Pracuję na zmiany. W zimie jak chodzę na popołudniową zmianę to akurat robi się ciemno. Takiego właśnie jednego zimowego dnia wysiadłem z autobusu i skierowałem się do firmy. Przede mną wysiadła jakaś nawet ładna babeczka i szła w tym samym kierunku co ja. Zastanawiałem się dokąd ona idzie, bo to nieciekawa, taka raczej przemysłowa okolica. Szedłem szybkim krokiem, ale jak się do niej zbliżyłem to obejrzała się i sama przyspieszyła kroku. Powtórzyło się to ze dwa razy. Co chwilę się oglądała, więc zorientowałem się, że ona chyba myśli, że ją śledzę.
Skręciła w boczną uliczkę, prowadzącą m.in. do mojej firmy, więc skręciłem za nią. Na szczęście zbliżaliśmy się już do budynku gdzie pracuję, bo zacząłem się czuć niezręcznie. Ku mojemu zaskoczeniu ona weszła do środka. Co miałem zrobić, wszedłem za nią. Wtedy zaczęła wołać pomocy i że dziwny typ ją śledzi. Kolega podszedł do niej, popatrzył na mnie i powiedział śmiejąc się, że ja tutaj pracuję, ale że zgadza się z nią że dziwny ze mnie typ. Powiedziała tylko “Aha…” i wyszła z budynku nawet nie przepraszając.
Dodaj anonimowe wyznanie
Ostrożności nigdy nie za wiele :P Ale trzeba mieć też dystans.
byla chyba podobna historia, a koles w taki sposob poznal swoja nowa sasiadke.
Kiedyś właśnie opisywałem tu historię o tym jak poznałem moją nową sasiadkę.
Tylko, że w komentarzu.
jednemu psu na imie burek?
często miałem taka sytuację, gdy z kumplem jezdzilismy autem ;)
Wracając z tegorocznego Sylwestra też miałam dziwną sytuację ze ,,śledzeniem" ;)
Jako osoba niepijąca byłam kierowcą. Po wypuszczeniu znajomych na przystanku autobusowym w pobliżu ich bloku włączyłam się do ruchu. Akurat było czerwone światło, na prawym pasie stał jakiś samochód a za nim radiowóz, ja stanęłam na lewym, bo był pusty, a lubię dynamicznie ruszać ze świateł. Tak też właśnie ruszyłam.. ,,dynamicznie", czyli dosyć nagle i szybko się rozpędziłam do równo 50 km/h. Dalej jechałam lewym pasem, bo miałam skręcać nie pamiętając dokładnie gdzie, w pewnym momencie radiowóz zjechał na mój pas, no ok.. jadę przecież przepisowo. Dojechałam do miejsca dosyć niewyraźnie oznakowanego (dla wtajemniczonych w stolicy niedaleko Marymontu i AWF budowali jakiś zbiornik pod ziemią , czy coś podobnego), gdzie musiałam zawrócić a następnie zaraz skręcić w prawo. Lekko zestresowana jechałam dalej, doświadczenia w jeździe po mieście raczej dużego nie mam, ale udało mi się pokonać trudności. Radiowóz dalej za mną jechał... i tak aż pod mój blok, gdzie dopiero jak skręciłam by zaparkować to ,,zgubiłam ogon".. do tej pory nie mam pojęcia o co im chodziło i dlaczego krążyli za mną przez ok 10 kilometrów...
Miałam podobnie, wracałam po 23 do domu i zauważyłam, że ktoś za mną idzie. Szedł za mną cały czas, cholernie się bałam. Na szczęście facet za mną zawołał po prostu "Nie bój się, najwyraźniej mieszkamy w tym samym bloku" i się uśmiechnął. Przedstawiłam się, on całkiem niedawno zaprosił mnie do kina. Kto wie, może coś z tego będzie.
Kiedyś wracałam po zmroku do domu. Po obu stronach las, co jakiś czas latarnia. Przekonana, że ktoś za mną idzie, zamiast obejrzeć się i zobaczyć czy tak rzeczywiście jest prawie biegłam. Pod blokiem okazało się, że nikt za mną nie szedł 0-o
A przynajmniej nikt kogo mogłabym zobaczyć...