#L1Spu
Jeśli taki człowiek nie potrafi zapewnić sobie dobrych warunków, nie potrafił wyuczyć się jednego zawodu i znaleźć sobie w nim pracy, nie potrafi zająć się sobą, tylko żeruje na państwie i innych - na pewno nie będzie w stanie zapewnić odpowiednich warunków swoim dzieciom.
Pochodzę z takiej właśnie rodziny. Matka - kura domowa po jakimś technikum ekonomicznym, nigdy nawet nie pracowała (bo dom, bo dzieci, tak tak), ojciec - nie skończył nawet szkoły średniej, teraz haruje fizycznie za najniższą krajową. Do tego jeszcze dwójka młodszego rodzeństwa, z którą do niedawna dzieliłem jeden pokój.
Mieszkamy u dziadków - kuchnia, łazienka oraz dwa małe pokoje, w których ledwo się mieścimy. Oczywiście rodzice "wzięli" sobie ten większy, bo przecież oni są dorośli, no wiecie.
Nigdy niczego nie było, odrabianie lekcji w kuchni, książki kupione "po kimś", ubrania po starszym ciotecznym rodzeństwie czy od znajomych (oczywiście nie mówię, że używane=gorsze). Nigdy nie jeździłem na wycieczki klasowe, nie wspominając nawet o rodzinnych wakacjach czy wypadach do kina, na basen.
Choć może wydać się to egoistyczne, to z pieniędzy z komunii kazałem kupić im komputer, dla mnie, argumentując, że to moje pieniądze i nie mają prawa ich wydawać. Nieraz odkładałem pieniądze, które dostawałem od rodziny z różnych okazji. Za każdym razem było "pożycz, synu, przecież wiesz, że ci oddam" - pieniędzy już nigdy nie widziałem.
Chciałem być jak koledzy, mieć normalne warunki (mój dom był i jest ruiną, ale tu już nie będę się rozpisywać), jeździć na wycieczki.. Dlatego też przestałem oddawać rodzicom pieniądze, zamiast tego wolałem opłacić sobie wycieczkę (na którą i tak musiałem się prosić, żeby pozwolili mi jechać).
W gimnazjum zacząłem sobie dorabiać, wyprowadzałem psy, roznosiłem ulotki, kosiłem trawniki, grabiłem liście i odśnieżałem podwórka, nawet opiekowałem się dziećmi sąsiadów, byleby mieć własne pieniądze.
Wizja moich rodziców była dobrą motywacją, żeby lepiej się uczyć. Kilka razy udało mi się zdobyć stypendium, wygrać jakieś konkursy. Gdzieś w 2 klasie gimnazjum powiedziałem rodzicom, że chcę iść do technikum w mieście oddalonym o jakieś 60 km. Krzyk, bo co ja sobie myślę, że ich nie stać, żeby opłacać mi internat, że w ogóle nie, nie, nie. Koniec końców i tak poszedłem tam gdzie chciałem, 500+ mnie uratowało. Udało mi się znaleźć pokój w miarę blisko szkoły, w cenie internatu wraz z opłatami, jedzenie musiałem fundować już sobie sam.
Teraz pracuję w weekendy jako kelner, udzielam korepetycji, odkładam pieniądze, żeby móc się usamodzielnić po skończeniu szkoły średniej. Chcę mieć w przyszłości dobre warunki, móc zapewnić komuś warunki, nie martwiąc się o pieniądze. Trzymajcie kciuki.
No, wreszcie ktoś z własnymi doświadczeniami powiedział głośno prawdę, za którą zlinczowanoby każdego innego internautę. Brawo.
@Feniks06 Brak kasy na edukację dzecka,brak warunków(3 dzieci na jednym pokoju)do rozwijania pasji,czy choćby pobycia sam,na sam przez chwilę,zabieranie dziecku pieniędzy (które dostało w prezencie) nie kupienie dzeciakom ubrań (choć na to się ciągnie kasę od państwa) tylko zbieranie po rodzinie...to są odpowiednie warunki dla trójki dzeci? no chyba nie!
@AgaJa92
Odwrócę trochę Twoje pytanie. Czy uważasz że chłopak powinien nie żyć? Jego życie jest bezwartościowe bo: brak kasy na edukację, brak warunków do rozwijania pasji (tu się nie zgodzę. Autor sam napisał że miał komputer i pozwoliło mu to na pewien rozwój w tym kierunku), brak własnego pokoju, brak nowych ciuchów? Czy to naprawdę czyni jego życie bezsensownym i bez wartościowym?
