekan przyszedł zobaczyć, czy aby na pewno odbywa się tu egzamin...
Cotusiedzieje Odpowiedz

Że też na studiach trzeba jeszcze utrzymywać dyscypline :/ dorośli ludzie...

Eldingar

A potem wchodzą w zawód jako dupy wołowe, nie specjaliści :/

Cotusiedzieje

No ale przecież "państwo magistry"... ;)

Martono

@Cotusiedzieje i to mnie dziwi, i nie dziwi bo widziałem np takich lekarzy matołów ze szczerze nie raz myślałem ' jakieś studia skonxzyl/a'

JoseLuisDiez

Też tak kiedyś myślałem, a potem poszedłem na studia i zastałem ławki z wymalowanymi długopisem penisami.
@Martono
Miałem wątpliwą przyjemność pracować z paroma osobami, które niby mają wyższe wykształcenie a ja się zastanawiałem jakim cudem oni skończyli podstawówkę, o studiach nie wspominając.

Cotusiedzieje

@JoseLuisDiez - wiadomo, że w ciągu wakacji nagle wszyscy nie wydorośleją, studia to też czas dobrej zabawy, ale na zajęciach powinno się jednak ogarnąć i szanować wykładowców + chcieć się czegoś jednak nauczyć...

marcepanik269 Odpowiedz

Na normalnych studiach za ściąganie wylatuje się z sali na zbity pysk i czeka na termin poprawki.
I nie śmieje się kretyńsko przed wykładowcą/asystentem....a już zwłaszcza na pierwszym roku.

Eldingar

Twój pierwszy normalny komentarz, więc nawet kulturalnie odpowiem.
Chociaż jestem za młoda, by się lapac na tamte czasy, to sporo i słuchałam od ludzi z pokolenia moich rodziców/dziadków, i czytałam na ten temat - mianowicie, że kiedyś było po prostu inaczej. Inny etos studiowania. Inne postawy. Kiedyś dostać się na studia to było coś, a skończyć je - to już w ogóle. Większość ludzi faktycznie się przykładała. Naprawdę studiowali, doczytywali, drążyli, słuchali wykładów, zamiast wykuć i zapomnieć albo jeszcze lepiej - imprezować do upadłego, a na egzaminach tylko ściągać. Chociaż zabrzmię teraz jak stary pierdziel, to trudno, ale uważam, że cała dzisiejsza kultura studiowania zeszła na psy. A to wyznanie to jeden z tego przejawów.

marcepanik269

Trochę racji w tym jest.
Problem pojawił się, moim zdaniem w momencie gdy zaczęły powstawać "dojne krowy" czyli trzecie filie większych uczelnie otwierane w prowincjonalnych miastach i przyjmujących jak leci bo hajsiornia się liczy.
Nie mam absolutnie zamiaru obrażać ludzi, którzy ciężko pracowali i uczyli się a po ukończeniu rozpoczynali pracę w zawodzie, robili podyplomowe studia gdzie indziej , kończąc te trzecie filie.
Gorsza sprawa z bandą tumanów, którzy tam poszli bo można było opie...lać się przez pare lat, zdawać zaliczenia za "prezenty" i ogólnie zakuć, zdać, zapomnieć, zapić.
Ale to wina również wykładowców w których interesie było przepychać przez kolejne lata takich "studentów" którzy na normalnej uczlni (o ile jakimś cudem by się dostali) odpadliby po pierwszej sesji.
I stąd gadanie idiotów, że studia są tylko dla "papierka" i rosnący kult wszystkowiedzących absolwentów technikum (bo po co studia robić jak on po technikum wie jak prąd i kibel podłączyć:))

Co do tego jak było kiedyś to też bym tego nie idealizował, może przed wojną to tak, ale wtedy był mocny podział warstw społecznych i nieliczni mogli sobie na studiowanie pozwolic, co czyniło to elitarnym.

Po wojnie jednak też brano kogo popadnie byleby punkty były za pochodzenie, i tacy znowu geniusze z tytułem magistra nie wychodzili.
Jednak z tym tytułem miało się zapewnioną lepszą pracę.

Vito857 Odpowiedz

U nas młoda doktorka, która nas pilnowała kiedyś na jednym z kolokwiów (nie miała z nami zajęć, ot trafiła z "łapanki" w zastępstwie), powiedziała otwarcie "proszę państwa, proszę nie ściągać od siebie, żeby potem doktor X mi nie powiedział, że nie upilnowałam was i macie takie same prace".

A tak szczerze to takie zachowanie jest po prostu słabe. Święty nie jestem, też mi się ściągać zdarzało, ale jakiś szacunek do wykładowców z grupą mieliśmy i takiej bezczelności pomieszanej z ostentacją nie wykazywaliśmy.

asinius Odpowiedz

Same świętoszki. A na zaliczeniach ściągi krążą aż miło.

Eldingar

Wierz lub nie, ale ja nigdy nie ściągałam. Widać byłam takim typem nudziarza - albo świętoszka, jak piszesz - który woli dostać słabszą ocenę, niż nieuczciwie zdobytą piątkę. Zawsze się przykładałam, by dobrze wypaść na sprawdzianach, a na studiach zaczęło mi dodatkowo szczerze zależeć, by dany materiał faktycznie zrozumieć.

Dodaj anonimowe wyznanie