#Jhyz9
Zacząłem pić bardzo wcześnie, w wieku 15-16 lat pierwszy alkohol, imprezy. Szybciutko się wciągnąłem i zamiast co weekend, piłem co 2-3 dni i w wieku 20 lat piłem już codziennie. W międzyczasie znalazłem dziewczynę, która nie wiedziała o moim uzależnieniu, myślała po prostu, że lubię od czasu do czasu wypić. Po pewnym czasie wiadomo, pierścionek, ślub, później zaczęło się już nałogowo, musiałem pić, tylko to sprawiało mi radość. Na randki już prawie nie chodziliśmy, a jeżeli już to na piwo w plenerze. Żona była wściekła, gdyż prawie całą swoją (wcale nie tak małą) wypłatę przewalałem na alkohol.
W końcu zrobiłem coś, czego nie da się usprawiedliwić w żaden sposób i czego z całego serca i bardzo żałuję. Uderzyłem swoją kobietę, swoją największą miłość. Jak zwykle się kłóciliśmy, kiedy powiedziała do mnie "Ty pijaku zasrany". Pękłem, wrzasnąłem "Nie jestem alkoholikiem!" i uderzyłem ją z pięści w twarz. To przelało czarę goryczy. Odeszła, spakowała wszystkie swoje rzeczy i wyszła z mieszkania. Do tej pory mam przed oczami siniaka na jej twarzy, rozmazany makijaż od płaczu.
A ja w końcu zrozumiałem, że naprawdę mam problem z alkoholem. Od tej pory nie pije, chodzę na spotkania AA, jednak cały czas mam w pamięci to, że uderzyłem kobietę swojego życia
Mądra baba - odeszła od razu. Raczej jej już nie odzyskasz, ale o siebie - walcz!!! Dasz radę!
mam ta sama refleksje
oby wszystkie babki mialy tyle jaj, co ta
ano oczywiscie, toksycne relacje sie odcina, nie pielegnuje
uderzyl raz bez konsekwencji, to uderzylby i drugi i dziesiaty
Szkoda, że dopiero po uderzeniu żony sobie to uświadomiłeś. Trochę to zajęło, ale realizacja własnego problemu to krok w dobrym kierunku. Powodzenia w walce z nałogiem.
Alkoholik musi sięgnąć swojego dna... ale zwykle dzięki współuzależnionym nie sięgają, bo to kto inny stoi po kolana w ich gównie i utrzymuje ich głowy ponad tym całym syfem. Tutaj na szczęście takiej osoby zabrakło w odpowiednim momencie.
Jeśli wyznanie prawdziwe, to tylko szkoda mi tej dziewczyny, że fajne lata życia jej uciekły przy kimś takim.
Miałeś prawdziwe szczęście. Mądra kobieta ci się trafiła. Jednym ruchem uratowała swoje i twoje życie.
Trzymaj się i nie wracaj do picia.
Oretyrety WOW.....koment 1 klasa. Nie pomyślałam o tym, że uratowała 2 życia, ale owszem - zrobiła to. Podziw jej należny jest i cześć długotrwała, choć nie wieczna.
Autorze - szanuj mądrą kobietę i nie pij więcej. Jesteś winny to jej i sobie, bo łatwo jej nie było. Teraz Ty ratuj siebie.
Abstrahując od oceny autora wyznania (inni zrobili to już przede mną) - jak można nie zauważyć uzależnienia partnera/chłopaka? Lub zauważyć, a mimo to wejść w związek z taką osobą?
Ktoś objaśni?
Tłumaczysz sobie, że to wcale nie tak, że to w sumie nie szkodzi i że jakoś nawet nie przeszkadza... Aż przywykniesz.
no ok, w czasie randek tak, ale jak sie juz z kims mieszka? przeciez alkohol czuc, nie da sie nie zauwazyc, z echleje codziennie
niby tlumaczenie, z eto nic takiego, ale kurcze, sa akcje edukacyjne, jest internet, w dzisiejszych czasach latwiej dojsc do info, ze to jednak nalog
no chyba ze samooszukiwanie sie
Kilka dni temu na anonimowych czytałam zawziętą dyskusję, gdzie niektórzy użytkownicy bronili picia jednego piwa codziennie, bo to przecież nie alkoholizm, co to jedno piwo :) Być może u autora było podobie.
Miała pełne prawo odejść, też bym tak zrobiła. Z drugiej strony powinienieś sobie wybaczyć to uderzenie i iść dalej. Myślę że dużo większą krzywdę wyrządziłeś jej piciem a nie tym uderzeniem. Najważniejsze że się leczysz!
No cóż, zjebales sobie życie na własne życzenie.
Wow dobrze, że odeszła ale dobrze też, że Ty się dzięki temu opaiętałeś. Ja też piję do tej pory walczę i na razie mi się rzucić nie udało. Ograniczenia się udają może na tydzień max.
Mam nadzieję zostaniesz na tej drodze.
Nic nie usprawiedliwia ciosu zadanego kobiecie, ale jeśli ją kochasz i wiesz że źle zrobiłeś to z nią pogadaj. Może do Ciebie nie wróci lecz warto by o tym wiedziała
Daj spokój, to zwykly smiec. Jak można uderzyć kobietę, która podobno kocha.
I tak jesteś śmieciem, ale żyj w trzeźwości jak nie znasz umiaru.