#IJ0aA

Działo się to w magiczny wieczór zwany Wigilią Bożego Narodzenia.

Słowem wstępu:
Przeprowadziłam się wreszcie do własnego mieszkania z chłopakiem, więc to była moja pierwsza Wigilia, moje pierwsze święta daleko od domu, byłam zachwycona mieszkaniem (fakt, wynajmowane, ale świetne, duże, wszechstronne itp.), a że ja lubię dobrze podjeść w wigilię i dwie rodziny były do jakby „poczęstowania”(moja i lubego- nie narzeczonego), zaczęłam robić dania: barszcz czerwony na własnym zakwasie, krokiety z kapustą i grzybami i dwa ciasta. I to takie porcje razy dwa (przynajmniej krokiety, chciałam, by wszyscy spróbowali, a było gęb około 20).

Ja w skowronkach zapieprzam całe dwa dni od dosłownie 12 w dzień, kończąc o 12 w nocy, i to jeszcze z pomocą lubego - na dwie patelnie, gary, a wszystko było w kuchni pozajmowane – od stolików do jedzenia, stołów, po (uwaga!) SUSZARKĘ DO UBRAŃ, Z KTÓREJ ZROBIŁAM „STÓŁ”, oraz wszelkie palniki, nie pomijając piekarnika.

Nadchodzi dzień Wigilii u lubego.
Przyniosłam barszcz, krokiety, ciasta, sałatkę jarzynową, trochę pomagam przy ubieraniu choinki, trochę gadamy, śmiejemy się itp. Miło czas spędzamy, przyjeżdża rodzina lubego z opóźnieniem (i to porządnym – tutaj wtrącę, że dzieci nie mają małych żeby się spóźniać) i jego ciocia z jej rodziną. I wszystko ładnie pięknie, oni stawiają na stół pierogi na słodko, przyjeżdża siostra lubego, trochę pierogów zrobiła, mama i tata lubego obstawili stół dobrymi rybami i wszelakimi sałatkami itp. Jemy barszcz, a ja naglę się dowiaduję, że rodzina cioci jakoś nie przepada za barszczem z zakwasem, tylko jedynie „słodki”, no ale jedli, aż im się uszy trzęsły, w sumie chyba dlatego, że wszyscy byli głodni – OK, nie wszyscy lubią na zakwasie, jestem w stanie zrozumieć (swoją drogą barszcz nie był „kwaśny”, tylko miał posmak taki z racji domowego zakwasu). Gwoździem programu było to, kiedy podaliśmy krokiety. Nagle ciocia się odzywa „JAKIE WIELKIE! JA TEGO NIE ZJEM, NA DWOJE TRZEBA”. No cóż, spoko, nie każdy lubi duże krokiety, my z lubym lubimy jeść takie duże, jeden porządny i tyle, nikt ogólnie nie protestował więcej i każdy stwierdzał, że są smaczne. I nagle ciotka po raz kolejny, wyskakuje z opinią „POWINNAŚ ZROBIĆ MNIEJSZE! PRZECIEŻ TO ŁADNIEJ WYGLĄDA”, na to ja, że nie dało rady, bo nie mam mniejszej patelni… chciałam się zaśmiać i naglę znowu słyszę „NO TO TRZEBA BYŁO SIĘ POSTARAĆ, PRZECIEŻ MOŻNA MNIEJSZE”…

Wiecie co? Zniszczyło mi to gwiazdkę. Kurna mać! Najeba**m się jak cholera, z zadowoleniem robiłam wszystko, chciałam, żeby było fajnie, coś dać od siebie z serca… Tym bardziej że to pierwsza gwiazdka u lubego. A tu takie coś...
KalinaAmila Odpowiedz

A tam wez sie nie przejmuj. Pewnie typ takiej babci co nic jej nie odpowiada. Dałbyś jej gwiazdkę z nieba to by powiedziała że ja w oczy razi xD Przykre ale tak czasami jest. Więcej luzu, więcej dystansu. Z takich ludzi trzeba się śmiać, a nie nimi przejmować. Najważniejsze że Tobie i partnerowi smakowało. W końcu wy się przy tym narobiliście.

bazienka Odpowiedz

prosta odpowiedz- nie chcesz, nie jedz, ja robie tak, jak mi sie podoba
tylko jednak lepiej by zrobil to twoj partner, skoro to jego rodzina
no i juz wiecie, kogo wiecej nie zapraszac

boopboop Odpowiedz

A ja nie bardzo rozumiem:
,,Przeprowadziłam się wreszcie do własnego mieszkania z chłopakiem, więc to była moja pierwsza Wigilia, moje pierwsze święta daleko od domu, byłam zachwycona mieszkaniem (...)"
Po czym:
,,Nadchodzi dzień Wigilii u lubego. Przyniosłam barszcz, krokiety, ciasta, sałatkę jarzynową, trochę pomagam przy ubieraniu choinki, trochę gadamy, śmiejemy się itp."

To w końcu wynajmujecie to mieszkanie razem czy nie?

Uzytkownik404

Ja to rozumiem tak, że autorka się wyprowadziła z domu i jako gospodyni na swoim pierwszy raz tak śmiało rozwinęła kulinarne skrzydła, przygotowując więcej niż zwykle i do tego samodzielnie dania na Wigilię. Ale że mieszkanie wynajmowane i może nie było warunków albo innych okoliczności, żeby zaprosić rodzinę do siebie, to z tym wszystkim co przygotowała pojechała z chłopakiem do jego rodziców, gdzie pojawiła się też wredna ciotka.

