Byłam uzależniona od męskiej uwagi, odkąd pierwszy raz w wieku 14 lat weszłam w związek. Teraz mam 18 i przez te 4 lata nie było nawet miesiąca, w którym nie byłam w związku lub nie kręciłam z kimś. Zaczęłam zauważać problem już dosyć dawno, ale nie potrafiłam przestać. Postanowiłam ogarnąć się już zupełnie miesiąc temu. O dziwo, jakoś sobie radzę (ale może to też kwestia tego, że już nikt mnie nie chce i nie mam w czym wybierać). Niestety nie wyleczyłam się chyba z tego całkowicie, bo przez ten miesiąc wymyśliłam sobie pewną zabawę... Mam chłopaka, ale takiego, który nie istnieje. Wymyśliłam go sobie, oczywiście tylko dla własnego użytku, dla znajomych jestem singielką i nikt nawet się nie domyśla, co mi siedzi w głowie. Często wyobrażam go sobie obok mnie, jak przytula się do mnie, wspiera mnie w szkole, czy nawet pomaga mi w sprawach łóżkowych. To dla mnie bardzo wstydliwe, ale nie potrafię bez niego żyć. Nie wiem, czy to normalne, ale wiem, że gdybym się komuś z tego zwierzyła, to wysłałby mnie na terapię... Jest to co prawda jakiś sposób, aby nie wchodzić w realne, krótkie i intensywne związki (które bardzo źle wpływają na moją psychikę i funkcjonowanie), ale boję się bardzo, że tak się do niego przywiążę, że już nigdy nie pokocham nikogo prawdziwego....
Dodaj anonimowe wyznanie
Nie bój się terapii. To taki obóz treningowy, tyle że dla psychiki zamiast dla mięśni. Być może na terapii zrozumiesz skąd ta patologiczna potrzeba męskiej uwagi i problem da się wyeliminować. A może źródło problemu zostanie, ale terapeuta podpowie ci, jak sobie z tym radzić w zdrowy sposób.
Ale ta terapia to dobry pomysł (i nic wstydliwego).
Sam fakt wchodzenia w związki nie jest niczym złym, problemem u Ciebie jest brak stabilnej relacji. Po pierwsze nie każdy facet, z którym się spotkasz musi zostać Twoim chłopakiem. Można iść na randkę, czy nawet 3, a potem przyznać, że nie chce się tworzyć relacji z tą osobą. Jak masz możliwości idź na terapię, chociaż patrząc na Twój wiek przypuszczam, że możesz nie mieć na to środków. W takim wypadku poczytaj książkę, która pomoże Ci zrozumieć te mechanizmy ,,Partnerstwo bliskości. Jak teoria przywiązania pomoże ci znaleźć i stworzyć udany związek” – Amir Levine, Rachel Heller.
Wchodzenie w związki, bo nie potrafi się być samemu, jest zdecydowanie złe i potencjalnie bardzo niebezpieczne dla autorki.
Ohlalalu sparafrazuje dla Ciebie pierwsze zdanie mojego komentarza - wchodzenie w związki jest dobre jeśli opierają się na utrzymywaniu stabilnej relacji. Czyli jeszcze inaczej, wchodzenie w związku jeśli są przelotne i brakuje w nich stabilizacji jest zle.
To nijak ma się do tego, co napisałam + uważam, że po prostu nie masz racji w tej kwestii. Można przeskakiwać z jednego długiego i toksycznego związku do kolejnego. Autorka ma za sobą krótkie związki, bo jest bardzo młoda. Jako ktoś uzależniony od uwagi jest idealną ofiarą dla przemocowców, którzy potrafią latami terroryzować inną osobę.
Ale nawet dobry partner to nie koło ratunkowe.
No to może inaczej rozumiemy definicję stabilnej relacji - dla mnie związek z „toksykiem” czy ,,przemocowcem” to nie jest stabilna relacja niezależnie od czasu trwania. Stabilna relacja to taka, w której występuje stabilizacja emocjonalna, poczucie bezpieczeństwa oraz przewidywalność. Oznacza to, że partnerzy mogą na sobie polegać, konstruktywnie rozwiązują konflikty i dają sobie wzajemne wsparcie.
Psycholog
W twoim przypadku zastanawia mnie czy masz ojca, bądź czy poświęcał ci czas i uczucie. Jeżeli nie, to wiele by to wyjaśniało.