#PxQpP
I takiego oto osobnika nieopatrznie zostawiono samego do pilnowania na egzaminie.
Studenci byli na tyle sprytni, że siedzieli cicho, ale ściągi w najlepsze krążyły po sali. Studentki chowały ściągi pod spódnice, licząc, że fizyk nawet jak zauważy, to się zaczerwieni i nic nie powie.
Fizyk widział podejrzane ruchy, ale za rękę nie mógł nikogo złapać. Krążył po sali jak pies myśliwski i wreszcie przyuważył przekazywanie ściągi... I jak nie krzyknie: "Ja widziałem! Co pani tam ma między nogami?!".
Gruchnął taki śmiech, że aż dziekan przyszedł zobaczyć, czy aby na pewno odbywa się tu egzamin...
Że też na studiach trzeba jeszcze utrzymywać dyscypline :/ dorośli ludzie...
A potem wchodzą w zawód jako dupy wołowe, nie specjaliści :/
No ale przecież "państwo magistry"... ;)
@Cotusiedzieje i to mnie dziwi, i nie dziwi bo widziałem np takich lekarzy matołów ze szczerze nie raz myślałem ' jakieś studia skonxzyl/a'
Też tak kiedyś myślałem, a potem poszedłem na studia i zastałem ławki z wymalowanymi długopisem penisami.
@Martono
Miałem wątpliwą przyjemność pracować z paroma osobami, które niby mają wyższe wykształcenie a ja się zastanawiałem jakim cudem oni skończyli podstawówkę, o studiach nie wspominając.
@JoseLuisDiez - wiadomo, że w ciągu wakacji nagle wszyscy nie wydorośleją, studia to też czas dobrej zabawy, ale na zajęciach powinno się jednak ogarnąć i szanować wykładowców + chcieć się czegoś jednak nauczyć...
Na normalnych studiach za ściąganie wylatuje się z sali na zbity pysk i czeka na termin poprawki.
I nie śmieje się kretyńsko przed wykładowcą/asystentem....a już zwłaszcza na pierwszym roku.
Twój pierwszy normalny komentarz, więc nawet kulturalnie odpowiem.
Chociaż jestem za młoda, by się lapac na tamte czasy, to sporo i słuchałam od ludzi z pokolenia moich rodziców/dziadków, i czytałam na ten temat - mianowicie, że kiedyś było po prostu inaczej. Inny etos studiowania. Inne postawy. Kiedyś dostać się na studia to było coś, a skończyć je - to już w ogóle. Większość ludzi faktycznie się przykładała. Naprawdę studiowali, doczytywali, drążyli, słuchali wykładów, zamiast wykuć i zapomnieć albo jeszcze lepiej - imprezować do upadłego, a na egzaminach tylko ściągać. Chociaż zabrzmię teraz jak stary pierdziel, to trudno, ale uważam, że cała dzisiejsza kultura studiowania zeszła na psy. A to wyznanie to jeden z tego przejawów.
Trochę racji w tym jest.
Problem pojawił się, moim zdaniem w momencie gdy zaczęły powstawać "dojne krowy" czyli trzecie filie większych uczelnie otwierane w prowincjonalnych miastach i przyjmujących jak leci bo hajsiornia się liczy.
Nie mam absolutnie zamiaru obrażać ludzi, którzy ciężko pracowali i uczyli się a po ukończeniu rozpoczynali pracę w zawodzie, robili podyplomowe studia gdzie indziej , kończąc te trzecie filie.
Gorsza sprawa z bandą tumanów, którzy tam poszli bo można było opie...lać się przez pare lat, zdawać zaliczenia za "prezenty" i ogólnie zakuć, zdać, zapomnieć, zapić.
Ale to wina również wykładowców w których interesie było przepychać przez kolejne lata takich "studentów" którzy na normalnej uczlni (o ile jakimś cudem by się dostali) odpadliby po pierwszej sesji.
I stąd gadanie idiotów, że studia są tylko dla "papierka" i rosnący kult wszystkowiedzących absolwentów technikum (bo po co studia robić jak on po technikum wie jak prąd i kibel podłączyć:))
Co do tego jak było kiedyś to też bym tego nie idealizował, może przed wojną to tak, ale wtedy był mocny podział warstw społecznych i nieliczni mogli sobie na studiowanie pozwolic, co czyniło to elitarnym.
Po wojnie jednak też brano kogo popadnie byleby punkty były za pochodzenie, i tacy znowu geniusze z tytułem magistra nie wychodzili.
Jednak z tym tytułem miało się zapewnioną lepszą pracę.
U nas młoda doktorka, która nas pilnowała kiedyś na jednym z kolokwiów (nie miała z nami zajęć, ot trafiła z "łapanki" w zastępstwie), powiedziała otwarcie "proszę państwa, proszę nie ściągać od siebie, żeby potem doktor X mi nie powiedział, że nie upilnowałam was i macie takie same prace".
A tak szczerze to takie zachowanie jest po prostu słabe. Święty nie jestem, też mi się ściągać zdarzało, ale jakiś szacunek do wykładowców z grupą mieliśmy i takiej bezczelności pomieszanej z ostentacją nie wykazywaliśmy.
Same świętoszki. A na zaliczeniach ściągi krążą aż miło.
Wierz lub nie, ale ja nigdy nie ściągałam. Widać byłam takim typem nudziarza - albo świętoszka, jak piszesz - który woli dostać słabszą ocenę, niż nieuczciwie zdobytą piątkę. Zawsze się przykładałam, by dobrze wypaść na sprawdzianach, a na studiach zaczęło mi dodatkowo szczerze zależeć, by dany materiał faktycznie zrozumieć.