Została postawiona teza że biedni nie powinni mieć dzieci. Więc zapytam jeszcze raz... Od jakiej kwoty dochodu ludzie powinni już mieć dzieci? Co w takim razie nadaje sens życiu drugiego człowieka? To że ma własny pokój? To że rodzice kupują mu nowe, markowe ciuchy czy może to że wysyłają go na wycieczki? A może to że rodziców stać na to by wysłać dziecko na wymianę międzynarodowa?
Serio, znam zarówno przypadki osób wychowanych w zamożni domu które się stoczyly jak i takich gdzie w biednej rodzinie wychowali się w czwórkę rodzeństwa i tak się kochali że każdy za każdym by w ogień poszedł. Czy zatem życie tych pierwszych jest bardziej wartościowe niż tych drugich?
Ludzie nie bądźmy takimi materialistami. Fajnie jak kogoś stać na masę rzeczy ale wychowanie w biedzie w żaden sposób nie skazuje człowieka na to by całe życie w biedzie przeżył. Wystarczy mieć samemu trochę samozaparcia i chęci do zmiany sytuacji.
@Feniks06 Twoj argument jest inwalida. Nikt nie powiedzial, ze zycie takich osob jest bezwartosciowe lub ze powinni nie zyc - przypominasz ta babke z tego popularnego ostatnio wywiadu.
Dodatkowo polecam czytanie ze zrozumieniem. Autor kupil komputer za swoje pieniadze, ktore rodzice pewnie chetnie by pozyczyli na wieczne nieoddanie. Nikt nie pisal, ze pragnie markowych ciuchow czy wlasnego pokoju. Najwyrazniej niewiele wiesz o wychowywaniu sie w dwoch pokojach na 5 czy 6 osob. Nic nie wiesz o tym jak takie dziecko moze sie czuc gdy nie jest w stanie pojechac na zadna wycieczke. Dzieci potrafia byc okrutne i stlamsic takiego biedaka. Tu chodzi o druga osobe, a nie zabawke. Jesli nie jestes w stanie zapewnic dziecku normalnych warunkow do zycia, nie powinnas ich miec. Proste.
Ja wychowałam się w biednym domu nie mieliśmy łazienki, 3 pokoje na 7 osób, nigdy nie mieliśmy nowych ubran zawsze po kims, mama pracowała za najniższą krajową często brakowało pieniędzy na wszystko ale dzięki ciężkiej pracy rodzicow i naszej pomocy mielismy kury,króliki , krowę, konia, pola gdzie były warzywa mielismy co jeść owszem bywało i tak że nie było ale mimo wszystko to było dobrze rodzice bardzo nas kochali i doceniali chcieli jak najlepiej. Gdy skończyłam 18 lat od razu poszłam do pracy odkladalam i pomagalam rodzicom teraz mają łazienkę cały dom wyremontowany dzięki pomocy swoich dzieci i własnej ciężkiej pracy.
Trzymam chłopaku. I to mocno.
Nie biedni ludzie, tylko nieporadne życiowo lenie. Sama pochodzę z biedniejszej rodziny. Ojciec ewakuował się gdy miałam 3 latka. Zostaliśmy sami z mamą i bratem. Zamieszkaliśmy u babci. Nie nosiłam super ubrań, nie dostawałam najnowszych zabawek, czy gadżetów. Czasem na kolację był chleb z masłem, a na obiad makaron z cukrem. Mama zasuwała do pracy, dzieliła czas między nas, a obowiązki. Odejmowała sobie, żeby dać nam. Na wycieczki klasowe składałam od początku roku szkolnego. I co? I nie uważam, żebym była jakaś skrzywdzona przez los. Jak jakiś dzieciak się w szkole śmiał, że jestem biedna, odpowiadałam "A ty jesteś głupi. I kto ma gorzej?". Status finansowy to wcale nie jest wyznacznik dobrego życia.
