#LMrPY
Na początku 12 godzinna podróż przebiegała wręcz wzorowo. Ja + 2 osoby w przedziale. Jednak na kolejnej stacji do pociągu wsiadło mnóstwo pasażerów. Do mojego przedziału dosiadło się 3 wojskowych wracających do domu i babcia z wnukiem chorym na zespół Downa. Oprócz tego na korytarzu był ścisk taki, że trudno było dostać się do toalety.
No i się zaczęło. Na korytarzu podróż spędzał człowiek pod wpływem alkoholu, który gdy dowiedział się, że moi współpasażerowie służą w wojsku zaczął ich obrażać. Wojacy zachowywali spokój i co jakiś czas próbowali uspokajać co rusz otwierającego drzwi od przedziału, czy też pukającego w szybę, człowieka. Było to bardzo uciążliwe, bo dobre 3 godziny przejechaliśmy w krzykach, że Wojsko Polskie to..., że on im ... Do tego co chwilę otwierane drzwi i stukanie w szyby.
Udało się. Na kolejnej stacji umilający nam podróż człowiek wysiadł. Kiedy myślałem, że końcówkę mojej 12 godzinnej podróży spędzę w sielankowej atmosferze chory chłopak zaczął wydawać z siebie różne dźwięki, różnymi częściami ciała. Na twarzy babci było widać spore zakłopotanie. Chciała uspokoić swojego wnuka, jednak nie dawała rady. Wtedy do akcji wkroczyłem ja. Zmęczony po ciężkim weekendzie i całym dniu do tej pory prawie w ogóle nie zabierałem głosu, choć przedział cały czas komentował zachowanie poprzedniej osoby, która zatruwała nam podróż. W tym momencie poczułem, że trzeba babcię wesprzeć. Nie myśląc wiele powiedziałem pierwsze co przyszło mi do głowy: "Niech się Pani nie przejmuje, gorszego Downa tutaj dzisiaj idzieliśmy!".
Ciszę, która zapadła w przedziale pamiętam do dzisiaj.
Chamskie i bezmyślne ale... sypnąłem śmiechem tak głośno jak jeszcze przy żadnej historii :D
:)
Zabłysnąłeś...
O matko :D
haha :D