#JxSNo
Siedzę sobie w pracy, ruchu nie ma, robię coś na telefonie i wchodzi mi do budki troje dzieci (wiedziałam, że dwoje z nich to rodzeństwo, myślałam, że ten trzeci to też jakiś ich brat kuzyn czy ktoś tam inny). Dwójka z dzieci coś kupiła, podziękowali, wyszli, trzeci chłopczyk został. Na oko miał jakieś 5 lat. Budka mieści się na rynku i często, kiedy rodzice odpoczywają na ławce, dzieci bawią się i przychodzą pooglądać kolorowe rzeczy do mnie, a rodzice z ławki i tak widzą, gdzie jest i co robi ich dziecko, więc zbytnio mnie to nie zdziwiło.
Chłopczyk chodził, oglądał, odkładał na miejsce, do czasu. Nagle zaczął bawić się wszystkim, co miał pod ręką. Zwróciłam mu grzecznie uwagę, że nie jest to plac zabaw i jak chce sobie oglądać, to niech ogląda, ale nic nie dotyka. Zrobiłam tak raz, drugi, trzeci raz, miarka się przebrała, kiedy wziął jeden z drewnianych mieczy i już chciał zacząć go kolorować kredkami (które też były na sprzedaż). Nie wytrzymałam, złapałam go za rękę i pytam, gdzie są jego rodzice – pokazuje mi palcem na ogródek piwny po drugiej stronie rynku. Jako iż jestem w pracy sama, zawołałam dziewczynę z budki z jedzeniem obok i poprosiłam, by poszła po rodziców tego chłopca, bo sam nie chciał wyjść ze sklepu.
Kiedy przyszła jego matka, zaczęłam jej tłumaczyć, co jej synek robi i prosić, by go stąd zabrała. Co wtedy usłyszałam? Że skoro on jest u mnie w sklepie, to ja mam obowiązek go pilnować, bo ona już kupiła sobie piwo (!) i nie będzie za nim latać. Byłam już tak wkurzona, że wydusiłam z siebie: „Mogę pilnować pani syna pod warunkiem, że mi pani za to zapłaci, bo niestety nie dostaję pieniędzy za niańczenie cudzych bachorów”. Wielce obrażona matka wzięła syna za rękę, odwróciła się i odeszła krzycząc: „Pani nie ma dzieci, to pani się nie zna”.
Cóż, dzieci nie mam, ale potrafię zachować choć pozory kultury.
Powiedziałabym, że spoko, zaopiekuje się, niech sobie wraca do picia i po jej wyjściu wezwałabym policję. Jestem z pokolenia, którym rodzice zajmowali się po piwie czy dwóch i nie widzę w tym dużego problemu (może niesłusznie z powodu swojej nieświadomości), ale to jest nie zajmowanie się wcale i jeszcze zrzucanie na kogoś.
Zapłata za opiekę to dobry argument w takiej sytuacji. A drugi, to postraszenie wezwaniem policji i skargą, że rodzice pod wpływem alkoholu porzucili dziecko.