MaryL

Właśnie całe to wyznanie jest pełne takich dziwnych albo niepotrzebnych zdań. "Lubego - nie narzeczonego"(w sensie chlopaka?). Mieszkanie jest "wszechstronne" (chodziło o przestronne?) No po prostu jeden wielki chaos i w dodatku co drugie słowo to luby ;)

ohlala Odpowiedz

Mój ojciec zawsze się przypierdalał, że matka robi za duże pierogi. Jakby to miało jakiekolwiek znaczenie. Pierogi były pyszne niezależnie od rozmiaru, a prawda jest taka, że jak ktoś jest mendą to zawsze się do czegoś przypierdoli.

MalinoweGofry

A to był jakiś wielki problem wziąć mniejszą szklankę do wykrawania i zrobić mniejsze? Ludzie mają różne preferencje. Twoja mama wiedziała, że jej mąż woli mniejsze pierogi ale konsekwentnie latami miała to w dupie. No to się przypierdalał. Kij ma dwa końce. Można też było go wziąć do lepienia i niech sobie ulepi jakie lubi ale pewnie wielka pani domu musi wszystko sama i ja tu ręce po łokcie urabiam, a znikąd pomocy. Jak się ludzie nie potrafią komunikować w tak durnych sprawach to się powinni rozejść.

Uzytkownik404 Odpowiedz

Pff jakbym usłyszała, że powinnam zrobić coś inaczej niż lubię, to bym chyba parsknęła śmiechem 🤣🤣🤣 Trzeba się trzymać swojej wersji i swoich upodobań, tak miało być i już. Jak chce jeść mniejsze krokiety to niech je takie w domu. Jak w ogóle można krytykować dania przygotowane przez gospodarzy?
I nie powiem, że to normalne u Polaków - akurat zarówno w rodzinie mojej, jak i męża, nikt nie ma takich złośliwych nawyków, a wręcz przeciwnie, nawet jak jakieś danie nie do końca wyjdzie zgodnie z planem, to i tak każdy zje i pochwali :)

monzStanu Odpowiedz

syndrom polaka/polki, nigdy nie dogodzisz, nastepnym razem powiem im, ze to co mówią ranią Twoje uczucie i Twoje serce

zyrafa652 Odpowiedz

Czy nie zafiksowałaś się w tym wszystkim za bardzo? Narobiłaś żarcia dla 20 osób i od razu założyłaś, że wszystkim będzie super wszystko smakować i będą cię chwalić. To normalne, że nie wszystkim dogodzisz, każdy ma inny gust i przyzwyczajenia. Oczekiwałaś, że będziesz gwiazdą wieczoru, bo jesteś tam pierwszy raz i przyniosłaś jedzenie? Założę się, że większość coś przyniosła i tak samo stała przy garach i coś ci mogło nie smakować lub nawet nie spróbowałaś, bo nie lubisz. Komuś też mogło być przykro, że nie chwaliłaś jedzenia, gospodyni, wystroju, itd. Swoje zrobiłaś, przyniosłaś, kto miał docenić to docenił, ty się najadłaś. I koniec tematu.
Gdy pierwszy raz szłam na wigilię do rodziny męża to też zrobiłam dwa dania a teściowa tylko postawiła na stół i nie każdy nawet spróbował. Ja pamiętam doskonale co dokładnie przyniosłam i nawet gdzie na stole leżało. Po latach nawet ludzie nie pamiętają, że w ogóle coś przynosiłam. Tak to już jest, dla każdego inne rzeczy są istotne, inne rzeczy lubi. Są różne tradycje w domach i moim zdaniem to jest najtrudniejsze, przestawić się na tradycje innych. Na przykład u mnie w rodzinie każde danie musi być przynajmniej spróbowane, a u mojego męża jesz co chcesz, nawet jeśli to są tylko pierogi. Nie oznacza to, że moim zadaniem teraz jest im nakazać robić tak jak ja no bo przecież tak jest słusznie.
Dlatego też jestem w stanie zrozumieć ciotkę, że krokiety były za duże, bo może chciała spróbować więcej rzeczy niż zapchać się tylko jednym wielkim krokietem. Logiczne więc, że chciała go podzielić. No a to w jaki sposób to powiedziała przemilczę, bo to świadczy tylko o jej wychowaniu i każdy wie tutaj, że można było powiedzieć to kulturalnie i żartobliwie.

Znahorka Odpowiedz

Ale ludzie mają problemy xD

Alexiu Odpowiedz

Ja zawsze staram się próbować wszystkiego na wigilię. I z bratową zawsze robimy jak najmniejsze porcje właśnie dlatego, żeby nic nie zostawało. Z kolei mama musi zrobić wszystkiego dużo i duże. Co roku tłumaczymy mamie to samo, ale nie dociera. W domu rodzinnym przygotowań na święta było dużo. Ja nie robię nic na zapas. Na wigilię 3-4 dania, bo resztę zrobi mama i bratowa, a mięso na święta co najwyżej zamarynuję wcześniej, bo wolę jeść świeże, niż odgrzewane. No i nie lubię marnowania jedzenia.

patriotkaa Odpowiedz

Alergii dostaję na wyrażenie: "Luby".

slowianka1990

Skoro jesteś taka patriotka, to chyba SŁOWO LUBY POWINNO CI SIĘ AKURAT PODOBAC

Zobacz więcej komentarzy (3)
Dodaj anonimowe wyznanie