Jestem tego samego zdania. Co innego, gdy kobieta pracować nie musi, bo mąż jest w stanie utrzymać rodzinę. Jeśli nie, powinna iść do pracy. O ile łatwiej by Wam było gdybyście mieli dodatkową pensję, nawet najniższą. Matka po technikum ekonomicznym? Myślę, że gdzieś mogłaby się załapać. Jeszcze wtedy, jak podejrzewam, były czasy, gdzie technikum spokojnie wystarczyło. Ale czasu nie cofniemy. A Ty sam dobrze kombinujesz, trzymamy kciuki i pozdrawiamy :)
God bless you
I takich ludzi to ja uwielbiam :D
Tu nie chodzi o podawanie na złotej tacy a o zapewnienie dzieciom normalnych warunków do życia! 3 dzieci,w jednym pokoju,matka pracą nie skalana dojąca państwo z kasy za którą raz w miesiącu dzeciakom nawet,ciucha nie kupi? Wycieczki..Może to błahe,ale rozrywka jest dzieciakom potrzebna,to jakaś forma integracji i każdy debil wie że jak dzieciak w domu wiecznie siedzi to w końcu zaczną go traktować jak odludka albo gorzej. do tego okradanie własnego dzecka z pieniędzy(prezentów)
To są właściwe warunki do wychowywania dzieci wg Ciebie? Traktowanie własnych dzieci jak dodatkowy portfel,brak możliwości rozwijania pasji(brak miejsca czy warunków) i wreszcie...Brak pieniędzy na edukacje dzecka?! Co to znaczy,że nie będzie się uczyć tego co go interesuje bo rodzić nie ma na edukację? No wybacz ale dobry rodzic nie mówi dziecku że "tam nie możesz się uczyć" jeśli dziecko jest zdolne i chce się uczyć to na uszach stajesz i dziecku zapewniasz edukkacje bo to twój zasrany obowiazek. I tak,biedni ludzie nie powinni mieć dzeci.
Szkoda że ciebie nie wyskrobali, przemądrzała suczki.
Nigdy bym nie pomyślał, że moje wyznanie trafi na główną, raczej spodziewałem się sporego hejtu. Ogólnie to nawet zapomniałem, że cokolwiek tu napisałem, było to bardzo pod wpływem emocji. Za niedługo skończy mi się 500+, będę mieć już 18 lat. Rodzice nie mają zamiaru mi opłacać pokoju, a ja czasem nie czuję się na siłach, że dam radę. Nie mam czasu dla siebie, na tygodniu udzielam korepetycji dość sporej liczbie osób (jednak warto ogarniać matmę) do tego sam muszę się uczyć, odrabiać prace domową, powoli szykować się do egzaminów zawodowych. Na weekendach pracuje jako kelner, wiadomo, że nie cały dzień, ale od razu gdy wrócę to kładę się spać, odespać po całym tygodniu, bo normalnie przesypiam koło 3-4 godzin dziennie. Odłożyłem trochę pieniędzy, z opłacaniem sobie samemu pokoju wystarczy mi to na jakieś pół roku, czyli wątpię, że będzie mnie stać na studia. Teoretycznie mógłbym starać się o alimenty od rodziców, ale wiem, że odbiłoby się to na moim młodszym rodzeństwie (pod względem finansowym). Ktoś niżej napisał, że chyba jednak nie było mi aż tak źle, że przesadzam - nie chciałem się aż tak wyżalać, lecz bardziej poruszyć jakieś ważne kwestie. Dla zainteresowanych powiem, że nie raz nie było czego do garnka włożyć, ale na winko czy wódeczkę żeby rodzice mogli się "zrelaksować" na weekendzie to już tak. Komputer z komunii - wolałem żeby na to poszedł hajs, niż na nowy samochód (samochód dla ojca, żeby mógł kilometr dojechać do pracy, czy pojechać z kolegami na ryby (na to hobby ojca akurat było nas stać)). Poza tym dzięki tej inwestycji teraz jestem w technikum informatycznym, więc nie żałuję, a wręcz jestem dumny, że udało mi się to wywalczyć.
@aks Nie poddawaj się! Nie daj nikomu tej satysfakcji że udało się Ciebie wykończyć. Wiem co mówię. 5 lat temu byłam w tej samej sytuacji. Gdyby nie moje Zawzięcie pewnie mieszkała bym pod mostem. Ale zacisnęłam zęby,wynioslam się z domu kiedy już wyszłam w miarę a prostą poznałam wspaniałego chłopaka i jakoś dalej poszło. Mamy teraz własną firmę wynajmujemy mieszkanie a za kilka tygodni będziemy mieć już własne. Za miesiąc bierzemy ślub i wiem napewno że stać nas aby w przyszłości nie zafundować naszym dzieciom tak patologicznego dzieciństwa jakie sama miałam. Warto walczyć!-Zawsze do końca.
