Mój brat jest od niedawna inżynierem. Na Wigilię pojechaliśmy do dziadków, przybyli również krewni, których można określić jako piąta woda po kisielu. Niby kiedyś widziani, ale na komunii kuzynki, a i to nie jest pewne. Gdy dowiedzieli się o tytule Michała, od razu poprosili go o pomoc w naprawie samochodu. Po odmowie byli bardzo oburzeni, tym bardziej, że nie pomógł nawet argument koronny "no co ty, rodzinie nie pomożesz?".
W czym był problem? Nawet nie w tym, że nie mieli zamiaru zapłacić ani grosza. Michał jest inżynierem górnictwa...
Dodaj anonimowe wyznanie
Tu mi się kojarzy jakaś historia z ludźmi którzy byli nad morzem ze swoją nauczycielką, i mówili do niej pani doktor. Co usłyszała jakaś przypadkowa kobieta, i zaraz zapytała o poradę lekarską (i nie dała sobie przetłumaczyć że pani doktor jest filologii polskiej).
To że ktoś się czymś nie zajmuje, nie znaczy że nie pomóc, albo chociażby spróbować. Zależnie co się popsuło w samochodzie i jaka dokładnie jest specjalizacja brata - jak np. maszyny górnicze, to może by coś pomógł. Inna sprawa, że w takiej sytuacji nie należy oczekiwać profesjonalnej naprawy.
Nie ma nic gorszego od udawania, że potrafi się coś zrobić i grzebania w czymś wiedząc, że się tego nie potrafi. Samochód to nie jest coś w czym można grzebać na ślepo. Skoro brat autora odmówił, to miał świadomość, że po prostu nie umie tego zrobić.
Przy takiej ignorancji rodziny na bank byłby wielki ból dupy, gdyby coś poszło nie tak.
Ja przy swoim samochodzie sama grzebie, nawet wymieniam newralgiczne części, ale jakby mnie ktoś poprosił "a to weź pogrzeb i w moim", to za cholerę bym się nie zgodziła nawet spojrzeć.
Za duże ryzyko.
Wystarczy, że myślę o tych, których mijam. Bo ja oddam auto na profesjonalne sprawdzenie, czy wszystko dobrze spasowałam, (wciąż jest taniej, a ja lubię to robić), a taka ciotka przykładowo usłyszy, ze widzę tylko, że część A jest już luźna, ale o innych częściach nic nie jestem w stanie powiedzieć, może uznać, że wszystkie inne części są w takim razie sprawne. I potem będzie na mnie, jak część B jebnie.
Spróbować to i polonista może, ale jego by pewnie nie prosili. Śmieszny w wyznaniu jest fakt, że ludzie uznają, że inżynier zna się na naprawie samochodów.
@diq1
Dokładnie, w swoich własnych rzeczach jeszcze pogrzebię, ale w cudzych? W życiu! Bo wiem, że nawet bliska osoba byłaby trochę zła, gdybym jeszcze bardziej zepsuła...
Serio? A chciałbyś, żeby Ci pierwszy lepszy człowiek z ulicy stawiał jakąś diagnozę? Albo dawał leki? Przecież no może się tym nie zajmuje, ale może pomóc. Co za głupi komentarz. Poza tym nie ma obowiązku pomagania wszystkim, a już zwłaszcza wtedy, kiedy to nie twoja dziedzina
Zwykle darmozjady i tyle, pomoc jest dobra ale nie ludziom którzy to wymuszają.
Znam to. Zwykle ludzie nie wiedzą, że inżynier nie oznacza, że znam się w każdej dyscyplinie. Inżynier mechaniki nie zrobi tego co inżynier informatyki przemysłowej. Z jakiegoś powodu jest myślenie, że jak już jesteś inżynierem to potrafisz wszystko. Owszem masz umiejętności, które mogą ci pomóc w szybszym zrozumieniu tematu, ale samym tytułem nie dostajesz wiedzy tego świata.