#Hd1zz
Moja luba pracuje w biurze, ja natomiast w handlu. Ona ma minimalną, ja w zależności od miesiąca pomiędzy 5-6 tys.(przed pandemią zawsze było nie mniej niż 9). Kiedy moje zarobki zaczęły się zmniejszać, inflacja zwiększać, koszt kredytu wzrastać, a auto psuć, zaczęły się między nami małżeńskie nieporozumienia. Wisienką na torcie był fakt poinformowania jej, że swoją wypłatę też musi wkładać do domowego budżetu. Jaki to był wtedy płacz, lament i pretensje, że ona ma tyle swoich wydatków... Wcześniej miała swoją wypłatę tylko dla siebie. Koniec końców po którymś zarzucie z jej strony, że źle zarządzam domowym budżetem, postanowiliśmy, że będę jej oddawał swoją wypłatę i ma zrobić tak, żeby nam starczało.
10 lutego zablokowałem na swoim koncie możliwość brania debetu, wyciągnąłem sobie 500 zł na drobne wydatki i oddałem jej swoją kartę płatniczą. Dostała takiego wiatru w żagle, że już 28 lutego terminal odrzucił kartę z powodu braku środków na koncie. Myślałem, że okaże skruchę, a ona okazała roszczenia i pretensje. Mówiła, że musimy wrócić do sklepu, bo nie kupiła tego czego potrzeba. Stwierdziłem, że nie mamy pieniędzy, bo wydała, ona na to, żebym sobie nie stroił żartów, że to trzeba kupić. Mam odłożone trochę pieniędzy, ale nie przyznałem się, że mam. Zapytałem się z czego będziemy teraz żyć, ona żebym nie zadawał głupich pytań, wziął pożyczkę albo wymyślił coś innego, mam coś zrobić i koniec. Nie uległem, wyśmiałem ją i wyciągnąłem z portfela niecałe 200 zł i do 10 lutego jedliśmy za to najtańsze produkty spożywcze. Wzięła nawet L4, bo nie zamierzała chodzić do pracy 6 km piechotą w jedną stronę, bo nie miała za co zatankować samochodu.
Nasze relacje nigdy nie były tak złe, a za cały stan rzeczy i za to, że ona musi cierpieć, winny jestem ja. Zacząłem się zastanawiać, kogo ja sobie za żonę wziąłem. Ona nie potrafi nie mieć pieniędzy i uważa, że powinienem skądś je wziąć. Nie wiem, chyba wyczarować. Dużo dało mi to do myślenia i muszę zweryfikować, czy chcę iść przez życie z taką kobietą.
Zdecydowanie dobry eksperyment. Szkoda tylko ze nie dał jej nic do myślenia. Niestety ale tak zepsuci ludzie raczej się nie zmieniaja
Jaki eksperyment,ot co życie.jak onaogla mieć własną wypłatę tylko na własne wydatki.
Trochę późno zacząłeś się zastanawiać. To jest jedna z podstawowych rzeczy, które powinieneś wiedzieć zanim zdecydowałeś się na ślub. Bo albo Ci pasuje, że utrzymujesz dom i trzymasz dziób na kłódkę, albo nie pasuje i wtedy związek jest niemożliwy, chyba że partnerka się zmieni.
Swoją drogą przy kwocie, którą zarabiasz, powinniście mieć odłożoną kasę. Nie macie (skoro żona mówiła o pożyczce). Czyli już wcześniej problem był, żyliście od 10 do 10, ale to Cię nie ruszało. Też jesteś dosyć niefrasobliwy.
Tylko, że sytuacja finansowa się zmieniła i trzeba się do niej dostosować. Żona autora pracuje i zarabia, to nie jest tak, że nagle musi iść do pracy (samo poszukiwanie po latach bezrobocia może być problemem). Jemu może pasować, że utrzymuje dom, ale co w sytuacji, gdy już sam tego nie może robić? Nie zawsze to jest kwestia pasuje - nie pasuje mi, ale chciałbym, ale nie mam jak.
