#HI99A
Byłam ostatnio w odwiedzinach u koleżanki (godzina 18) z mężem i moim 5-latkiem. Ogólnie żadna popijawa ani nic, tylko zwykła herbata u dawno niewidzianych znajomych. Siedzimy sobie, rozmawiamy i synek zaczynał się już nudzić. Dałam mu zabawki z torby, próbowałam absorbować rozmową, ale pomogło tylko na chwilę. Z mężem chcieliśmy się już zwijać, ale nagle facet koleżanki wypalił „a niech sobie mały pochodzi po domu i pozwiedza”. Z reguły nie pozwalamy mu samemu sobie łazić po obcych domach, ale mieli małe mieszkanko, więc stwierdziłam, że OK, będę do niego podchodzić i może zyskam jeszcze 15 minut. Mały zadowolony poszedł szukać kota znajomych, a my dopiliśmy herbatę (minęło 5 minut) i idziemy po dziecko. Mały siedział w kuchni i obserwował kota, który ułożył się na blacie, jednak nie to wywołało u mnie emocje, tylko fakt, że na parapecie w kuchni (na wyciągnięcie ręki dziecka) leżały narkotyki. I nie mam na myśli zioła (choć to też by było okropne), ale jakieś białe proszki. Okazało się, że partner koleżanki regularnie ćpa i podczas naszej wizyty kilkakrotnie był w kuchni, aby sobie coś wciągnąć. Przy dziecku i obcych dla niego ludziach! To bym jeszcze zniosła, ale fakt, że sam zaproponował, aby dziecko sobie pochodziło po mieszkaniu, zakrawa wg mnie na skrajną nieodpowiedzialność. Nie chcę nawet myśleć co by się stało, gdyby nasz syn zobaczył jakieś fajne woreczki i biały proszek ułożony na parapecie w schludne kreski.
Zrobiłam awanturę, ale nie zadzwoniłam po policję, choć żałuję. Wiem, że z koleżanką kontaktu już nie będę miała, a ta sytuacja dała mi nauczkę jak żadna inna. Nigdy, przenigdy nie pozwalać dziecku chodzić samemu po pustym domu. Dodatkowo jak sobie pomyślę, jak koleżanka z dumą mówiła, że starają się o dziecko, to aż mi się unosi. Co więcej, jego nie znam, ale ona pochodzi z dobrego domu. Normalni rodzice, żadna patologia, pieniądze też miała, sama pracuje w banku, więc w życiu nie spodziewałabym się, że będzie tolerować narkomana i narkotyki pod swoim dachem.
Jak ktoś nie ma dzieci to nawet nie pomyśli, że zostawił coś w ich zasięgu. Ale narkotyki plus starania o dzidzię... Straszne.
Wybacz, ms0nobody, ale piszesz jak typowy ćpun, który myśli, ze wszystko ma pod kontrolą.
A ja mam znajomych, którzy zaniedbali dziecko. I co? Dalej te przykłady anegdotyczne bez potwierdzeń mają sens?
Japiernicze. Załamka. Ćpanie z umiarem, pseudoznajomosc swojej głowy. Żebyś Ty była faktycznie tak świadoma i racjonalna, za jaką podajesz się, to by dobrze było. Tak, ćpasz. Żal, ze nie widzisz w tym ryzyka, niezależnie od tego, co się mówi. Narkotyki są drogą do samobójstwa, niezależnie ile razy będziesz mówiła, jakiej to nie masz kontroli nad swoją głową.
Mam ogromną prośbę, byś dla dobra społeczeństwa i dzieci, które to czytają, skończyła po prostu pierdolić. Skończ pierdolić, schowaj swoje doświadczenia do kieszeni, bo należysz ew. do niewielkiego procentu osób, które mają silną głowę. Szkoda, ze chwilami kosztem braku przewidywania skutków swoich działań i tez.
(1)
"Tak, ja tez pisze o swoich wlasnych doswiadczeniach, ale nikogo przy tym nie oceniam, nikogo do niczego nie namawiam, pisze jedynie w swoim imieniu (i ludzi, ktorych dobrze znam)."
Wiedziałam, że to powiesz. Wiedziałam po prostu, ze to napiszesz, wychodząc z racji wolności słowa, bo jest to zdecydowanie zgodne z Twoimi poglądami. "Ja tylko dzielę się własnym doświadczeniem". A Ty myślisz, ze ile ludzi ma empiryczne, płytkie podejście i wyciąga wnioski wybiórczo z tego, co chce sobie udowodnić? Będziesz świetnym przykładem do tego, że luzik, kontrolka, raz na jakiś czas nie zaszkodzi.
Ojciec mojego chłopaka też wracał najebany raz na pół roku i rozwalał krzesła. Ależ to nie alkoholik, wszystko kontroluje!
