#NDKNn
Wychowałem się w kiepskiej dzielni, bez ojca, bez kasy i to w zasadzie powodowało, że mimo twardego tyłka i tak znajdowałem się prawie na końcu łańcucha pokarmowego w czasach szkolnych. W średniej wyprzystojniałem, ale brak kasy i problemy z poczuciem wartości odbierały szanse na korzystanie z ukrytego potencjału. Po szkole zacząłem pracować, po kilku robotach, w których albo mnie wykorzystywano (jako tanią siłę roboczą znaczy się), albo gnębiono, w końcu znalazłem lepsze miejsce i zacząłem zarabiać jakieś pieniądze. Oczywiście połowa szła na matkę, z reszty balowanie. Trochę dziewczyn poznałem, ale wydawały mi się poza zasięgiem, zawsze zresztą znalazł się gość z furą i mieszkaniem od rodziców, z którym nie było jak rywalizować. Jednak było parę momentów, kiedy zawróciłem dziewczynom w głowie. Co z tego, skoro potem niepewność odbierała mi siły do dalszych starań.
Imprezy i marni koledzy stali się głównym tematem życia, dużo piłem, zmieniałem prace, aż wylądowałem jako cieć na jednym osiedlu w stolicy. Znajomi matki mieli firmę, która je obsługiwała i mnie wzięli dorywczo, kiedy szukałem roboty, a w końcu zostałem. Praca, siłka, picie z kumplami, kino itd. Aż w końcu jednego razu na osiedlu zobaczyła mnie jedna piękność z przeszłości. Szła z chłopakiem, ale kiedy wszedł do klatki, ona wróciła się, weszła do osiedlowego śmietnika, którego myłem mopem i ze zdziwieniem i wkurzeniem spytała: „Co ty tu robisz, przecież ty jesteś inteligentniejszy od większości ludzi, których znam, czemu sprzątasz tu śmietniki?”. Próbowałem się tłumaczyć, ale ona zlała moje słowa i jeszcze raz zapytała, co ja tu robię.
To mnie uderzyło tak mocno, że za tydzień pracowałem już w korpo – na kiepskim stanowisku co prawda, ale zacząłem się uczyć z kursów online, poszedłem też na angielski. Po roku inna firma, lepsze stanowisko, po 5 latach rzuciłem firmę i założyłem swoją. Teraz pracuję zdalnie dla różnych firm na świecie. Jestem wdzięczny tej dziewczynie, że się cofnęła, żebym ja mógł iść do przodu. Oczywiście praca i kasa to nie sukces sam w sobie, ale wygranie z samym sobą, korzystanie ze swojego potencjału, bardziej celowe życie to moja wygrana.
Piszę to, bo ciągle spotykam gdzieś ludzi, którzy pałętają się bez celu i sił. Może trzeba z nimi pogadać, spytać co oni robią?
"To mnie uderzyło tak mocno, że za tydzień pracowałem już w korpo"
Boże, co za bzdury 😂
A 5 lat później już własna firma ;)
Teoretycznie możliwe, maturę chłop miał, jak szukali na gwałt pracownika, mogli go zatrudnić.
Umówmy się, absolwenci socjologii i politologii robią to, co kiedyś robiła panienka po maturze.
Do założenia firmy to już w ogóle studia niepotrzebne, wystarczy dryg do interesów.
asinus dokladnie, wystarczy, ze glupi nie byl, mogl zaczynac na jakims prostym stanowisku typu np. obsluga maili
kurs przygotowawczy mu zrobili, o reszte szkolen zadbal sam
@Asinius "panienka po maturze"? Bleh 🤮
"Zawsze byłem zajebisty, ale świat nie był na to gotowy" - tak to podsumuję xD
Procesy rekrutacyjne w korporacjach zwykle tyle trwają, że na pewno w tydzień by się nikt nie dostał xD
Ja się dostałam. Co prawda na staż, ale jednak.
Zgadza się, tydzień to za krótko na dopięcie formalności. Tyle się czasem czeka na odpowiedź.
U mnie wystarczył jeden telefon, by jakichś tydzień później już pracować na swoim stanowisku. Zresztą opóźnienie wynikało tylko i wyłącznie z tego, że akurat nie było mnie w domu.
Ps. Nie IT.
rozumiem mocno, mialam taki okres po studiach, ze w zawodzie wymagali paru lat doswiadczenia, a nie moglam w nim pracowac bez dyplomu, i wpadlam w bledne kolo
w tym czasie tez posypal mi sie zwiazek, wiec musialam brac prace jaka byla- w gastro, w obsludze klienta, kilkukrotnie probowalam aplikowac gdzie indziej, ale z uwagi na brak wsparcia finansowego i trudnosci z odlozeniem wiekszej ilosci gotowki na szukanie przy zarabianiu najnizszej krajowej powodowaly, ze wracalam do gownoprac, by sie utrzymac
robote w zawodze dostalam w sumie przypadkiem, pojawilo sie ogloszenie, zaaplikowalam bez wiekszych nadziei i ze zdziwieniem przechodzilam kolejne etapy rekrutacji
potem rowniez przypadkiem doszla druga praca, gdzie w pelni wykorzystuje moje wyksztalcenie, ale gdyby nie to pierwsze ogloszenie pewnie nadal tkwilabym w robocie znaczaco ponizej moich mozliwosci
Wytlumacz prosze o co w tym chodzi: "ale z uwagi na brak wsparcia finansowego i trudnosci z odlozeniem wiekszej ilosci gotowki na szukanie przy zarabianiu najnizszej krajowej powodowaly, ze wracalam do gownoprac, by sie utrzymac" ? Po co odkladac gotowke na szukanie, nie mozna po prostu szukac jednoczesnie pracujac w gownopracy?
Ja wytłumaczę (sory, bazienka, jeśli nie o to chodziło): jak pracujesz w gównopracach to jesteś tak styrany, że nie masz kiedy się douczyć czy przygotować na rozmowę. Nie dostaniesz wolnego na 10 rozmów rekrutacyjnych, tylko max jedną, i to nie wtedy kiedy Tobie pasuje, tylko wtedy kiedy jaśnie pan Janusz stwierdzi, że będzie mniejszy ruch. Chyba że już wykorzystałeś wolne na chorobę, wesele czy coś tam.
Jesteś biedny, więc nie masz samochodu, swojego mieszkania, leczysz się na NFZ, gotujesz sobie sam, więc ogarnianie życia zajmuje Ci 4 razy dłużej niż osobie bogatszej.
Jest to praca fizyczna, więc często fizycznie musisz być na miejscu, nie możesz co chwilę odbierać telefonów od rekruterów. Często też nie znasz swojego grafiku na przyszłość, więc weź się umów na rozmowę.
Wiem, bo byłam w takim miejscu życia i się śmialiśmy w naszym gastro, że jesteśmy tak zawaleni gówniana praca, że nie mamy czasu znaleźć lepszej ;)
Nie twierdzę, że się nie da, ale jest to trudne.
A potem wszyscy wstali i odśpiewali rotę
Czekam aż zrobią ekranizację z Karolakiem.
Ach te prawilne chłopaki z patologii- każdy inteligentny ponad przeciętną. "Zdolny, ale leniwy". Nie urodziłem się sprzątaczem, żeby śmieci po mieście zbierać. Po hycla bym zadzwonił najwyżej.