@Solange
No, ale ja się odnoszę do tego, co autor napisał na końcu. Nagle stwierdził, że coś jest nie tak w ich relacji, bo żona nie umie zarządzać kasą i ma za duże wymagania finansowe. Tyle, że on sam się na to zgodził i przyzwyczaił ją do pewnego standardu życia. Jeżeli ktoś wziął ślub z utrzymanką (bo tej relacji bardzo do tego blisko) to skąd zdziwienie, że utrzymanka ma wobec niego wymagania?
ohlala, małżonek to z założenia partner i jeśli ma wywalone na twoje prośby, to coś jest nie tak. to nie powinno być tak, że "tak mnie przyzwyczaiłeś, to tak masz, pech". wyobraź sobie, że w małżeństwie rodzi się dziecko, a facet uparcie odmawia nawet zrobienia herbaty, bo "on jest od zarabiania pieniędzy, a od ogarniania domu żona, tak się umówili i koniec". czy byłby dobrym partnerem? tak samo gdy facet zaczyna mieć problemy finansowe i sygnalizuje, że jako małżeństwo powinni zacząć oszczędzać (nawet nie wymaga od kobiety, żeby zaczęła więcej zarabiać, po prostu prosi o oszczędzanie), to dobra partnerka zrozumie i coś zmieni, a nie pójdzie w zaparte, że finanse to nie jej problem i to facet ma stanąć na rzęsach, żeby było dobrze.
Ohlala nie doczytałaś...on ma oszczędności, ale ani nie chce się z tym przed żonką ujawniać(bo dopiero dostanie wiatru w żagle w zakupowym szale), ani nie chce tej kasy wywalić na przeżarcie, tylko dlatego, że paniusia kasę z wypłaty przehulała w tydzień, a potem nie ma za co auta zatankować.
Nie wymagaj za dużo od lasek, zwłaszcza w kwestii finansowej xD Wiekszość z nich ma do zaoferowania jedynie własną dupe xD Same mają jakieś gównoprace w solariach, recepcjach czy sklepach z butami za śmieszne grosze, studiują jakieś kulturoznawstwa czy inny badziew po którym będą klepać kotlety w maku, ale wymagania mają takie że ojacież pier....le xD Zazwyczaj na dłuższą metę nie ma z nimi o czym rozmawiać, bo ich zainteresowania ograniczają się do good looking, nefflixa i pudelka, więc chłop spotyka się z takim umysłowym jamochłonem jedynie żeby pomoczyć xD
Rzuć ją, bo robi z Ciebie bankomat XD
Az się dziwię, że nie ma serii wyzwisk od inceli, którymi na tej stronie ludzie lubią rzucać. Z tą większością to raczej przesada, jednak takie zjawisko jest często spotykane:
-Musisz mieć 180 wzrostu, 45 w bicku, umieć wszystko w domu naprawić, utrzymywać rodzinę ze swojej pensji, mieć serię pasji by nie być nudnym, być taki i taki z charakteru, inaczej żaden z ciebie facet
-a co dasz w zamian?
-yyyy... Siebie
Nie muszę i nie próbuję nikomu imponować. Za to ty w co drugiej próbujesz opisując swoje osiągnięcia, życie erotyczne itp. jakby ludzi to interesowało, a twój ból tyłka, bo ktoś coś mówi nie tak o niektorych dziewczynach jest śmieszny.
Zacytowałem mema, który się sprawdza. Nieraz dziewczyny z grupy, w której przebywałem jechały po jakimś chłopaku bo taki i śmaki. Albo jak moja była opowiadała o swojej przyjaciółce, która odpulała jednego po drugim, bo ten nudny, ten ma średniowieczny styl gadania, ten ma twarz nie taką, a ona sama.... zresztą po co mam obgadywać ludzi dla udowadnienia czegoś jakiejś pseudofeministce z neta.
Ps: 2 godziny prania gaci za utrzymanie was z 8godzinnej roboty. U ciebie tak nie ma to spoko, ale nie jesteś jedyna na świecie.
