#IF5gX

Po skończonych studiach przyszedł covid i moja branża niestety mocno oberwała. Jedyne oferty pracy dotyczyły osób z minimum 5-letnim doświadczeniem albo za psie pieniądze na umowie zlecenie. Rodzice przestali mnie finansować, więc decyzja była prosta: zatrudniłam się w pewnej znanej drogerii. Praca mi się podobała, starałam się. Kierownictwo szybko to doceniło i już pół roku później awansowałam. Zarabiałam całkiem sporo jak na naszą smutną, polską rzeczywistość.

Wszystko byłoby piękne, gdyby nie ludzie. Rodzice wypominali mi, że nie po to płacili za studia, żebym teraz na kasie pracowała. Koleżanki (nauczycielki, psycholożki i rejestratorki medyczne po studiach) żartowały ze mnie. Niby te wszystkie teksty były na żarty, ale jednak bolały. Tylko narzeczony mnie dopingował i zachęcał. Sam zaczynał w firmie na najniższym stanowisku i powoli piął się ku górze, więc wiedział jak to jest.
Ja znosiłam to z uśmiechem.
Po roku zaoferowano mi kolejny awans i już z sali sprzedaży wyszłam na własne służbowe auto, laptopa, niezbędny sprzęt do pracy, home office i jeżdżenie z torebką po innych sklepach. Oczywiście, to nie było wszystko, miałam tonę innych obowiązków, ale radziłam sobie z nimi. Pensja też poszybowała w górę.

Koleżanki widząc mnie w eleganckich garsonkach nagle spokorniały. Już nie byłam śmieciem na kasie, tylko człowiekiem. Dwie z nich spytały, czy nie mogę ich wkręcić do pracy, bo w sumie to umowa zlecenie czy najniższa krajowa im nie pasuje. No cóż, nienawidzę kolesiostwa, więc odmówiłam wszelkiej pomocy przy rekrutacji. Znowu byłam najgorsza.

Rodzice też nagle przestali mi wypominać, że zmarnowali na mnie tyle pieniędzy. Może dlatego, że oddałam im cały hajs, który wydali na moje zaoczne studia.

Całe szczęście, odcięłam się od toksycznych ludzi. Żadna praca nie hańbi, a ludzie którzy myślą, że pracując za biurkiem są lepsi niż ci, którzy pracują w sklepie, to ameby umysłowe. Ja jestem szczęśliwa. Mam świetną pracę, w której się rozwijam i nadal mam perspektywy na awans. A one już się ze mnie nie śmieją, bo nadal siedzą jako rejestratorki medyczne, pijąc kawę i kłócąc się z petentami.
Vito857 Odpowiedz

Wiem, że gnojenie nie jest przyjemne, ale serio musiało paść ostatnie zdanie? Poczułaś się lepsza przez auto i laptopa?

JMoriartyy Odpowiedz

W sumie głupie to twoje koleżanki. Wyśmiewały się z twojej pracy, a powinny z osobowości, która jest godna pożałowania (albo śmiechu).

Anwute

Rozumiem ze mierzysz innych swoją miara i dlatego sądzisz, ze ma osobowość jak Ty, godna pozalowania?

KokosowyKoks Odpowiedz

Taa...awans w Rossmannie czy innym Hebe po roku pracy i to w pandemi. Juz to widzę xD

Niezywa

Ja bardziej pomyślałam o sephorze, ale to też małoprawdopodobne.

Makigigi Odpowiedz

Ale ani nauczycielka ani rejestratorka medyczna nie ma więcej prestiżu niż kasjerka. Jeny, jak to się ludziom poprzewracało.

kiez Odpowiedz

Koronawirus dał po dupie pracownikom różnych branż od kwietnia 2020 roku. Piszesz, że zatrudniłaś się już w trakcie i po półtora roku awansowałaś dwa razy. Czyli w Twojej historii mamy już listopad lub grudzień 2021 roku. Piszesz z przyszłości?

Dragomir Odpowiedz

Rejestratorka medyczna - czyli pani na recepcji w szpitalu albo przychodni? Wielkie mi coś. Dobrze znać kogoś takiego bo zawsze kolejka krótsza w polskiej rzeczywistości, ale bez przesady żeby to była praca do pozazdroszczenia. Jedyne co to że nie szorują podłóg czy kibli, choć w małych przychodniach wszystko jest możliwe.

Vampiregrin66 Odpowiedz

"rejestratorki medyczne" a to jest niby praca na wyższym poziomie niż w drogerii? No błagam. Nie jest ciężko się tam dostać i nie trzeba mieć wcale kierunkowego wykształcenia. Kasa też słaba.

Ciastozrabarbarem

Z dostaniem się nie jest w cale tak łatwo, ale co do reszty 100% prawda.

ohlala

Nie wiem, jak z kasą, ale Ciastozrabarbarem ma rację, o wiele łatwiej jest zostać kasjerką niż rejestratorką.

Dodaj anonimowe wyznanie