#HqQus
Podjechałem na myjnię bezdotykową, wysiadłem, umyłem auto i... oczywiście, odruch, nie mogłem otworzyć drzwi. Poinformowałem obsługę stacji o sytuacji i pobiegłem do pracy ojca. Chciałem pożyczyć jego auto, by podskoczyć do domu po zapasowe klucze. Wsiadłem w samochód ojca, wycofałem i... na czymś ugrzązłem. Myślałem, że to krawężnik, lecz rzeczywistość była gorsza. Wmontowałem się bokiem w niski betonowy słupek. Nie muszę chyba mówić, że auto wyglądało tragicznie. Cały roztrzęsiony, zły na siebie i wystraszony możliwą reakcją ojca, pojechałem po klucze zapasowe. W domu oczywiście wielka awantura, no ale cóż. Każdemu się zdarza, mogłem nie zauważyć.
Dwa dni później jechałem z ojcem do mechanika. Gdy byliśmy na miejscu, po rozmowie z mechanikiem, ojciec kazał mi przeparkować samochód. Pomyślałem, że "śmiesznie" by było, gdybym znów w coś przygrzmocił... Wykrakałem. Cofałem pomału omijając zaparkowaną za mną naczepę z tira. Nie wziąłem pod uwagę tylko jednego. Naczepa miała dłuuugi, nisko zaczepiony stelaż na hak. Zanim go zauważyłem, odruchowo zareagował stojący na zewnątrz tato. Żeby dać mi znać, że mam przestać cofać, wydarł się i przypie&*&lił ręką w maskę.
Efekt tego był taki, że w samochodzie do zrobienia był bok, wgniecenie w masce i otarcie na tylnym zderzaku. Czułem się jak ostatni debil.
jak Ty zdales prawko? O.o
Jak zdał prawko... Normalnie :) W wielu ośrodkach instruktorzy nie uczą dobrze jeździć, uczą tylko jak zdać egzamin.
dla sprostowania mój poprzedni komentarz ma charakter żartobliwy :D
hahaha ! Miszczu XD
Jak ty masz ustawione lusterka wsteczne?
myślałam, że ten betonowy słupek to jednak twój samochód :D wtedy dwa do roboty
Czy na pewno byłeś wtedy trzeźwy? :d
Przykro mi, że to mówię, ale jesteś koszmarnym kierowcą. :)
I to tak szybko oceniłeś na podstawie krótkiego tekstu? Ja kiedyś cofając zawadziłem o kosz na śmieci, ale poza tym w ciągu 6 lat przejechałem sto tysięcy km bez żadnego punktu karnego. Też jestem koszmarnym kierowcą?
Po pierwsze, jestem dziewczyną. Po drugie, przejechałeś 6 lat bez żadnej kolizji. A autor jakoś sobie zbytnio nie radzi z jazdą samochodem :) rozumiem, każdemu się zdarzy raz na jakiś czas jakaś stłuczka, ale w tak. dwa takie przypadki w tak krotkim odstepie czasu... no wybacz. Mistrzem kierownicy nazwac go nie mozna :)
Ps. Widzę błąd, nie musicie poprawiać :)
Widzę, że kobiety się poczuły i teraz będą pisać jaki to słaby kierowca.