Nie moja sprawa, więc się nie wtrynialem w rozmowę i nie mówiłem "spójrz na siebie", choć miałem ochotę nieraz tak powiedzieć. Nie napisałem nigdzie, że kobieta bez osiągnięć jest głupia. Ty o swoich piszesz w każdej wypowiedzi i widać, że czujesz się przez nie lepsza, a zapewniam, że ludzi to obchodzi tyle, co nic. I to, o czym mówiłem, już piszesz "incel, incel", bo napisałem coś źle o NIEKTORYCH kobietach. Chcesz to napiszę wady niektórych facetów: myślą prąciami, nie dojrzewają umysłowo, częściej zostają patusami. Jestem świeżo po związku z dziewczyną, której nie musiałem niczym imponować, ona mi też nie. (powiem więcej: to z mojej strony ten związek się wypalił) więc z twoim ulubionym wyzwiskiem nie mam nic wspólnego.
A ja pamiętam jedno wyznanie, pod którym Hva twierdziła, że nie mając dzieci jest lepszą matką od tych, które mają, bo robi wszystko perfekcyjnie i nie toleruje porażek xD piszę to w tym momencie półżartem, bo mnie tamta sytuacja rozbawiła, ale kolega ma rację, że pod każdym wyznaniem widzę komentarz Hva w którym twierdzi, że ona by coś tam zrobiła lepiej, osiągnęła szybciej lub wręcz już jej się to udało. Mało się spotyka tu ludzi z takim brakiem pokory.
Zakładam, że to prawda o tej częstszej bezpiecznej posadzie: mimo tego nie znam chłopów, co wymagają, by kobieta w związku ich oboje utrzymała. Albo żeby gadali, że ta i tamta to nudziara samym mając zainteresowania takie, jak wymienione przez ludojadowa. W drugą stronę znam już niestety takie przypadki, ale zaznaczam, że to tylko moje gunwo warte obserwacje. Można rzucić monetą 10 razy i mieć 10 jedynek ;]
Orzełków* miało być xd
No, proszę państwa, Hva właśnie dokładnie pokazała, co mam na myśli xD
Pokazałaś, że jesteś wielkim, wiecznie oburzonym teoretykiem, który w teorii wie wszystko, odnalazłby się w każdej sytuacji i poradził doskonale ze wszystkim, ale nie ma doświadczenia w żadnej z dziedzin, o której się wypowiada. Życiowe doświadczenia uczą pokory i tego, że niczego nie bierze się za pewnik i że nigdy, przenigdy nie jest się w stanie powiedzieć na pewno, że w jakiejś sytuacji odnaleźlibyśmy się lepiej niż ktoś inny. Niestety, głoszenie wielkich teorii w internecie jest bezpłatne, stąd możesz to robić do woli. Niemniej w moim odbiorze z każdym kolejnym komentarzem, w którym opowiadasz, jak Ty byś zrobiła lepiej i doskonalej, stajesz się coraz mniej wiarygodna. Tak mówi dziecko, któremu się wydaje, że zna świat.
Poza tym z tą bezdzietną matką po raz kolejny mam wrażenie, że język polski nie może być Twoim pierwszym językiem, bo żart był dość oczywisty. Czyżbyś była obcokrajowcem?
Jeśli w Twojej głowie zapytanie kogoś, czy jest obcokrajowcem, jest równoznaczne z chęcią zamknięcia go w obozie, to dziewczyno, jest z Tobą gorzej niż myślałam.
Ja pamiętam, jak napisała że im więcej brzydkich ludzi dookoła, tym ona wydaje się ładniejsza i jak pisała, że jej facet w ramach gry wstępnej bije ją po twarzy. A i ostatnio, pod wyznaniem pewnej Ukrainki napisała, żeby tu nie opisywała swoich historii bo to nie jest jej pamiętniczek.
Ja i mój Facet mamy pracę biurową. Oboje. Różnica jest w zakresie stanowiska, wykonywanych obowiązków oraz stażu pracy, więc wiadomym jest, że on ma wyższą od mojej.
