#Lfauu

Najgorszemu wrogowi nie życzę tego, co ja przeżywam od zawsze w domu.

Mam 22 lata, odkąd moja pamięć sięga nigdy nie miałam dobrego kontaktu z mamą, a mianowicie daje mi ona do zrozumienia, że jej przeszkadzam. Wielokrotnie słyszę, że mam sobie już iść, że najlepiej jak będę siedzieć w swoim pokoju, że mam się jej nie pokazywać na oczy, jest dla mnie miła tylko w momentach, w których coś ode mnie chce. Traktuje mnie w domu jak służbę, sama robi w domu największy bałagan, ciągle zostawia rzeczy porozrzucane po całym mieszkaniu, nigdy nie odkurzy, nie pozmywa naczyń, nie zniża się do tego poziomu, żeby wykonać podstawowe czynności w domu, a gdy ja tego nie zrobię, jestem wyzywana od nierobów. Nie mam problemu z tym, żeby posprzątać, w końcu tez tam mieszkam, ale w momencie gdy cały czas sprząta się po tej samej osobie, która nie potrafi umyć kubka po sobie czy wziąć talerzyka żeby nie nakruszyć, to można się już zirytować, chociaż zawsze zaciskam zęby i tego nie komentuję. Oczywiście ona uważa, że robi w tym domu wszystko - kończy się na gotowaniu obiadu. Jest mi z tym bardzo ciężko, brakuje mi mamy, brakuje mi tego, żeby z nią porozmawiać o problemach, tak po prostu jak z mamą. Jestem studentką dzienną, dodatkowo pracuję na pół etatu, przez co mam bardzo mało czasu, ale gdy mam kilka dni wolnego, to szukam tylko miejsca, w które mogę wyjechać, żeby się nie stresować, żeby odpocząć, bo w domu to zawsze znajdzie się powód, żeby się do mnie przyczepić. Moja mama swoje zachwianie zawsze tłumaczy, a raczej w złości krzyczy, że jest zmęczona po pracy. Rozumiem, że bardzo dużo pracuje, ale jest mi cholernie przykro, że nie ma siły albo nie chce jej mieć, żeby ze mną porozmawiać w ciągu dnia przez 5 minut, zapytać jak mi minął dzień, czy wszystko dobrze u mnie. Bardzo często przez to płaczę i już nie mogę doczekać się momentu aż się wyprowadzę z domu.
Oczywiście próbowałam z nią o tym porozmawiać, ale kończy się to tym, że zaczyna na mnie krzyczeć i wyzywać mnie od najgorszej. Nie wiem jak matka może tak nienawidzić własnego dziecka.
A ja bym chciała, żeby mnie kiedyś przytuliła, usiadła i zwyczajnie na luzie ze mną porozmawiała.

Mam chłopaka, który rozumie, że jest mi przykro, zazwyczaj stara się mnie wspierać w takich chwilach, ale jest mi też bardzo wstyd przed nim, że mam taką rodzinę.
Zawsze gdy moi znajomi z chęcią wracają na weekend do domu strasznie im tego zazdroszczę, bo ja wręcz przeciwnie, czekam tylko na moment, żeby gdzieś z niego uciec. Przez te sytuacje mam bardzo niską samoocenę, co ma wpływ na życie codzienne. W obecnej chwili nie mam się komu wygadać, wyżalić, tak że piszę to tutaj. Życzcie mi dużo siły i powodzenia. Nawet teraz gdy to piszę, nie potrafię powstrzymać łez.
Fantagiro Odpowiedz

Moja rodzina była toksyczna. Mając 21 lat spakowałam się z dnia na dzień i wyprowadziłam. Było ciężko. Z rodziną nie mam i nie chce mieć kontaktu. Nie czekam na przeprosiny. Życie bez pretensji, wrzasków i wyzwisk, bicia, poniżania jest o wiele przyjemniejsze nawet jeśli jest mi ciężej finansowo. Nikt nie stoi nad głową, nie wymaga ode mnie dziwnych rzeczy, mogę robić co chce, wracać kiedy chce i spotykać się z kim chce. I tego tobie też autorki życzę. Po latach o tak trafiłam na terapię. I cieszę się, że skorzystałam. Nauczyłam się być dla siebie łaskawa i miła, dbać o siebie. Trzymam za ciebie kciuki i wierzę, że dasz radę wyrwać się z toksycznego domu. Powodzenia.

Agia2019 Odpowiedz

Powiem jedno - miałam podobnie - mnie się "kochało" za to co zrobiłam- ja musiałam zasłużyć na miłość rodziców a nie za to że "jestem" z kolei moją siostrę odwrotnie. Mnie ciągle gnano do obowiązków domowych - prawnie sprzątanie jak podrosłam to i gotowanie - ot mają służącą. Wielkie zdziwko wzięło się jak wzięłam się spakowałam i wyjechałam do pracy daleko bo ot zabrakło służącej no cóż dopóki się nie usamodzielnisz to zaciskasz zęby i musisz z tym żyć jak skończysz studia to bon voyage.

