#NNKmv
Jakoś od 2-3 lat dzieciarnia jest straszna i okropnie rozpycha się w sklepiku, nie znając słów typu „kolejka”. Nikomu z liceum nie chce się walczyć z bachorami, więc uczęszczamy tam jak najrzadziej. Niestety dziś zapomniałam kanapek do szkoły, a lekcje od 8.00 do 17.05 sprawiają, że człowiek musi zjeść. Wygrzebałam jakieś drobniaki z plecaka i ruszyłam do sklepiku w oczekiwaniu na najgorsze. Po 10 min użerania się z dziećmi (była to długa przerwa), oberwania parę razy po żebrach i wyzwania od szmat wkurzyłam się. Wyciągnęłam za koszulkę najbardziej agresywnego dzieciaka i całej gromadce zaczęłam tłumaczyć, na czym polega kolejka, nie szczędząc niecenzuralnych słów.
Najpierw zostałam wyśmiana przez wadę wymowy (nie mówię r), a potem jedna z dziewczynek powiedziała, że mam uważać, bo nauczyciele i tak staną po ich stronie. I wiecie co? Miała rację. Moi rodzice zostali wezwani do szkoły, ocena z zachowania o jedną obniżona, oraz miałam przeprosić tego chłopca. Rodzice stanęli po mojej stronie, ale niestety jedyne co się udało, to nie muszę się poniżać przed tym chłopakiem.
Właśnie się dowiedziałam, że gdy tylko ludzie z rocznika dowiedzieli się o mojej karze, uznali, że zorganizują protest. Każdy ma dość, że te dzieciaki mogą wszystko (ostatnio jakieś dziewczynki z 5 klasy kompletnie zdewastowały łazienkę i jedyne, co im się dostało, to uwaga za złe zachowanie), a my obrywamy nawet za to, że się źle uśmiechniesz (ja nie żartuję). Może to coś zmieni.
Bo kaszojady są teraz okropne. W miejscach publicznych w miarę możliwości ich unikam, te wrzaski doprowadzają mnie do szału. Obiecałam sobie, że jak generacja alfa skończy 18 lat to zwijam interes, czułabym się jak pe*ofilka
Wstawaj, zasłałeś łóżko. To nie jest dobłe.