#LFZtu

Swego czasu codziennie jeździłam autobusem - dojazd do szkoły. Trasa autobusu była ekstremalna, ponieważ mieszkam w górach.

Idę, wróć, zapie*dalam jak wściekła. Oczywiście spóźniona. Wsiadam. Ludzi tyle co zawsze czyli full. Usiąść nie ma gdzie. Stoję. Po drodze trochę się rozładowało, ale siadać się nie opłaca, bo zostały dwa przystanki. 

Zjeżdżamy w dół stromą drogą. Nie trzymam się niczego, opieram plecy o barierki i stoję tak na samym końcu. Nagle na drogę wybiega on. Pies samobójca. Kierowca po heblach, a ja z samego końca autobusu, bez jednego buta (który spadł po drodze) nagle znalazłam się koło kierowcy. Zębami na ziemi, w pozycji na pieska. Przeleciałam jak długa przez cały autobus, próbując łapać się wszystkiego po drodze. Oczywiście bezskutecznie.

Leżąc, a raczej wypinając tyłek do wszystkich ludzi przychodzi do głowy szybka myśl - trzeba wyjść z tego z gracją. Wstaję, szukam buta. A kierowca z impetem rusza. Wywinęłam kolejnego orła, teraz na plecy. Zaczęłam się śmiać jak idiotka sama z siebie. Jakież było moje zdziwienie kiedy nikt po za mną tego nie zrobił, a wszyscy patrzyli z poważną miną.

W końcu podeszło do mnie kilka osób. A ja leżę i umieram za śmiechu. "Trzeba jechać na pogotowie" ktoś mówi. Jakieś głupoty myślę, co ich popie*doliło? "Pani ma krew na twarzy". Wstaję. Patrzę w szybę. Rozbity łuk brwiowy, a że cholernie boję się krwi to kolejny orzeł. Tym razem już nie wstałam.

Cuci mnie jakieś czerwone, że jedziemy na pogotowie, że coś tam. Myślę "ok, byle nie tu". Skończyło się trzema szwami, stratą buta i wstydem na całe życie.
hople Odpowiedz

pewnego razu do autobusu wsiadła staruszka, a kierowcą był pan burak, więc ruszył tak, że babcia się przewróciła, choć już i tak kaleka o lasce chodziła...

ojjaojja

Treść taka, ze nie wiem ktora strzalke wcisnąć

grzeczny12 Odpowiedz

" Nagle na drogę wybiega on. Pies samobójca." hahahahah

MandzioKotel Odpowiedz

Co jak co, ale buta to mogli dla Ciebie odnaleźć i Ci oddać. Nie dziwię się, że się śmiałaś xD
Niedawno gdy jechałam nad morze (15 h drogi autobusem) prawie mnie mdliło od jazdy. Nie konkretnie od jazdy tylko od tego, że tak długo jedziemy (była to już jakaś 10-12 godzina jazdy). Większość pasażerów smacznie chrapała a ja jedna, biedna obserwowałam jak pojazd pożera kilometry... W końcu mama przebudzona z drzemki doradziła mi, żebym rozłożyła się cała na dwóch siedzeniach w odwrotną stronę do kierunku jazdy (tyłem do przedniej szyby, żebyście dobrze zrozumieli). Stał się cud - zasnęłam! Ale nie na długo. Po jakiejś około godzinie lub mniej, kierowca gwałtownie zahamował. Pamiętam to jakbym na ułamek sekundy przed tym się obudziła. Nie miałam się czego złapać xD
Jak zlatywałam z siedzenia to moją uwagę przykuła moja mama, która w trybie ekspresowym podniosła się z siedzenia i już biegła do mnie, żeby mnie złapać. Gruchnęłam mocno na podłogę. Moja mama była wręcz przerażona (bo przecież mogłam sobie coś złamać, a jechałam na obóz jeździecki chcę dodać), a ja nie mogłam powstrzymać śmiechu, kiedy wyobraziłam sobie to z miejsca jakiejś innej osoby (chociaż pewnie wszyscy inni spali i nikt tego nie widział, taką mam nadzieję :)).

anonimka123 Odpowiedz

Wiem, że to dla ciebie był wtyd ale ja tu leze i płacze ze smiechu normalnie !! :D hahaha

Anneliese Odpowiedz

Hahahahaha super napisana historia! Masz talent ;-)

Bojana Odpowiedz

Świetnie to opisałaś :D mam nadzieję, że z łukiem już ok ;-)

perrectum Odpowiedz

Kocham Cię!

helenix Odpowiedz

Mega xD mi się często zdarza śmiać z siebie kiedy nikt inny tego nie robi :p

Dodaj anonimowe wyznanie