#LBdk3
Kilka lat pracowałem w hurtowni, hurtownia upadła, więc postanowiłem wyjść do klientów detalicznych, bo co złego może się stać?
Ano może.
Szeroko pojęte buractwo i cwaniactwo.
Podium zajmują klienci i klientki z Ukrainy, większość zdecydowanie nie przyjmuje do wiadomości, że ktoś nie rozumie ich języka i mówienie głośniej i puszczanie przekleństw co drugi wyraz, nie sprawia, że magicznie nauczę się języka w pół minuty. Ci, którzy umieją polski, nie rozumieją słowa „nie”. Nie można odpakować produktów, nie można zwrócić bielizny, nie można zareklamować bez paragonu i tak dalej. Tu już ogranicza mnie tylko ilość znaków, jakie mogę użyć. Na dokładkę – przepychanie się przez kolejkę, ubliżanie pracownikom, kradzieże.
Drugie miejsce na podium zajmują oczywiście Polacy.
Proszę, dziękuję, przepraszam. Tych trzech słów nie zna 90% klientów. Dzień dobry, do widzenia – tych przy kasie zapomina 99%.
Słowo klucz – klient. JA JESTĘ KLIENT, JA MOGĘ! Mogę wchodzić z psem, mimo że nie wolno, mogę odpakować wszystkie artykuły, mimo że nie wolno. Ja mogę wszystko, bo inaczej więcej tu nie przyjdę (ojej, serio? nikt nie zatęskni). Dziecko zrzuciło produkty z półki? Plebs pracowniczy posprząta. Dziecko zsikało się na podłogę? Wytrę ręcznikiem z półki i go tam odłożę (autentyczne! I jeszcze wielka obraza majestatu, jak pracownik zareagował, bo widział to na kamerach). Zjedzone przekąski podczas zakupów? Opakowanie wrzucę w półkę. Nie zliczę, ile razy usłyszałem na kasie, gdy odmówiłem zwrotu przez brak paragonu, że jestem każdym epitetem polskiej mowy podwórkowej.
A teraz pozytywy – Azjaci. Jest ich u nas w rejonie bardzo dużo, potrafią pięć słów po polsku – proszę, dziękuję, przepraszam, dzień dobry i do widzenia. Podchodzą uśmiechnięci, łamią te dzień dobry, pokazują na Google translator, o co im chodzi i cieszą się, jak im się pomoże i pokaże. Nigdy nie robią burd, nigdy nie są uciążliwi, chamscy...
Już planuję zwolnienie, niestety. Bo gdy widzę, że na parking podjeżdża kolejne auto i wysiada madka Polka z dwoma bąbelkami i mężem patusem, albo zajeżdża bryka typu porsche i wysiada parka z pieskiem, to już wiem, że znowu będę nazywany tak jak pewne panie w domu publicznym.
W życiu nie spodziewałem się, że ludzie potrafią być takimi chamami. Znakomita większość jest negatywna, a te kilka osób, które potrafią faktycznie się normalnie po ludzku zachować są mniejszością.
Pracowałem tu 1,5 roku i odpadłem.
Aspekty najbardziej pozytywne, to 10-, 14-latki, którzy przy zakupie podróbki nerfa upewniają się trzy razy, czy gdyby nie działał, to można z paragonem zwrócić, po czym chowają go do specjalnej przegródki w portfelu w Spidermana czy innego mana. Jest dzień dobry wtedy, do widzenia...
Zgodzę się z tym wyznaniem, sama jestem miłym klijetem bo wiem że po szkole pewnie wyląduje właśnie w takiej robicie. A już niezliczoną ilość razy widziałam jak jakiś burak zwyzywał kasjerkę bo odmówiła mu sprzedaży alkoholu bo pan klient jest pod wpływem...
7 lat pracuje z klientami w sklepie i już nie potrzebuje od nich tych słów typu dziękuję. Jak sami mi nie powiedzą, to im tylko mówię kwotę do zapłaty i mogą spadać z tego sklepu. Piesków nienawidzę tych na rękach też. Zakaz to zakaz.
Klienci to buracy. Ale odmowa przyjęcia reklamacji bez paragonu jest niezgodna z prawem.
Reklamacje są prawem regulowane, zwroty są regulowane tylko przy zakupach online lub poza siedzibą firmy. Więc jeśli chcesz zareklamować to przyjąć muszą, ale jeśli chcesz zwrócić to ich wola i regulamin.
Dodatkowo dochodzi kwestia produktów, których nie udowodnisz, że są z tej firmy i zostaly nabyte legalnie. Musisz mieć potwierdzenie zakupu.
A jak bez paragonu udowodnisz, że to towar z tego sklepu a nie z innej sieci?
Zgodnie z przepisami masz obowiązek posiadać dowód zakupu. Oznacza to, że jeśli płacisz kartą i przyjdziesz z wyciągiem z tej płatności, możesz zarządach duplikatu paragonu i na tej podstawie zgłosić reklamację