#MDHSo
Poznałem ją na imprezie. Dziewczyna mojego kumpla. Piękna, mądra, dobra i... nieszczęśliwa. Wypiła nieco za dużo, kumpel się ewakuował. Zostaliśmy sami i stało się. Nie, nie poszliśmy go łóżka, ale ona rozpłakała się, wyznała mi, jak bardzo jest jej źle z Markiem. Jak ma dość, że on ciągle pije, mimo że jest wysokofunkcjonującym alkoholikiem. Jak ma dość, że musi sama o wszystkim myśleć, wszystko umieć, bo on zawsze się nią wyręcza (bo on mówi, że nie umie), jak czuje się głupia, że na początku wierzyła, że Pana Boga za nogi złapała, bo ją okłamał w wielu kwestiach, ale nie mogła od niego odejść, bo po kilku miesiącach związku on miał poważny wypadek. Wtedy nie mogła odejść, ten anioł codziennie przychodził do szpitala. Myła go, karmiła, pocieszała. A on miał się coraz lepiej. Gdy wyszedł do domu, ona nadal przyjeżdżała, pomagała mu w rehabilitacji, dawała jeść, myła. Gdy już doszedł do zdrowia, zaczął jej wypominać, że jest z nim tylko dla pieniędzy, że powinna być bardziej wdzięczna, że jej wybaczył oskarżenia o alkoholizm. I rzuciła go. Tyle wie ona.
Anonimowe jest to, że ja cały czas działałem. Gdy się kłócili, ja mu przytakiwałem, starałem się pokazać, że ona przesadza, że nie pasują do siebie. Kumpel zawsze był przede wszystkim skupiony na sobie, wykorzystałem to. Wmawiałem mu, że ma prawo korzystać z jej pieniędzy ile chce, że z nią jest problem, że nie chce tyle wydawać na imprezy.
Gdy tylko odeszła, pojawiłem się ja, dobry kumpel, udawałem, że po przyjacielsku chcę pogadać, bo pewnie jej ciężko. Tzn. chciałem, ale ukrywałem, że chcę więcej. Długo ją urabiałem, aż w końcu zaprosiłem na spotkanie, bo na randkę nie chciała się zgodzić, bo jestem kumplem byłego. Teraz jest moja. A były kumpel opowiada, że leciała tylko na hajs, że mieliśmy romans. Większość wspólnych znajomych mnie olała. Boli, ale ich prawo. Ona jest teraz szczęśliwa, ja też. I nie żałuję, że wybrałem ją, nawet za cenę części kumpli.
Przykro mi ale faceci którzy muszą stosować takie psychologiczne sztuczki żeby zdobyć kobietę są zwyczajnie żałośni...
A i kumplem też jesteś chu$owym. Mogłeś wytłumaczyć mu co robi źle Ty jednak postanowiłeś podkopywać ten związek. Nie, nie dlatego że żal Ci było dziewczyny, dlatego że pragnąłeś jej dla siebie. Parafrazując, po co komu wrogowie jak ma takich przyjaciół.
Podsumowując, gardzę.
Nie uważam, że zachowałem się ok, ale ona jest wspaniała a ja już miałem dość, że przez lata znajomości to zawsze ja odpuszczałem i poświęcałem swoje dobro dla niego, a on to przyjmował jak oczywistość. Raz zależało mi na czymś (czy tutaj na kimś), że nie chciałem poświęcać znów siebie. Zwłaszcza, że zawsze traktował świat jakby wszyscy byli mu winni specjalne traktowanie.
Było mi żal, że taka kobieta marnuje się z takim typem. Widziałem jak za każdym razem jak ją widziałem coraz mniej się uśmiecha, na początku patrzyła na niego z uczuciem, potem już tylko z żalem. Widziałem, że on o nią nie dba.
Ah czyli w swojej fantazji jesteś rycerzem na białym koniu ratującym niewiastę z opresji.
