#HXNz0

Mam nadzieję, że ta historia otworzy Wam oczy i ostrzeże przed pochopną decyzją wyboru współlokatorek.

Jak wiecie jest dopiero listopad, czyli drugi miesiąc roku akademickiego. Dodam, że jest to mój pierwszy rok na uczelni, więc dosłownie musiałam uczyć się na swoich błędach. Możecie pomyśleć, że to krótki czas, żeby kogoś poznać, ale to co Wam opowiem przechodzi ludzkie pojęcie.
Ale od początku...

O mieszkaniu dowiedziałam się z internetu, niska cena, blisko uczelni, czego chcieć więcej? Jedyny minus, który wtedy nie wydawał mi się problemem to pokój dwu-osobowy.

Kiedy wprowadziłam się pierwszego dnia na mieszkanie, było zupełnie normalnie, wszyscy mili itp. Po tygodniu sielanki, wspólnych wieczorków i fajnych rozmów zaczęły dziać się w mieszkaniu dziwne rzeczy... ale nikt się do nich nie przyznawał. Np. w toalecie wiecznie ktoś zostawiał kłęby czarnych włosów. Nie byłby w tym nic dziwnego, gdybyśmy wszystkie nie były blondynkami. Sprawa była niewyjaśniona przez parę tygodni, ale to nie wszystko.

Zaczęły ginąc moje kosmetyki, głównie maszynki do golenia i płyny do depilacji. To już brzmi dziwnie, ale zaczęłam się bać, kiedy zaczęła ginąć moja bielizna. Myślałam na początku, że no... nie wiem... pralka albo mam nieporządek i się gdzieś zapodziały, ale po 3 tygodniach moja szafka była prawie pusta. Rozwiązanie było jedno, niemoralne, ale nikt się znowu nie przyznawał i czułam się jak jakaś nienormalna, kiedy z nimi o tym rozmawiałam. Kiedy akurat żadnej nie było w mieszkaniu weszłam do pokoju jednej dziewczyny, bo tylko ona nie zamykała na klucz swojego pokoju. Przeszukałam szafę, ale nic z moich rzeczy w niej nie było, za to zdziwiło mnie jedno. W swojej kosmetyczce miała obrożę przeciw pchłom dla kotów... co najmniej dziwne..  ale ok, nie wnikałam i tak było mi głupio, że jej grzebię po rzeczach.

W inny dzień udało mi się wejść do tego zamkniętego zwykle pokoju... i teraz już wiem, czemu był zamykany. Znalazłam w koszu puste opakowania po moich kosmetykach, ale bielizny wciąż nie było. Tydzień temu okazało się, że dziewczyna jest nienormalna i sprzedawała bieliznę w taniej odzieży obok naszego mieszkania. I to mi wystarczyło, żeby zerwać umowę o mieszkanie. Teraz już mieszkam na szczęście z normalnymi ludźmi. Było wiele takich niedorzecznych sytuacji i do dziś niewyjaśnionych, ale ta już przechyliła szalę o mojej decyzji na dobre.

Więc szczerze Wam radzę, nie bierzcie mieszkania w ciemno.
majer Odpowiedz

Cały czas nurtuje mnie ta obroża przeciw pchłom dla kotów...

IrishWoman

Mnie też. Wyznanie chaotyczne, autorka nie musiała wspominać o tej obroży :/

anonimowyandrzej

Może ma kota tylko go gdzieś ukrywa i czesze go w łazience?

karinuredo

Nie tak łatwo ukryć kota, te zwierzęta są nieposkromione...

grzejniczek

Albo opiekuje się jakimś bezdomnym kotem.

Zimowomi

Może ma w domu kota. Kiedyś kupiła mu obroże i wsadziła do kosmetyczki żeby nie zapomnieć, ale jeszcze nie przywiozła jej do domu

ZombieEmi

A ja mam w pokoju opakowanie zasuszonych robali dla gryzoni... musiałam je kupić w większym mieście, bo w moim małym miasteczku nie sprzedają takich cudów. Zanim zawiozę je dla mojej wiewiórki to minie z miesiąc 😢 to dopiero dziwactwo 😂

ThisLove

Może rodzice mają kota.

Czarnoczarnyhumor

karinuredo
Nikt nie mówi, że to żywy kot.

indianka Odpowiedz

Nurtuje mnie co z tymi wlosami

Weimiraa

Łonowce ;p

incensiss

Pewno kocie. Mam wrażenie że przygarnęła zgubę na codzien biegająca na zewnątrz. Kot przychodzi ona go np. karmi i czesze o stąd te włosy

Akoi890

Ale raczej łatwo odróżnić kocie włosy od ludzkich :/

Przytulmnie

Mnie też

Agatka80

Pewnie któraś blondynka jest farbowana.

MatkaWariatka121 Odpowiedz

W żadnym "ciuchlandzie" nie przyjmują odzieży od ludzi z ulicy. Takie ciuchy są prane w specjalnych środkach. Nikt nie ryzykowałby kary za kilka kompletów bielizny.

