#MNBP3
Dawno temu, na nieistniejącym już forum dla stopomaniaków, wyhaczyłem pewną panią, która nie miała nic przeciwko typowym dla tego fetyszu zabawom. Do tego – o szczęście niepojęte – mieszkała w moim mieście, a nawet niedaleko mojej dzielnicy. Po wymianie paru uprzejmości postanowiliśmy się spotkać na tzw. kawę. Niestety, okazało się, że pani jest niska (wolę wysokie) i średniej urody, co jeszcze mógłbym przeboleć. Ale braku inteligencji już nie (niby człowiek wiedział ze sposobu pisania, a jednak się łudził). Przez to rozmowa kompletnie się nie kleiła. A w kulminacyjnym momencie usłyszałem wyznanie, że jest mężatką (nie pamiętam dokładnie wieku, ale miałem wtedy ok. 25 lat, ona była chyba po 30), a ze mną spotkała się dlatego, że jej się w tym małżeństwie po prostu nudzi.
W tym momencie grzecznie podziękowałem za dalszą znajomość, nie korzystając nawet z propozycji zobaczenia jej stóp (miała szpilki na nogach). Może jestem frajerem, ale zawsze uważałem, że realizowanie fetyszu z osobą trzecią to zdrada, a nie chciałem temu biedakowi przyprawiać rogów (no i oczywiście istniało ryzyko, że gość ma posturę Pudziana).
W ten sposób wyleczyłem się raz na zawsze z młodzieńczych fantazji o gorących laskach chętnych na sprośne zabawy. A moja obecna partnerka ma do stóp stosunek totalnie obojętny.