#L6bn0

Byłem „chłopcem z dobrego domu”, ale w okresie dorastania wpadłem w dość nieciekawe towarzystwo – imprezy, alkohol i przeróżne używki. Bardzo mi to imponowało, czułem się wyjątkowy i taki super, w końcu ktoś mnie akceptował, miałem swoje towarzystwo. Sęk w tym, że oni lubili ostro się zabawić, a ja mimo wszystko miałem opory, nie lubiłem się upijać, a i kreski mnie nie pociągały, zwyczajnie się tego bałem, ale bałem się do tego przyznać, żeby mnie nie odrzucili.

Na jednej z imprez kolega zawołał mnie do toalety, gdzie z dumą zaprezentował mi usypaną na klapie ścieżkę i powiedział, że to dla mnie. Dał mi banknot i stanął na czatach. Już miałem to wciągać, gdy w głowie zapaliła mi się czerwona lampka... Świeciła i świeciła, a ja przed oczami miałem wizję swojego zmarnowanego, zaćpanego życia.
Niewiele myśląc, strzepnąłem biały proszek wprost w czeluść kibelka i spłukałem wodę. Po chwili wyszedłem, pociągając nosem z miną, jaki to nie jestem „cool” i popędziłem na parkiet.

Zrobiłem tak jeszcze parę razy. Nigdy nie wciągnąłem żadnej kreski. Nikt nigdy również się nie zorientował, że tak naprawdę na haju to ja nie jestem, chyba by mnie zabili za taką ilość zmarnowanego towaru.
HansVanDanz Odpowiedz

Przez wiele lat miałem problem z alkoholem (on zawsze nim jest), ale nigdy nie sięgnąłem po narkotyki. Miałem niejedną okazję skorzystać za darmo, w tym drogą kokainę. Miałem świadomość, że to jednak dużo gorsze niż wóda.
Nigdy nie skorzystałem. To nie powód do wstydu odmówić. Ja zawsze mówiłem, że nie chcę, to nie dla mnie i nie było problemu. Ale ja nigdy nie kierowałem się opinią innych.
Możesz być dumny. Nie każdy potrafi odmówić, nawet jeżeli nie chce.

Dodaj anonimowe wyznanie