Mbp9

Chyba dopiero zdałam sobie sprawę, że dziecko można kochać tak po prostu. Naprawdę byłam podświadome przekonana o tym, że trzeba sobie zasłużyć na ciepły ton...

Suomen Odpowiedz

Nie jesteś sama. W wieku około 26 lat dopiero wyprowadziłam się z domu. Czy też raczej wyrzucono mnie z niego. Całe życie to była taka przeplatanka - awantury, jest dobrze, awantury, jest dobrze, awantury... I tak bez końca. Patrząc na inne rodziny, rodziców odnoszących się do swoich dzieci z cierpliwością i szacunkiem, nie mogłam zrozumieć, dlaczego u nas tego nie ma? Starałam się. Tak, miałam swoje za uszami, probowałam podjąć najpierw jedne studia - oblałam - potem drugie. To samo. Znalazłam więc pracę, ale też było źle. W którymś momencie wreszcie zrozumiałam, że to nie było wychowywanie. To była tresura. Zrobiłam coś dobrze, po myśli rodziców (głównie matki), była nagroda. Postawiłam się - płacz, histeria, wrzaski, awantura. Z czasem nauczyłam się SAMA chcieć chodzić na wszelkie ustępstwa, byle tylko był spokój, byle zasłużyć na miłość. A im dalej to szło, im mania kontroli mojej matki rosła, tym gorzej się układało, a ja czułam się jak coraz bardziej zużyty śmieć. Raz za razem maleńka część mnie umierała...
Gdy któregoś razu wykrzyczała mi twarz, że za kilka dni ma mnie tu nie być, wiedziałam, że to najgorszy dzień w moim życiu. Nie była tego świadoma, ale kilka godzin wcześniej sama dowiedziałam się, że jedna z najbliższych przyjaciółek wbiła mi nóż w plecy, związując się z mężczyzną, którego kochałam jak nikogo przedtem - a z perspektywy czasu - i nikogo potem. To był koszmar, a potem było gorzej. Byłam po dwudziestce, ogarniałam sprawy domowe, pracowałam zawodowo, dorzucając się do rachunków, a jednak to było za mało. Musiałam meldować się, gdzie wychodzę, z kim i kiedy wrócę. Dochodziło do sytuacji, gdy KAZAŁA mi stawiać się w domu o określonej godzinie. Nie, nie jestem i nie byłam nigdy typem pijaczki, ćpunki, imprezowiczki itd. Jestem w gruncie rzeczy nudnym, nietowarzyskim nerdem, o czym wiedziała, ale i tak mi nie ufała. I tak musiała mnie kontrolować.

Suomen

Mieliśmy komputer. Kupiony za pieniądze na moją osiemnastkę. Musiałam pytać ją o pozwolenie - założyła na nim hasło - by go uruchomić. Zwykle miałam zgodę na godzinę dziennie, przy dobrych wiatrach nawet dwie. Miałam ponad dwadzieścia lat.
Od lat jeździłam pomagać naszej rodzinie na wieś - kuzyn ciągle robił jakieś remonty - ale źle się tam czułam. Ciągle słyszałam, jaka jestem nieporadna, powolna. Że wszystko robię źle. Któregoś razu, gdy zadzwonili, bym znowu przyjechała, odmówiłam. Pierwszy raz od lat odmówiłam, bo miałam dość, że traktują mnie jak tresowane gówno. Matka wpadła w amok. Wrzeszczała, zrobiła się czerwona na twarzy, płakała, niemal toczyła pianę z ust.

Tego było i było... Dzień, w którym się wyprowadziłam? Akurat byłam z ojcem sama w mieszkaniu, ogarniałam jeszcze parę drobiazgów. Matka wróciła. I słyszę, jak pyta: "Co ona tu jeszcze robi?"

Zawsze robiłam źle. Wyręczana za dzieciaka, gdy starałam się zdziałać coś sama, byłam gnojona. Gdy chciałam walczyć o swoje, byłam gnojona. Zawsze, zawsze było źle.

Naprawdę Cię rozumiem, autorko... Ale uciekaj z tego miejsca. Dasz radę. Ja dałam i wierz mi, jest o niebo lepiej. Nie jest jak w niebie, bo jednak samodzielne życie to nie jest sielanka, ale w porównaniu z tamtym toksycznym światem, TEN świat smakuje wolnością. Polecam i trzymam za ciebie kciuki.