Nie, dupa. Ludzie myślą na zasadzie "skoro ona sobie radzi, to ja też", "to nie jest takie straszne", "można to kontrolować". Nie, do cholery. Tego nie można kontrolować. Nie wpadniesz przez 3, wpadniesz za czwartym. Pretekst do tego, by sobie pocpac kilka razy do roku, a potem dochodzi do tragedii, bo ludzie nie potrafią tego równoważyć. LUDZIE NIE MAJĄ TAKIEJ ŚWIADOMOŚCI, JAK TY. LUDZIE NIE POTRAFIĄ SIE KONTROLOWAĆ. Myślą emocjonalnie, nie mają umiaru. Miejże trochę wyobraźni.
Myśl trochę, dziewczyno, bo z tym seksem z kimś się chce i ile się chce, lajcik, nie napominając o tym, ze przygodny seks generuje szansę na nowotwory. Jako osoba rzekomo inteligentna powinnaś być wręcz zwolennikiem tego, co się panoszy w internecie. Jaka jest odpowiedzialność informacyjna za innych ludzi.
Jak to napisałaś ostatnio? Oceniam Cię na podstawie tego, co umieszczasz w internecie? Aż się pofatygowałaś o podanie linku pod wyznaniem?
Barwy, które przytaczasz są pikoprocentem. Jeśli coś, jakieś gówno, powoduje, że żywo wychodzi kilkanaście osób na kilkaset, jeśli po szkołach chodzą ludzie, którzy organizują warsztaty, przestrzegają młodzież przed najgorszym błędem, a ci, którzy wyszli opowiadają publicznie, jak to jest, by szerzyć świadomość.
(2)
(...) to znaczy, ze jest to szkodliwe społecznie. Równie dobrze ktoś mógłby napisać wyznanie o koszmarnym odżywianiu, przed którym ostrzegał bliską osobę, ta zmarła, a Ty piszesz, ze masz babcię, która jest po 90 na sprawnym umyśle, całe życie smażone rzeczy na tłustym i żyje. No, do cholery, co to za logika XD
I co wnosi Twoje wyznanie, które wykracza poza standardowe konsekwencje. Ja też mogę mówić, ze mam tak i tak, walić badania naukowe, olać problemy społeczne, ja tutaj tylko się dzielę swoim doświadczeniem, nikogo nie namawiam!
Stąd też odnoszę się do fragmentu:
"Podejmuje w zyciu wiele ryzykownych decyzji, bo taki mam charakter. Ale uwazam, ze dopoki dotycza one jedynie mojego zycia, to mam do tego swiete prawo."
Rob sobie, co tam uważasz za dobre ze swoim życiem. Tylko nie pisz głupot dwuznacznych, z których ktoś mógłby zbagatelizować odwieczny problem narkotyków. To jest do cholery niebezpieczne, szczególnie dla dzieci i młodzieży, które nie potrafią myśleć krytycznie, odróżnić faktów od opinii. Które nie mają umiaru. Przecież zawsze każdy YouTuber tak się przykłada, by sprostować sprawę, nakreślić indywidualność sytuacji i że nikogo nie namawia i broń Boże zachęca. Bo wie się, jak różnie można interpretować.
Stąd też naprawdę nie musisz mi mówić, co sobie poczynialas i z kim kiedy, jak często i jak było.
Pozdrowienia.
Oby twoja koleżanka nie zaszła w ciążę. A wy lepiej trzymajcie się z dala od ćpunów
A może warto przy okazji wychować swoje dziecko i nauczyć go, że NIGDY nie ruszą się cudzych rzeczy? Takie sprawy ogarnia już bez problemu trzylatek, dla pięciolatka to bułka z masłem.
Rozumiem oczywiście niepokój itd. Ale gdybyś wychowała dobrze swoje dziecko, to miałabyś do niego ZAUFANIE. A na stole mógłby leżeć nabity pistolet i maluch by go nie tknął. Wówczas miałabyś w zadku, co oni trzymają na parapecie.
Poza tym to kuchnia, w normalnie używanej kuchni jest pełno ostrych noży. Jakby się mały zaciął, to też byś była oburzona, że noże w kuchni trzymają?
I nie, nie jest prawdą, że dziecięca ciekawość, że to tylko dziecko, że nie da się dziecku wytłumaczyć. Da się. Na tym polega wychowanie. A dzieci są inteligentne i doskonale wiedzą, kiedy i kogo słuchać, a kogo zlewać po całości.
