#JdYfJ
Em ma syna i córkę, ojciec dzieciaków nie angażuje się szczególnie w wychowanie. "DZIECI" po 20. I się patrzeć na to nie mogę! Rosną takie śmierdzące lenie! Em pracuje bardzo ciężko. Większość czasu, więcej jak 8 godzin. O dojazdach nie wspomnę. Kiedy wraca do domu, to ona jako jedyna sprząta kuchnię, myje kibel i gotuje. A dzieci? W łóżkach! Czy zima, czy lato, czy wakacje, czy święta te dzieciaki całymi dniami leżą! Nawet palcem nie kiwną! Wyjdą po jedzenie, wyjdą po kasę i tyle ich zajęć. Nawet gacie matka pierze.
Syn miał okazję zarobić na praktykach, trafił do fajnej firmy, gdzie szef daje zarobić młodym. To mu się nie chciało. Po co ma zarabiać i się trudzić, jak rodzice dadzą. Nie chodził, bo zaświadczenie dostał, a kasę dostanie od mamusi. Jak jedno stwierdziło, że robi sobie rok wolnego od szkoły na zastanowienie się nad życiem, to nikt nie protestował. A ten rok zastanawiania minął na leżeniu w łóżku, oglądaniu filmów i spaniu. Nawet do roboty dziecko nie poszło, bo w sklepie to wstyd, w restauracji czy pizzerii za mało dają, zresztą mamusia i tatuś dadzą! Niech leży.
Obecnie ceny paliwa jakie są każdy widzi. Matka do pracy 3 autobusami, bo dziecko wymyśliło sobie, że chce na hamburgera do miasta oddalonego 50 km dalej, później do koleżanki, 40 km od domu, a na następnego dnia na zakupy. Jak samochód trafił do warsztatu, to żadne nie poszło ani do szkoły, ani na praktyki, bo oni autobusem jeździć nie będą! Em załatwiła im podwózki poprzez rodzinę i znajomych, a kiedy nie było podwózki, dzieciaczki siedziały w domu.
Nie wiem, czy dodawać, że praktyki w takiej odległości od domu, że spacerem da się dotrzeć bez wysiłku i zmęczenia. Jak impreza rodzinna jest o 14, to nie wysilają się. Jak wstaną, to przyjdą. Nawet na chrzciny czy komunię dziecka z rodziny nie wstaną, bo oni nie będą wstawać tak wcześnie (nie jest to wymówka od kościoła, bo wiara im nie przeszkadza).
Tego wszystkiego nie da się opisać. Em daje dzieciom to, czego sama nigdy nie miała, ale jednocześnie tworzy leniwe, roszczeniowe, ułomne istoty. Nie komentuję, ale żal mi bliskiej mi osoby i żal mi dzieciaków i tego, na kogo wyrosną.
Otóż to. Każdy jest kowalem swego losu i nie powinnaś się wtrącać. Do póki sama nie przyjdzie z prośbą o pomoc czy radę to znaczy że jej to pasuje
przecież to rodzice tak krzywadza dzieci... i wychowują je na niezdolne do działania. Co ona myśli ze chce im zapewnić to co 'sama nie miała'
pogadaj z nią, może ona potrzebuje iść na terapię?
No to wyrosną na dejów, jeśli będą mieli na tyle rozumu, żeby pójść po zasiłki, lub meneli. Tacy, co generalnie nadają się najwyżej na kompost.
Jak sobie wychowała tak teraz ma. Wiem, że ci szkoda siostry, ale to jest jej problem.
Oooooo to żeby zaraz nie płakała gorzko jak moja teściowa. Drugiego synka tak głaskała ze dziś się boi we własnym domu do kibla iść. Synuś chla i rzuca talerzami po ścianach. O wszystkie życiowe porażki obwinia matkę. Tak głupie matki ze zdrowych dzieci tworzą ułomów.
myślę, że nie jest to Twoja sprawa. To sprawa twojej przyjaciółki jak wychowuje swoje dzieci. Sama będzie ponosiła tego konsekwencje. Ja jestem osobiście za uczeniem dzieci pracy od małego.Jak chce je rozpuszczać to jej sprawa.
To już jej problem. A dzieciakom mogłaby pomóc już tylko terapia szokowa, gdyby np mamusia na jakiś czas wyjechała
Ile ona zarabia, że płaca z pizzerii dziecku się nie przyda?
To muszą być straszne grubasy jak tylko leżą.