Pichos

Pracowałam chwilę w ciuchu i tam nic nie było prane. Przyjeżdżał tir załadowany workami z ubraniami i innymi pirdołami, wszystko zrzucało sie na kupę, potem segregowało w zależności od jakości i na sklep.

MatkaWariatka121

Pichos, one są prane w tych środkach zanim są załadowane na tego tira. Przecież logiczne, że nie piorą ich pracownicy dyskontu.

Pichos

jak dla mnie to one nie były prane, bo zdarzały się ubrania z zakrwawionymi podpaskami/tamponami w kieszeniach, pieniądze, biżuteria, śmieci różnego rodzaju, brudne, śmierdzące, spleśniałe.

Pichos

Bielizna również zdarzała się obesrana, majtki odbarwione w kroku albo po prostu jakby ktoś je zdjął po tygodniu i wrzucił do worka z rzeczami do oddania.

MatkaWariatka121

Może pracowałeś w ciuchlandzie z odzieżą nie sortowaną, tam często zdarzają się rzeczy niedoprane. Żeby tego typu ubrania mogły być legalnie sprzedawane, muszą mieć świadectwo dezynfekcji i dezynsekcji. Przed sprzedażą taki towar jest sortowany, prany i zabezpieczany przed insektami i gryzoniami. Właśnie stąd bierze się charakterystyczny zapach.

Pichos

Owszem byłam na sortowni więc widziałam towar prosto z tira ale przy hali był sklep i nie raz sama osobiście wywieszałam te przebrane ubrania na drążki, gdy był duży ruch i dziewczyny nie dawały rady. Jak to wyglądało od strony sanitarnej/prawnej to nie wiem, byłam zwykłym pracownikiem, który robił co mu kazano bo dobrze płacili.

MatkaWariatka121

Matko, widzę, że Ci nie przetłumaczę. Jeszcze raz tylko napiszę, że żeby odzież używana mogła być LEGALNIE (słowo kluczowe) sprzedana, musi być zdesynfekowana. Kończę tą jałową dyskusję.

Pichos

Nie musisz mi nic przetłumaczać bo ja to wiem i rozmumiem. Opisałam tylko sytuację panującą tam i nie twierdzę, że wszędzie tak jest. Dobranoc:)

nikeeyla Odpowiedz

Spoko, moi współlokatorzy (4 chłopaków) na początku też wydawali się fajni. Później okazało się że nie sprzątają, pomimo że każdy miał przydzielone pomieszczenie (toaleta lub kuchnia czy korytarz) do sprzątania, ale im nie przeszkadzało jak kiedyś jeden przyszedł z imprezy i zarzygał cała toaletę, nikt się nie kwapil do sprzątania, czy nawet jak kibel był zasr.ny czy zasikany też im nie przeszkadzało. Po miesiącu zaczęli mnie ignorować i nazywać kur. a (nie wiem w sumie czemu, miałam chłopaka o czym wiedzieli i byłam mu wierna). Używanie moich rzeczy typu sztućce i talerze i nie mycie ich po użyciu to była norma. Kłótnie, bo włączyłam grzejnik (w pokoju miałam po 10 stopni w nocy) a oni muszą dużo płacić za rachunki (za które i tak nie płacili, nawet po kolejnych listach pomagających spłatę zaległości) pomimo że jakoś zawsze mieli kasę żeby iść się najebac raz w tygodniu. Krzyki i bycie głośnym to też norma. Zastawanie mi drzwi w ramach żartu czy próba wejścia do pokoju bo im się pomyliło jak byli pijani to norma. Po dwóch miesiącach wpadłam w depresję, po 5 się wyprowadzilam. Właściciel ściągnął ode mnie kasę i tak, bo 'zerwałam kontrakt', a ja nadal mam problemy i boję się mieszkać z ludźmi i staram się ich unikać jak tylko mogę.
Właściciel mieszkał obok, nie reagował.
Nie polecam.

19941995 Odpowiedz

Myślałam ze kota trzyma w pokoju i ze te klaki w kiblu to ze go wyczesywala i tam wrzucala xd

indianka Odpowiedz

Nurtuje mnie co z tymi wlosami

PanZielony Odpowiedz

Myślałem, że dziewczyna, będzie trzymać kota w sekrecie, a te kosmetyki były po to, aby go móc myć, stąd czarne kudły pod prysznicem xd

nata Odpowiedz

A od kiedy można sprzedawać ciuchy do secondhandów? Z resztą cała historia nie trzyma się kupy. Co mają do tego czarne włosy, dwuosobowy pokój i obroża?

noisyvortex Odpowiedz

Wszystko ok, ale co to znaczy "brać mieszkanie w ciemno"? Jak niby przedtem przeprowadzić research? Wprowadzić się na próbny tydzień, czy zapytać wprost przyszłych współlokatorów, czy nie są przypadkiem nienormalni? :D

AzucarMoreno Odpowiedz

Jeśli takie rzeczy cię tak strasznie bulwersują to jeszcze dużo przed tobą...

Zobacz więcej komentarzy (2)
Dodaj anonimowe wyznanie