#JL7yT
Moi rodzice całe życie, odkąd zaczęłam pojmować cokolwiek, aż do teraz, gdy mam 17 lat, głośno uświadamiali mnie niecenzuralnie i fizycznie, jakim jestem bezużytecznym dzieckiem, nie to co dzieci kuzyna i inne, zwłaszcza te żyjące w biedzie. Sadzali mnie od małego przed telewizorem i pokazywali w różnych sprawach dla reportera, jak to żyją dzieci w biedzie i jak oni by chcieli mieć właśnie takie dobre dziecko, nie takie jak ja.
Pomagałam zawsze jak mogłam. Mieszkamy na wsi, zawsze jest coś do roboty. Od zrywania owoców w sadzie, do rąbania drewna. A i tak gdy wracają z pracy, to są awantury, że nigdy nic nie robię i nigdy nie pomagam i zazdroszczą innym rodzicom. Ciągle muszę słuchać, jak to ja mam z nimi za dobrze i jak nie zasłużyłam na to wszystko. Zawsze jak zobaczyli jakieś biedniejsze dziecko, to wiedziałam, że w domu będę mieć awanturę.
W sumie całe życie zastanawiam się, czy przypadkiem nie mają racji, czy to wszystko nie jest moją winą. Ale zawsze w duchu byłam im wdzięczna za to, że na mnie zarabiają i bardzo to doceniam. Nie mówię im tego, no bo jak, skoro nigdy prawie z nimi nie rozmawiam, bo zwyczajnie się boję. Nie wiem, czy bardziej ich kocham czy nienawidzę.
Aż kusi żeby Cię namówić, żebyś się zaczęła zachowywać jak takie niewdzięczne dziecko, które Twoi rodzice myślą, że mają w domu. Ale to będzie walka z wiatrakami. Puszczaj to mimo uszu, niewiele Cię dzieli od pełnoletności, wyprowadzisz się i będziesz mogła żyć po swojemu. Tylko już wtedy nie słuchaj ich gadania, pamiętaj
- Jaki jest szczyt samokrytyki?
- Kiedy rodzice mówią, jak mają źle wychowane dziecko.
Dokładnie tak! Hipokryzja level master. Moi rodzice jojczą, że ich pokarało kitowymi dziećmi. Ale skoro rzekomo oboje jesteśmy tacy do dupy, to ich wina. Jedno dziecko może się nie udać, ale skoro dwoje do dupy, to znaczy, że nie umieli wychować 🤷
Aha. Rodzice hodują sobie uzależnioną od nich psychicznie córeczkę, którą będą się wysługiwali na starość. Zasiewają w dziecku poczucie bycia beznadziejnym, słabym, nienadającym się do niczego - a przede wszystkim do miłości. Bo kto by zechciał takie byle co...
Potem takie dziecko ma tyle kompleksów i lęków, że faktycznie odtrąca potencjalnych partnerów, z obawy przed odrzuceniem. I zostaje przy rodzicach. Darmowa służąca, pomiotło i spust dla wszystkich ich życiowych frustracji...
Dokładni to robią Twoi rodzice. I dokładnie w tym celu. I prawdopodobnie nawet nie są tego świadomi. Za to Ty już tę świadomość masz. Zatem zacznij się temu uważnie przyglądać.
Bo ich zasranym obowiązkiem jest zapewnienie Ci wyżywienia, odzieży i wszystkiego, co jest Ci potrzebne do prawidłowego rozwoju. I to oni się z tego nie wywiązują, ponieważ nie dają Ci emocjonalnego wsparcia i poczucia bezpieczeństwa. A przede wszystkim nie uczą Cię, jak kochać samą siebie.
Mam szczerą nadzieję że autorka przeczyta ten komentarz
Miałam odrobinę tak jak ty. Tylko przy jakieś sprawie. Było że inne dzieci tak nie mają. Ty masz super rodziców. Inni żyją w biedzie i że mam nie narzekać
Utrzymywanie dziecka jest obowiązkiem rodzica, a obowiązkiem dziecka nie jest praca na rzecz rodzica. Jak im pomagasz to tylko Twoja dobra wola. Jak się tak zachowują to szczerze mówiąc polecam siąść na tyłku i już nic nie robić. Po co, skoro efekt zawsze będzie ten sam, a chociaż sobie odpoczniesz.
Na mnie też tak mówili. Aż w końcu miałam dość i stwierdziłam, że skoro nawet jak coś robię, to mówią, że nic nie robię, to uznałam, że pora faktycznie nic nie robić. Przestałam pomagać, zamknęłam się w swoim pokoju, a ich uwagi puszczałam mimo uszu, aż w końcu ustąpiły.
Powiedz im, że nie jesteś w stanie odwdzięczyć się za tyle dobra i chcesz odkupić swoje winy wobec nich, dlatego postanawiasz iść do klasztoru, by resztę życia poświęcić na modlitwę za nich. Albo - że zamierzasz zostać bezdomną żebraczką na dworcu w Paryżu. A poważnie - musisz wytrzymać do 18, potem zwiewaj, bo ich postawa jest roszczeniowa i ciągle będą dodawali Tobie obowiązków, nie dając w zamian oparcia.