Wszechstronny Odpowiedz

To jest niesamowite jak często że kobieta, matka tak traktuje źle druga kobietę i córkę a z synami jest na odwrót. Potwory a nie matki.

milA00

Dokładnie, też tego nie rozumiem. Tak jakby chłopcy byli lepsi od dziewczynek tylko dlatego, że są chłopcami. Ja nigdy nie miałam toksycznych rodziców, wręcz przeciwnie dużo mi w życiu pomagają, ale jak byłam młodsza to ja i siostra miałyśmy obowiązki domowe, a brat nie robił nic. Często było tak, że siedział przy komputerze i nawet nóg nie podniósł do góry żebym mogła porządnie poodkurzacz, robił to na złość, a gdy skarżyłam się mamie to słyszałam tylko "Dobra ja zaraz sama posprzątam bo nie będę wysłuchiwać Waszych kłótni". Nie zwróciła mu uwagi tylko zaraz było oburzenie, a brat śmiał się pod nosem. Teraz jest już dorosły i nie jest nauczony niczego bo wszystko mama za niego robiła i ja. Nigdy nie pracował, a ja trzy miesiące po urodzeniu dziecka usłyszałam od taty pytanie "To kiedy wracasz do pracy?". A on siedzi w domu na utrzymaniu rodziców i szuka pracy już 3 lata, ale nikt złego słowa mu nie powie, jeszcze mama nad nim nadskakuje i do tej pory robi wszystko za niego.

Suomen

milA00 - pogadaj szczerze z rodzicami i bratem, a w razie konieczności może pomyśl o ograniczeniu kontaktu...? Wiem, radykalnie, ale czasem nie można inaczej. Co do brata, życie kiedyś kopnie go porządnie w dupę i będzie musiał sobie sam radzić. A przynajmniej próbować - bo skoro zawsze i wszystko za niego robiono, nie będzie wiedział, jak stanąć na nogi.
Jeżeli twoi rodzice się nie opamiętają, wychowają sobie totalnego pasożyta, a gdy ich zabraknie, ten pasożyt sam sobie raczej nie poradzi... Oby trafił na kobietę, w której się zakocha i która postawi go do pionu :|

Karolado

Suomen - oby nie trafił na żadna kobiete. Kobieta to nie ośrodek wychowawczy niedojrzałych, rozpuszczonych mężczyzn.

doznudzenia Odpowiedz

Dziewczyno ty potrzebujesz koleżanki-przyjaciółki. Z nią sobie pogadasz I się wyżalisz. 2-3 lata I się wyprowadzisz, więc zaciśnij zęby póki co. Wiele matek nie lubi swoich dzieci I nie mogą się doczekać, aż się wyprowadzą. Ja na szczęście miałam sporo znajomych więc brak zainteresowania był mi na rękę. Wiele razy słyszałam, że dom traktuję jak hotel, I tak było, tylko czekałam kiedy będę mogła się wyprowadzić.

Nordek Odpowiedz

Miałam podobnie. Po wyprowadzce potrzebowałam dwóch lat, aby "polubić" rodziców. Teraz rozmawiam z nimi normalnie, ale nigdy im tego nie wybaczę. Praktycznie rozwalili mi życie.

CyraneczkaZKoviru Odpowiedz

Cóż, autorko ja się wyprowadziłam przed 18 rokiem życia:) i też zazdroszczę każdemu pełnej i szczęśliwe rodziny. Ale nic z tym nie zrobię, nikogo nie zmuszę a tym bardziej czasu nie cofnę. Wojowałam o największe alimenty i dostałam. Tobie też autorko polecam, pamiętaj nie dość że masz chłopaka to jeszcze masz całe prawo za sobą. Nie poddawaj się, skoro mi się udaje to Tobie też się uda. Życzę Ci żebyś znalazła w sobie siłe, do jak najszybszej wyprowadzki.

KoszmarekOpalek Odpowiedz

Masz 22 lata. Zacznij żyć.

bazienka Odpowiedz

znajdz sobie na yt Wilczyca Byc i posluchaj
i usamodzielnij jak najsdzybciej
ja bym zerwala z taka matka kontakt calkowicie
z ojcem zerwalam i mam z glowy

Bella101 Odpowiedz

Czytając to czuję jakbym czytała o samej sobie. Praktycznie czułam się nie raz jak służąca a gdy tylko coś źle zrobiłam, posprzątałam to leciały pretensje. Z tego wszystkiego zaczęły się u mnie problemy z psychiką. Zaraz po skończeniu szkoły średniej wyprowadziłam się na studia i w domu bywam raz na miesiąc. Moja psychika praktycznie odżyła na nowo i już nie dręczy mnie to co wcześniej gdy byłam w domu.

Zobacz więcej komentarzy (5)
Dodaj anonimowe wyznanie