Trzymam za Ciebie kciuki!
Jak jesteś w technikum informatycznym i jesteś w dość dużym mieście, gdzie są firmy zajmujące się tresowaniem oprogramowania, albo nawet i bazami danych- spróbuj tam uderzyć. Możliwe, że dostaniesz jakiś przyzwoity pieniądz, który pozwoli Tobie przetrwać, aż do ukończenia szkoły. (Taka uwaga ode mnie - brakuje ludzi w IT i to srogo. W mojej firmie nie można znaleźć programistów do pracy, bo po prostu nie ma skąd brać!)
Później zaś, gdy pokończysz szkoły, pracuj dalej ale na pełen etat i zaocznie na studia :)
Teraz najważniejsza rzecz, jaką musisz ogarnąć (Zaraz po szkole, a przed ukończeniem studiów) to odciąć się od rodziny, w sensie prawnym. Chodzi o to, żeby za kilka lat rodzice nie pozwali Ciebie o alimenty, bo będziesz się im do tej wódeczki dokładał (Spokojnie, panie z MOPSu podpowiedzą, że to opcja na dodatkową kasę i pozywać, pozywać!).
Pozdrawiam i trzymaj się ciepło!
Gdybys szukał pracy po technikum w Warszawie to możesz wysłać mi swoje CV. Potrzebna znajomość niemieckiego i / lub angielskiego. Spokojna stabilna praca do pogodzenia z ewentualnymi studiami. A później jak zbudujesz portfolio to pewnie zmienisz pracę i będziesz programista :)
@worm, może nie na temat, ale gdzie brakuje programistów? I jakich - wysoko- czy niskopoziomowych? Czy od baz danych albo stron internetowych? Niedługo kończę studia, najlepiej mi idą języki wysokopoziomowe, w szczególności programowanie na Androida, ale każdy obiektowy to mój język. Bazy danych też ogarniam. Gorzej z niskopoziomowymi - więcej czasu mi zajmują, a programowania stron internetowych zwyczajnie nie lubię. Znam płynnie angielski (w rozmowie trochę dukam, ale to ze stresu) i podstawy niemieckiego z chęcią na rozwijanie się - jak będę miała pieniądze to pójdę na kurs niemieckiego by go dopracować i rozszerzyć słownictwo. Chcę wiedzieć gdzie szukać pracy po obronie :D
@Cero - wszystkich :P
Generalnie jeżeli coś - idź gdziekolwiek, gdzie zechcesz :)
Comarch, ABB takie korpo - molochy ba początek, żeby zbudować portfolio. Pewnie dostaniesz jakieś 4-6k ale na start musi być i wystarczyć :)
Po roku możesz szukać gdzie indziej za normalne stawki (A najlepiej po dwóch- trzech latach).
Nie wiem co chciałbyś konkretnie robić - więc nie podpowiem do jakich dokładnie firm uderzać :) (Dobrym pomysłem jest poszukanie na jakichś facebookach grup tematycznych)
Pozdrawiam
Mocno trzymam kciuki, powodzenia 🧡
Ototo 👏🏻 Krew mnie zalewa jak słyszę hasła w stylu ‚może i biednie, ale najważniejsze, ze mamy siebie’. No właśnie, kurde, niekoniecznie.. Ok, miłość jest super, a rzeczy materialne to tylko rzeczy, ALE! Dzieciak, który ma gorsze ubrania jest często wyśmiewany z tego powodu, przez co może czuć się gorszy. Dzieciak bez warunków do nauki/odrabiania lekcji, choćby był mega zdolny, zazwyczaj nie jest w stanie wykorzystać swojego potencjału. Dzieciak, który nie jedzie na kolejna wycieczkę z rzędu- patrz przykład z ubraniami. Wyliczać dalej?
Ogółem jestem zdania, ze aby uzyskać zgodę na rozmnażanie trzeba by przejść dwa ‚testy’: na inteligencje i taki, który sprawdzałby spodziewane warunki bytowe. :)
Jebany faszysta.
Ok, było Ci ciężko, ale to trudności, nie wygoda hartuja ducha (zwłaszcza w młodym wieku).
Ja to widzę tak:
Z biednego domu wyszedł ambitny i poukładany młody chłopak. A ile znam historii, gdzie z bogatych rodzin wychodzą ludzie roszczeniowi, przeświadczeni o własnej zaje**stości i mało wartoscowi.