#L64Ns
Mieszkamy w jego rodzinnym domu. Z mamą i braćmi. Matka wszystko przepisała jednemu z nich, nie podzieliła na nich po równo. I wygląda to tak, że dokładamy się do rachunków, wiadomo, każdy pomaga, jak może. Ale ile można robić w domu, jak i tak wiesz, że to nie będzie twoje? O założeniu rodziny próbowałam rozmawiać, to mnie tylko zbył. Niby myślał, ale na tym się skończyło. Ostatnio poruszyłam znowu ten temat i powiedziałam, że już tak łatwo się nie dam zbyć, to się obraził i się nie odzywa.
Nie wiem, jak mam z nim rozmawiać i czy ten związek ma sens, skoro on nie chce budować naszej wspólnej przyszłości z dala od rodzinnego domu i z dziećmi u boku.
Dziewczyno, 9 lat razem i nadal słyszysz „kiedyś”? 😔 Masz prawo oczekiwać, że Twój narzeczony będzie chciał z Tobą budować wspólną przyszłość, a nie tylko wygodnie żyć tak, jak jest teraz. Nie musicie od razu kupować domu — można wynająć mieszkanie i zacząć wspólne życie na własnych zasadach. Najbardziej niepokoi mnie to, że gdy poruszasz ważny dla Ciebie temat, on się obraża zamiast rozmawiać. Nie czekaj kolejnych lat na obietnice bez pokrycia. Powiedz mu jasno, czego pragniesz, i zapytaj, czego on naprawdę chce. Pamiętaj, że Ty też masz jedno życie i nie musisz odkładać swoich marzeń w nieskończoność, żeby komuś było wygodnie.
1. W domu rodzinnym jest mu wygodnie, więc nie chce tego tracić.
2. Gdyby chciał zbudować z Tobą przyszłość, ogarnięcie miejsca dla Was byłoby dla niego priorytetem nr 1 lub najdalej 2.
3. Gdyby chciał założyć z Tobą rodzinę, to nie miałby problemu z tym, by to przyznać i działać w tym kierunku.
Może będzie to brutalny wniosek, ale zdaje mi się, że zmarnowałaś te 9 lat wybierając nieodpowiedniego partnera, jesteście praktycznie w punkcie, w którym byliście 9 lat temu, na etapie "chodzenia ze sobą". Nie mieszkacie razem, nie macie ślubu, nie macie własnego kąta. Ciekaw jestem czy oświadczył Ci się sam z siebie, czy uległ presji Twojej lub otoczenia. W sumie taka partnerka bez wymagań to też dobry deal, wiec może i zrobił to samodzielnie.
Mieszkają razem, u jego rodziców. Reszta się zgadza
Miałem na myśli, że nie... jak to powiedzieć. Że mieszkają tylko we dwójkę, nieważne czy na wynajmie, spłacając kredyt czy we własnym mieszkaniu, ale po prostu razem i z nikim więcej.
Nie "wybrała źle" tylko dojrzała i zmieniły się jej priorytety, a on niestety dalej jest taki sam. Reszta się zgadza.
"czy ten związek ma sens" - nie ma sensu. Dziękuje, następny.
czy ma sens? przeczytaj na głos to co napisałaś. Gość pobawi się jeszcze parę lat i kopnie cię w tyłek.
Zasadnicze pytanie - jak Wam idzie to "dorabianie się"? Bo jeśli odkładacie regularnie kapitał na "swoje", a rodzina narzeczonego nie jest zbyt trudna we wspólnym zamieszkiwaniu, to może warto jeszcze trochę poczekać. Co innego, jeśli jednak to "dorabianie się" pozostaje w sferze niespełnionych obietnic. Bo trochę to wygląda tak jakby Twój partner bardzo nie chciał odciąć pępowiny. Jest mu po prostu wygodnie żyć bez dojrzałych zobowiązań typu kredyt czy dzieci. Jesteś już w takim wieku, że masz prawo oczekiwać konkretnego kierunku, w którym będzie zmierzał Wasz związek. Nic zatem dziwnego, że chcesz po prostu iść do przodu. Jeśli żadne rozmowy z narzeczonym nie pomagają, pora podjąć decyzję... czy jesteś w stanie stać w miejscu razem z nim czy jednak ruszysz w dalszą drogę, ale już w pojedynkę.