#LNU2s
Po dwóch godzinach jazdy, kiedy usiłowałam zejść z wierzchowca, noga mi się jakoś tak dziwnie wykrzywiła i runęłam twarzą prosto w błoto. Wstając, wymacałam nogę konia, a drugą chwyciłam się ogrodzenia. Jak już wspomniałam, był to tzw. elektryczny pastuch, czyli siatka pod niewielkim, acz odczuwalnym napięciem. Prąd trzasnął mnie, a że trzymałam rękę na końskiej dupie, to także i on został porażony. Zwierzak wystraszył się, wierzgnął kopytem i musnął nim moją usmarowaną błotem twarz.
Jutro mam wizytę u dentystki. Będzie mi wstawiała obie wybite, górne jedynki...
Myślałam, że Cię lama opluła (mnie się to zdarzyło) a tu jeszcze większy kaliber się trafił... Współczuję z całego serca.
To wina tego kolegi, powinien zadbać o bezpieczeństwo klientów. Elektryczny pastuch mógłby być wyłączany na czas jazdy, no ale przecież jaśnie panu się nie chce