Ciekawe czy Ona też by tak to odebrała gdyby znała prawda. Wiesz, ten moment w historii w którym autorytarnie, kompletnie ją olewając zdecydowałeś że będziesz dla niej lepszym partnerem i postanowiłeś dobić związek na którym wtedy jej zależało. A i jeszcze fakt że podpuszczałeś jej oprawce by traktował ją jeszcze gorzej. Ciekawe czy by podziękowała za fakt że przynajmniej część jej bólu jest Twoją winą. Bo mogłeś, dla jej dobra, spróbować powstrzymać kolegę. Cynicznie jednak wykalkulowałeś co Ci się bardziej opłaca w efekcie wykorzystałeś i kolegę i obecną dziewczynę. Zastanowiłeś się chociaż przez chwilę jak to:
"Wmawiałem mu, że ma prawo korzystać z jej pieniędzy ile chce, że z nią jest problem, że nie chce tyle wydawać na imprezy."
Mogło napędzać jego zachowanie i odbić się na niej? Ile przykrości ją kosztowało twoje podjudzanie? Czy jak większość takich małych egoistycznych chu&ków nie przejmowałeś się tym zbytnio?
Swoją drogą, bravo... Egzamin z uprzedmiotowienia kobiet zdałbyś celująco. Nie wiem tylko czy partnerka byłaby dumna...
Podsumowując, gardzę bardziej.
Gardzić sobie możesz do woli ale w miłości i na wojnie wszystkie chwyty są dozwolone.
Cystof wyraźnie napisałem, że nie zależało jej na tym związku. Ona otwarcie mówi, że odeszłaby już ponad pół roku wcześniej gdyby nie ten wypadek, bo on i tak źle znosił utratę sprawności a ona bała się, że odchodząc wtedy tylko by go dobiła. Ponadto nie był wtedy samodzielny, a ona wiedziała, że nikt się nim nie zajmie. Nawet rodzina.
A ja mogłem co najwyżej przyspieszyć jej decyzję. To bycia ze mną też jej nie zmusiłem. Sama zdecydowała i sama mi mówi, że jest szczęśliwa. Pomyśl czy uważasz, że bycie nieszczęśliwym np rok dłużej byłoby lepsze?
Chłopie...
To że jej nie zmusiłeś, to że faktycznie miała dość związku nie zmienia faktu że w związek z Tobą zastała wmanipulowana. Teraz jest szczęśliwa tylko czy ma wszystkie informacje? W szczególności te że sam jej do$rywałeś? Bo coś tak wygodnie pomijasz ten wątek.
@CzerwonaRurza
I call bullshit. Są pewne granice. Nawet na wojnie, co chyba widać ostatnio.
@ Cystof: Brzmisz bardziej katolicko niz papiez. Fakt tego, ze stawiasz poprzeczke moralna na niebotycznej wysokosci oznacza tylko, ze jestes (moim zdaniem) oderwanym od zycia idealista. Jesli Zyguzan okradnie spekulata wojennego i nakarmi glodujace sieroty, to tez przypieprzysz sie do faktu kradziezy?
Zyguzan wydlubal dziewczyne z toksycznego zwiazku i chce dla niej dobrze. Najwyrazniej jest to przez nia dobrze odbierane. Pod kreska, uwazam to za sukces na calej linii. Fakt, ze zrobil to z pobudek (rowniez) egoistycznych i niezbyt czystymi metodami nie zmienia efektu koncowego. I juz.
Co do wojny. Historie pisza zwyciezcy, nie zwyciezeni. To okrutne ale prawdziwe. Ale to juz zupelnie inna historia.
Wow... Ateista brzmi bardziej katolicko od papieża bo... Nie godzi się na przedmiotowe traktowanie kobiet jakby były trofeum do zdobycia i ma jakieś zasady moralne... No śmiechłem srogo.