Ale ja jestem CHORA jak On za mnie gdziekolwiek płaci. Wojuję za każdym razem. Pojechaliśmy na kilka dni, ugrałam, aby opłacić za bilety na pociąg, co w porównaniu z ceną hotelu... To były grosze i nadal czuję się z tym źle, fatalnie. Ale od początku mówiłam, że opcji nie ma, aby płacił za całość samodzielnie. Z Nim jest taki problem, że po prostu On nie uznaje, że kobieta za cokolwiek w Jego towarzystwie zapłaci. Kiedyś byłam mistrzem w wyciągnięciu portfela przed mężczyzną. A Ten mi po prostu wywrócił wszystko do góry nogami. I z Nim mam po prostu olbrzymi problem.
@Hvafaen, ale my jesteśmy ze sobą bardzo krótko, więc nie ma czegoś takiego jak "nasze" w chwili obecnej. Nie mieszkamy razem, nie mamy wspólnego konta, nic nie jest "nasze". Jest albo "jego", albo "moje".
Zaakceptuj jego spojrzenie na sprawę i odkładaj "twoją działkę" na ekstra konto. Przyjdzie z czasem poważny problem, będziesz mogła się zrewanżować.
Kiedyś to było normalne, że facet zarabia na całą rodzinę a kobieta opiekuje się dziećmi i domem. Mężczyzna był dumny z tego, że jest żywicielem rodziny i za punkt honoru przyjmował to czy będzie w stanie zapewnić godne życie wybrance. A teraz kobieta chodzi nawet do pracy a gość się dziwi, że oczekuje od niego, że zadba o ich utrzymanie. Dla mnie to żałosne ale jestem trochę nie z tych czasów mentalnie.
To zależy, czy faktycznie zajmuje się domem, czy siedzi na kanapie i robi sobie paznokcie, chociaż z wyznania można się domyślić, że to raczej to drugie
@bastard to było kiedyś, a później pojawiło się równouprawnienie, tinder simpienie i feminizm xD Teraz laska w wieku około 20 lat nie potrafi schabowego zrobić, chce żeby swiat ją wielbił i dzięki wynalazkowi równouprawnienia oczekuje że Ty będziesz robił w domu wszystko co kiedyś należało do kobiet bo równouprawnienie, ale nie zrobi tego co kiedyś należało do mężczyzny, bo to przecież meskie zajęcie xD Czyli równouprawnienie tam gdzie jest mi wygodnie i tam gdzie nie jest za ciężko xD
Tak było, owszem, ale tylko w wyższych sferach. Ludzie biedni musieli na siebie zarabiać niezależnie od tego, jakiej byli płci i w jakim byli wieku.
"a teraz kobieta chodzi nawet do pracy" - zarąbiste, aż się uśmiałam. No rzeczywiście poświęcenie. Po pierwsze, tak jak Domandatiwa napisał(a), w biedniejszych rodzinach nigdy nie było podziału na płeć, tylko kto mógł, to pracował. Po drugie, teraz też są kobiety które mogłoby zostać w domu i nic nie robić ale wiesz czemu tego nie robią? Chcą wyjść do ludzi, rozwijać się, wykorzystać swój potencjał i najważniejsze, nie chcą skończyć z ręką w nocniku jak zostaną same. Kobiety zależne od finansów mężczyzn są bardziej narażone na przemoc finansową, poza tym wystarczy że facetowi się coś stanie i nie będzie zdolny do dalszej pracy. I wtedy oboje staną się biedni, bo kobieta z długą przerwą w pracy zawodowej nie znajdzie tak łatwo dobrze płatnej pracy.
