#IpaZL

Kiedyś, gdy byłam jeszcze młodą naiwną turystką, podczas wyjazdu do Hiszpanii chciałam sobie zrobić zdjęcie na tle pewnego zabytkowego kościoła. Jako że w tamtym czasie nikt nie wpadł jeszcze na skonstruowanie selfie-sticków, takie przedsięwzięcie wymagało nawiązania interakcji z inną osobą. Podeszłam więc do jakiegoś chłopaka i poprosiłam go o przysługę strzelenia mi fotki. Uroczy młodzieniec powiedział, że z chęcią to zrobi, tym bardziej że jest zawodowym fotografem i zna się na znakomitym kadrowaniu. Kiedy więc pozowałam, powiedział mi: „Stań trochę dalej!”. Zrobiłam więc parę kroków do tyłu. Chłopak kolejny raz dał mi znać, abym przesunęła się jeszcze kawałek. Po chwili znów zrobił gest ręką, więc posłusznie wykonałam jeszcze parę kroków. Kiedy byłam już 15 metrów od mojego fotografa, ten krzyknął: „A teraz… Uśmiech!”. I dał dyla z moim aparatem.
Cóż, własną głupotą zasłużyłam sobie na taki los.
kociambe Odpowiedz

Z tymi 15 metrami to baja, wystarczy odejść na trzy metry i jak się trafi "fotograf" szybki w nogach to po aparacie.
Ale sposób kradzieży jak najbardziej aktualny.

Ekoniks Odpowiedz

Trzeba pytać ludzi wyglądających na turystów, najlepiej pary.

Pers

Pary, albo pary w średnim wieku najlepiej żeby kondycja już nie ta była

Laskowa Odpowiedz

Zwykły dzień w Hiszpanii

starkiller Odpowiedz

Historia jak z jednego odcinka "Jasia Fasoli".

AmigosForever

Albo podobnie w "w krzywym zwierciadle" :)

Caldas

Metoda stara jak fotografia, a ludzie dalej wierzą w uczciwość każdej napotkanej obcej osoby.

Dodaj anonimowe wyznanie