#LNU2s

Byłam u mojego kolegi na wsi, gdzie prowadzi on wioskę agroturystyczną, której atrakcją są m.in. lamy oraz możliwość nauki jazdy na koniu. Mnie bardziej od lam interesowały właśnie konne przejażdżki, ale że pastwisko lam oddzielone jest od wybiegu dla koni jedynie „elektrycznym pastuchem”, to mogłam sobie też popodziwiać także i te piękne stworzenia.

Po dwóch godzinach jazdy, kiedy usiłowałam zejść z wierzchowca, noga mi się jakoś tak dziwnie wykrzywiła i runęłam twarzą prosto w błoto. Wstając, wymacałam nogę konia, a drugą chwyciłam się ogrodzenia. Jak już wspomniałam, był to tzw. elektryczny pastuch, czyli siatka pod niewielkim, acz odczuwalnym napięciem. Prąd trzasnął mnie, a że trzymałam rękę na końskiej dupie, to także i on został porażony. Zwierzak wystraszył się, wierzgnął kopytem i musnął nim moją usmarowaną błotem twarz.

Jutro mam wizytę u dentystki. Będzie mi wstawiała obie wybite, górne jedynki...
RykSilnika Odpowiedz

Myślałam, że Cię lama opluła (mnie się to zdarzyło) a tu jeszcze większy kaliber się trafił... Współczuję z całego serca.

wyzwolonaa Odpowiedz

To wina tego kolegi, powinien zadbać o bezpieczeństwo klientów. Elektryczny pastuch mógłby być wyłączany na czas jazdy, no ale przecież jaśnie panu się nie chce

Dodaj anonimowe wyznanie