Więc tak, Autor ma prawo wymagać od żony rozsądku w kwestii wydatków. Kobieta, to nie święta krowa, która skoro już się "poświęca" i pracuje to może się zachowywać jak przedszkolak i trzeba ją jeszcze za to chwalić. Rozwala mnie to że postanowiła iść na L4 przez co jeszcze bardziej obniży dochody w miesiącu... 🤦♀️
Hej wszyscy, ja nie napisałem nigdzie, że uważam, że kobiety powinny siedzieć w domu albo pracować. Nie odnosiłem się do sytuacji w której dwoje ludzi musiało pracować. Odniosłem się do sytuacji mężczyzny, który zarabiał na utrzymanie rodziny, a kobieta nie chciała lub nie mogła pracować. Mężczyzna który potrafił utrzymać rodzinę z jednej pensji to był gość, czuł się z tym dobrze bo był zaradny i stanowił oparcie dla żony. A teraz mężczyzna wymaga od kobiety żeby szła do roboty a jak za mało zarabia to ma pretensję mimo, że on zarabia wystarczająco dużo na godne życie. Dla mnie to żałosne. I do tego uciekać się do jakiegoś oszustwa, podstępu żeby nie dać kasy kobiecie zamiast z nią pogadać i wytłumaczyć. Brak słów.
Ktoś napisze kultularny, ciekawy komentarz odnośnie płci, to zawsze musi się taki ludojadow zjawić ze swoimi mądrościami, betabankomatami, alfami, onlyfansami itd i już koniec rozmowy :/ ja bym tak sobie chętnie pogadała na takie tematy z kimś takim jak @bastard, kto ma może bardziej tradycyjne poglądy w tych sprawach, i w tym tradycyjnym układzie widzi jakiekolwiek zalety. Bo ja nie widzę, mam mocno feministyczne poglądy. Ale no się nie da no. Nie da się.
Kiedyś był to sprawiedliwy podział obowiązków. Ogarnięcie 4+ dzieci, jedzenie przygotować od początku z najprostszych dostępnych produktów, wodę przynieść z zewnątrz i pierw podgrzać w piecu, który najpierw trzeba rozpalić itd itp. W dzisiejszych czasach mamy ciepłą wodę, gotowce z marketu, zmywarki i pralki. Nie trzeba cały dzień siedzieć i chleb piec dla 6-cio osobowej rodziny, więc oboje partnerów może pracować
W życiu nie związałby się z taką damulka, ktora chcialaby tylko w domu siedziec. Kury domowej nie potrzebuje ;) ale może zbyt nowoczesne myślenie mam?
Taki układ był ok, jeśli żona robiła wszystko inne. Ogarniała wielki dom, rośliny, zwierzęta i wychowywała kilkoro dzieci. A nie sytuacja, że facet ma utrzymywać sam rodzinę, mieć na zachcianki żony, a ona ogarnie mieszkanko kilka metrów kwadratowych i zrobi zakupy w Biedrze naprzeciwko bloku i zamówi pizzę na obiad.
@DioBrando
Autor nigdzie nie napisał, że jego kobieta nic nie robi w domu. Więc można założyć, że robi. Do tego pracowała na swoje wydatki. Autor skarży się więc, że wziął sobie za żonę głupią kobietę, która popadła w zakupoholizm i przyzwyczajona do większej kasy trudno się jej przestawić. Ja nie rozumiem takich sytuacji bo mam mądrą żonę i wszystko mogę z nią przegadać a ona szanuje moje zdanie i potrafi się dostosować do tego co wymyślę. Dla mnie narzekanie na swoje złe wybory i żałowanie że trzeba kogoś utrzymywać jest żałosne. Ale jestem typem mężczyzny na wymarciu.
Proponuję usiąść z żoną i zrobić próbna rozdzielność majątkowa. Podliczyć opłaty i rozdzielić je na pół, ustalić budżet na wspólne jedzenie lub ustalić, że przez najbliższy miesiąc każde z was żywi się we własnym zakresie. I nie dokładać królewnie, jak się kaska skończy. I zagrozić, że jak się nie ogarnie z szastaniem pieniędzmi to ten stan rzeczy będzie zatwierdzony przez sąd na stałe. Jak to jej niczego nie nauczy to bierz nogi za pas bo masz jedna z tych, co to milionera zrobią tylko z miliardera😉
Jeśli nie macie dzieci, to jest to dla Ciebie ostatni dzwonek, żeby uciec. Serio. I samemu też pomyśl o prowadzeniu budżetu, bo idzie Ci to tylko nieco lepiej niż żonie.