Zygzun mógł jej pomóc na kilka sposobów, postanowił jednak doradzać jej byłemu by ten dowalił jej bardziej. Najwyraźniej kobieta była nie dość skrzywdzona (BTW: Ty i Zygzun wygodnie pomijacie ten fragment, nice) No medal mu... Wiesz że efektem końcowym tego mogą być traumy i problemy nawet po latach? Bo zazwyczaj prędzej czy później wychodzi osranym na wierzch i gwarantuje Ci że jeśli do tego dojdzie to kobieta,skrzywdzona przez byłego i zmanipulowana przez obecnego, przez lata na zaufa nikomu. Sukces w wuj...
Ja naprawdę nie wiem co jest tak niezwykłego w nie doprowadzaniu do sytuacji w których ludziom których kochamy dzieje się krzywda. Serio? To mnie czyni bardziej katolickim od papieża?
<Tu wstaw ateistyczny śmiech>
A ten przykład jest koszmarnie niskich lotów albo nie zrozumiałeś do czego piłem. A piłem na przykład do ruskich bombardujących cywili i ostrzeliwujących przedszkola. Wierzyć mi się nie chce że tego typu bestialstwo jest przez Ciebie akceptowalne. Jeżeli nie jest to gratuluję, jesteś człowiekiem a ja miałem rację, jeżeli jest to cóż... Mam dla Ciebie złą wiadomość.
Ech Cystof, idealista jestes, czy inny bialorycerz chroniony ciagle jeszcze przed kontaktem z rzeczywistoscia?
Nieco w bok, niezaleznie od poprzedniej wymiany pogladow: Grupa uzbrojonych mezczyzn wdziera sie do szpitala na terenie przeciwnika, daleko za linia frontu i zabija (morduje) rannych zolnierzy w nim lezacych.
Nazwiesz ich: a) bohaterskimi partyzantami czy b) bandytami?
Jak nazwie ich strona zwycieska w tym konflikcie?
To tylko tak, jesli chodzi o manipulacje.
Bardzo fajnie unikasz tego co poruszam. Dżizas jakie to musi być wygodne... Dwa przeklejone cytaty które kompletnie obaj zlewacie:
"Zastanowiłeś się chociaż przez chwilę jak to:
"Wmawiałem mu, że ma prawo korzystać z jej pieniędzy ile chce, że z nią jest problem, że nie chce tyle wydawać na imprezy."
Mogło napędzać jego zachowanie i odbić się na niej? Ile przykrości ją kosztowało twoje podjudzanie? Czy jak większość takich małych egoistycznych chu&ków nie przejmowałeś się tym zbytnio?"
"Zygzun mógł jej pomóc na kilka sposobów, postanowił jednak doradzać jej byłemu by ten dowalił jej bardziej. Najwyraźniej kobieta była nie dość skrzywdzona (BTW: Ty i Zygzun wygodnie pomijacie ten fragment, nice)"
Cokolwiek czy będziesz dalej odwracał głowę, bo argumentów brak?
Muszę Cię rozczarować, jedynym kto chciał być rycerzem na białym koniu jest tu Zyguzan. No i Ty oczywiście dzielnie starasz się go ratować. Nie wiem tylko po co.
A i to co odpisujesz to się nazywa "Zbrodnia wojenna". Nawet jest taki trybunał w Hadze co to mógłby być zainteresowany tematem... Szkoda tylko że Twoje wojenne przykłady jedynie udowadniają że nie, nie wszystko jest dozwolone. Bo konwencje międzynarodowe pewnych rzeczy nawet na wojnie zabraniają. Oczywiście część osób ma to w dupie no ale jak to powiedział ktoś, kiedyś, "Zasady moralne są dla ludzi. Tylko dla ludzi" polecam rozważyć tą wypowiedź i jej implikacje.
Cystof ma rację. Koleś zachował się żenująco.
Anglistka się znalazła.
Jeśli ci pasuje bycie największą świnią w całym korycie to spoko, w sumie nie nasza broszka.
Raz zrobiłem coś dla siebie nią patrząc na innych.
