Zadzwoniłem do niej, żeby powiedzieć, że ją kocham. Byłem sparaliżowany z przejęcia, wybrałem numer, nacisnąłem zieloną słuchawkę. Odebrała. W głowie wirowało, w ustach kołek, puls przyśpieszył, ja nie byłem w stanie nic powiedzieć...
Przez pół minuty słuchała jedynie, jak ciężko oddycham do słuchawki. To musiało brzmieć jakby jakiś zbok sapał do telefonu. Powiedziała w końcu... „ty chyba jesteś jakiś popieprzony” i się rozłączyła.
No ale nikt mi nie powie, że nie próbowałem.
Dodaj anonimowe wyznanie
A ja wciąż będę się upierał że przez telefon to można babci powiedzieć że obiad był smaczny, a nie miłość wyznawać...
Powiedziane w punkt. Ja też bym wolała na żywo usłyszeć takie ważne slowa.
Ale że tak takie wyznania przez tel, a nie na żywo? No chyba, że to relacja na odległość, lub na żywo byłoby jeszcze bardziej stresujące
Oj ty ciamago.
Dobrze, że nie powiedziałeś na koniec 'widzę cię'
Też myślę, że lepiej osobiście. Albo może jakiś liścik napisz, czy coś ;)