#OghL8
Około 2 miesiące po zaczęciu brania leków stopniowo poprawiało mi się. Nie było idealnie, ale naprawdę dużo lepiej. Lekarz, rodzice, przyjaciele, wszyscy widzieli zmianę - i ja też. No właśnie, i tu zaczyna się problem.
Rodzice przyzwyczaili eis chyba do tego, że przez rok/dwa leżałam w łóżku bez humoru, a gdy zaczęło mi się poprawiać, głównie mama zarzucała mi, (podczas kłótni) że ja na pewno ćpam/piję/palę, bo nikt normalnie z takich dołków nie wpada w cudowny humor. Zabolało mnie to, bo chociaż milion razy tłumaczyłam, że nie zażywam żadnych substancji, ona wie swoje. A ja po prostu gdy mam dobry humor, to tego nie ukrywam. Spędziłam tyle czasu w beznadziejności, że choć odrobina szczęścia jest dla mnie na wagę złota. Wychodzi na to, że muszę być nieszczęśliwa, bo inaczej wyglądam na naćpaną. I nie wiem, chyba muszę przestać w jakiś sposób mieć dobry humor(?), bo nie chcę być nazywana ćpunką.
Co jest z ludźmi?
Twoja mama chyba nie ogarnia w jaki sposób działają leki, nie tylko te na depresję. Daj jej ulotkę do poczytania, może zrozumie że po jakimś czasie brania jakichkolwiek leków stan zdrowia się poprawia. W tym przypadku twoje samopoczucie. A może trzeba najpierw jej wytłumaczyć na czym polega depresja? Bo mam wrażenie że tego też nie ogarnia.
Nie rozumiem, jak matka, widząc, że z dzieckiem dzieje się coś złego, zamiast poszukać pomocy, dowiedzieć się, co się dzieje z dzieckiem, porozmawiać z nim - woli i tak p&*@dolić swoje.
Olej jej gadanie i ciesz się życiem, najważniejsze, że już Ci lepiej.
To u mnie z kolei było trochę na odwrót - rodzina przyzwyczaiła się do mojego "normalnego ja", że jak nagle miałam kiepski dzień to wszyscy "znowu Ci wróciło?". Nie wiem w sumie która postawa gorsza...
Trzymaj się ciepło i głowa do góry! Najważniejsze to robić swoje 😊
Wytłumacz mamie, że antydepresanty to nie narkotyki, bo ona tak rozumuje chyba. Duzo ludzi sadzi, że 1 pigułka antydepresantu tak działa jak amfetamina. Kiedyś brałam i znajomy się zapytał czy dam mu parę tabletek...
Chyba, że masz autorko chad to wtedy zachowanie matki uzasadnione.
A najlepsza rada od wszystkich dookoła?? Wez się w garść... Bynajmniej u mnie tak było :)
Przynajmniej*
Pierwszy raz spotykam się z myleniem przynajmniej z bynajmniej. Myślałam, że to mit. To tak jakby mylić tak z nie.
Rozumiem co czujesz. Choć u mnie wyglądało to tak, że jak wyprowadziłam się od matki, która znęcała się nade mną psychicznie (przez co poparłam w depresję) rodzina odwróciła się ode mnie twierdząc, że wymyślam, bo przecież czasami się uśmiechałam...