@Zyguzan no i świetnie, czuj się nadal jedynym sprawiedliwym, bo raz jedyny zmanipulowałeś kumplem i jego dziewczyną tak, żeby sobie ją zabrać.
Jest szczęśliwa, ja jestem szczęśliwy, nawet kumpel już teraz jest, bo już znalazł sobie nową pannę, która w dodatku nie narzeka mu, że on za dużo pije. Nawet jej rodzice i przyjaciele mówią jej wprost, że fajnie, że rozstała się tamtym, bo widać było gołym okiem, że nie jest dla niej za dobry.
ms0nobody któregoś dnia jej powiem.
Żałosne zachowanie
i twoje zachowanie bylo wredne, i jego
ona powinna sama zdecydowac o zakonczeniu relacji, bez niczyjej pomocy, bez podkopywania zwiazku z zewnatrz
a on pokazal swoja prawdziwa twarz, to i kalibracja znajomych sie podziala, nigdy nie jest tak, ze wina jest po jednej stronie, a nikt cie nawet pewnie nie zapytal
Dobra, nie zachowalem się ok, ale nadal uważam, że to mniejsze zło. Dzięki mnie szybciej wyszła z toksycznego związku. Sama mówi, że już bardzo dawna chciała zerwać, ale raz ten wypadek, dwa...kiedy ją krzywdził, wmawiał jej, że jego zachowanie jest ok, a ona reaguje przesadnie. Ona czuła się źle, ale wierzyła, że on nie chciał źle. I sama mówiła, że już chciała tylko pretekstu. Czekała, aż od odwali tak, że nie będzie w stanie mu uwierzyć, że to ona jest zła.
A cóżeście się tak chłopaka przyczepili. Gdyby relacja była ze strony dziewczyny sami radzilibyście jej, by zostawiła faceta. Najważniejsze, że teraz jest szczęśliwa.
Stworzyłeś związek oparty na kłamstwie. I pewnie gdyby nie to, że w Tobie znalazła oparcie w trudnej sytuacji , to może nie zwróciłaby na Ciebie uwagi. Każdy ma swoje sumienie... W Twojej wypowiedzi słowo kumpel razi.
Być może, ale zwróciła. Moje uczucie jest szczere. Dbam o nią, robię wszystko by była szczęśliwa. Z jej słów wynika, że mi się to udaje.
W opowiadniu jest jeden słaby punkt. Jeśli był alkoholikiem to podczas pobytu w szpitalu po wypadku na drugi dzień by go złapały potworne drgawki i zlewne poty. Lekarz by od razu zauważył co jest grane. No chyba że ona przynosiła po kryjomu alkohol i podawała przez rurkę...
Nie wiem na ile to było uzależnienie fizyczne. Miał raczej ciągi alkoholowe. Potrafił w miarę funkcjonować bez alkoholu tydzień, dwa, a potem zaczynał pić dzień w dzień wieczorem ilości typu 2-3 kieliszki wódki albo zupełnie mało jak piwo czy dwa. W weekendy ile było tyle wypił. Ona skarżyła się, że nawet jak prosiła go, żeby wytrzymał bez picia parę dni to obiecywał, że nie będzie, bo nie jest alkoholikiem, okazywało się co najwyżej nie pił przy niej a potem znajdowała puste butelki i puszki.
zalezy od etapu, objawy odstawienne to juz mocno zaawansowane picie i nie w kazdym typie alkoholizmu sie pojawia
Tylko powinieneś zdawać sobie sprawę, że jak cokolwiek między wami zgrzytnie, to ona od razu poleci dać dupy pierwszemu lepszemu. Chociaż ty nie lepszy, skoro okazałeś się ujem, wykorzystującym sytuację...
Skąd ten pomysł? Będąc z nim nie zrobiła nic co byłoby choćby leżało obok zdrady. Ze mną związała się długo po rozstaniu. Chciałbyś mieć tak sztywny kręgosłup moralny jak ona.