Natomiast ja, jako kobieta nie wyobrażam sobie żerować na chłopie tak, jak żona autora. To jest oczywiste, że na pewnym etapie wszystko jest wspólne, ale na domowy budżet też muszą pracować dwie osoby. I oczywiście, że może być tak, że jedna strona zarabia mniej, ale nie można oczekiwać od małżonka, że ten zarobi jeszcze więcej. Jakiś umiar w wydawaniu pieniędzy musi być. A jak jej mało to niech sama ruszy dupe i w weekendy pucuje okna, sprząta, czy co tam innego.
Ja na chwile obecną składam się ze swoim facetem na wszystko po połowie. Wyjazdy, wyjścia do restauracji itd. Zakupy raz robi on, raz ja. Obydwoje zarabiamy dobrze, powyżej średniej krajowej. Natomiast jak któreś z nas ma gorszy okres finansowo, bo wpadnie jakiś większy wydatek typu remont, naprawa auta, większy rachunek za weta itd, to oboje robimy krótką przerwę od luksusów, albo wybieramy tańszą opcje. Oszczędności na razie mamy osobne, bo jeszcze nie ten etap związku. Natomiast bardzo się skupiamy na tym, że we wszystkich aspektach dawać po równo do związku.
@PoraNaPiwo wyglądacie na dobrze dogadanych :) a z ciekawości, zarabiacie podobnie? Nam (mi i chłopakowi) pensje rosly skokowo i jakoś tak dziwnie nieregularnie. Bo raz np nie miałam podwyżki przez ponad rok a innym razem dostałam 2.5 tego co miałam przed podwyżka 😳 chłopak tak samo. Przez co były momenty, że nasze pensje się do siebie zbliżały, a były, że on zarabiał znacznie więcej ode mnie. I kiedy dłuższy czas były podobne, to rzeczywiście było łatwo. Ale kiedy była różnica, to ciężko było się dogadać tak, żeby nikt nie był poszkodowany.
@Autor Wyznania,
Cwaniaczysz... podejrzewam, ze zwiazales sie z atrakcyjniejsza kobieta niz bylbys w stanie to zrobic bez pieniedzy (ewidentnie, przeciez nie zgodziles sie na ten uklad z pensja bo babka grala w szachy lepiej niz inne).
Zalet zadnych u niej nie wymieniles, czyli zakladam uroda. Zalet zadnych u siebie tez nie widac, czyli zakladam kasa. To jest bardzo prosty i raczej oczywisty uklad, wrecz klasyczny, ty myslisz ze ta modelka wyszla za prezydenta francji ze wzgledu na jego charakter? Na calym swiecie nie ma chyba nawet jednej osoby ktora by myslala, ze to zwierzecy magnetyzm, poczucie humoru czy cos w tym stylu - bo to oczywisty uklad. A ty niby nie wiedziales w co sie pakujesz?
Miales zarabiac kase, a ona ladnie sie prezentowac w mini. A teraz pokretnie atakujesz jej charakter, z powodu twoich wlasnych problemow z wywiazaniem sie z umowy (z ktorej, podejrzewam, ona sama wciaz sie wywiazuje)...
Nie tlumacz nam sie tu tylko zarabiaj wiecej kasy. Swoja droga, sugerujesz ze ona ma problem z charakterem gdzie to wyznanie ewidentnie wskazuje na taki u ciebie - wiec dlaczego myslisz ze ona powinna byc z toba dokladnie? Nie kasa, nie charakter, co pozostaje? Ciało? Atrakcyjny i dobrze zbudowany facet, z wiecej niz dwoma neuronami pod kopuła, moglby ugrac bez problemu dodatkowe pare tysiecy na samej urodzie tylko...
Miej ty cień szacunku dla samego siebie i pogoń babę
Taka niepozorna sytuacja, a tak dała dużo Ci do myślenia...