Nie zgadzam się z tym „ Takie sprawy ogarnia już bez problemu trzylatek, dla pięciolatka to bułka z masłem.”, z tym „ Ale gdybyś wychowała dobrze swoje dziecko, to miałabyś do niego ZAUFANIE. A na stole mógłby leżeć nabity pistolet i maluch by go nie tknął.”, a także z tym „
I nie, nie jest prawdą, że dziecięca ciekawość, że to tylko dziecko”. Jako osoba pracująca na codzień z dziećmi z wykształceniem w tym kierunku, mogę z całą pewnością stwierdzić, że owszem - wychowanie polega na nauce dziecka odpowiednich zachowań społecznych oraz na zaufaniu, jednakże dzieci małe, czyli w tym pięcio- (a co dopiero trzy-) letnie mają w naturze chęć samodzielnego eksplorowania świata. To naturalna reakcja, intuicja, wrodzona ciekawość i chęć odkrywania rzeczywistości. I tu naszą rolą, jako rodzica/opiekuna, jest zapewnienie dziecku opieki i uwagi, aby dziecko zaspokajało swoją ciekawość w stopniu bezpiecznym. Dziecko ma ochotę zobaczyć, co się stanie, jak naleje bardzo dużo płynu do wanny i naleje wodę? Super, zobaczmy! Dziecko ma ochotę dotknąć rozgrzanego żelazka, bo jest ciekawe, czy naprawdę jest takie gorące? No niestety, to nasza rola, aby dziecko powstrzymać. Dlatego tutaj nie ma kwestii złego wychowania, dziecko naturalnie wzięłoby to, co je ciekawi do rączki. Tutaj jest kwestia nieodpowiedzialnego zachowania ze strony rodziców i pozostawienie małego dziecka samemu sobie w mieszkaniu.
takietamzpogranicza Wybacz, nie chce mi się wchodzić w dyskusje i udowadniać tu swoich racji.
Za to serdecznie polecam książkę "W głębi kontinuum". Skoro pracujesz z dziećmi, być może wyniesiesz z niej coś ważnego dla siebie i przydatnego w pracy. Albo i nie, nie wiem.
Pozdrawiam. :)
Znam tę książkę, nie jest odkrywcza, jeżeli ktoś pracuje jako porozumieniowiec od 10 lat (skoro znasz książkę to z pewnością rozumiesz, o czym piszę). Skoro nie chcesz wchodzić w dyskusję, to jak najbardziej to rozumiem, jednakże przykre jest to, że zakładasz, że to ja muszę zmieniać sposób myślenia i „wynosić coś wartościowego”. Skąd pomysł, że Ty nie możesz? Może by się udało, gdybys zechciał porozmawiać. Poza tym nie musisz udowadniać swojej racji, ja również nie udowadniam na siłę swojej. To raczej kwestia różnych punktów widzenia, dlatego nie mówię, że nie masz racji, tylko że się nie zgadzam z Twoją opinią (tak samo, jak Ty nie zgadzasz się z moją). Ja swoją uzasadniłam całkiem dosadnie, szkoda, że nie mogę się przyjrzeć lepiej Twoim przemyśleniom, a jedynie odsyłasz mnie do obowiązkowej lektury dla osób, które pragną rozwijać się w pracy z dziećmi. Również pozdrawiam! ;)
takietamzpogranicza Masz absolutną rację. Po Twoim wpisie założyłam, że nie znasz tej pozycji. Mój błąd.
W jednym domu były narkotyki, nie znaczy że w każdym są i będą. Nie zachowuj się jak kwoka, opanuj emocje. Wychowaj syna na przeciwnika ogłupiających używek, to nie będziesz musiała mu niczego zabraniać.
Zadzwoń na policję. Nie ważne ile czasu minęło. Powiedz co o człowieku wiesz. Nie wiadomo czy coś zrobią, ale przynajmniej będzie w aktach...
Koleś już naraził dziecko na śmiertelne niebezpieczeństwo. Wasze dziecko. Nie wiadomo ilu jeszcze znajomych tak do nich pójdzie i ile dzieci sobie tak jeszcze będzie eksplorować to mieszkanie ale będzie mieć mniej szczęścia. Tylko to może być kolejne albo któreś z kolei. Albo naćpany partner koleżanki wpadnie na głupi pomysł zabawy bardzo niebezpiecznej albo wsiądzie do auta i spowoduje wypadek. Zgłaszać na policję bez żadnych wyrzutów sumienia.
Odpowiedzialność za dziecko należy do rodziców. Skoro rodzice uznali, że można puścić dzieciaka samopas to gdyby coś się stało odpowiedzialność jest ich. Równie dobrze dziecko mogło się zainteresować nożem na blacie, który nie byłby tak kontrowersyjny jak narkotyki, albo chociażby widelcem czy łyżeczką. Mało tego to rodzice popełnili przestępstwo w zasadzie bo dziecko było bez nadzoru, a zawsze powinno być pod nadzorem dorosłego.
Opowiadacie bzdury. W żadnym sądzie nikt by się nie wybronił z faktu, że porozkładał w swoim mieszkaniu narkotyki dostępne tak, że zatruło się nimi dziecko. To, że dziecko ma opiekuna nie znaczy, że nie jesteś odpowiedzialny za to żeby mieszkanie zabezpieczyć żeby się dziecku w nim nic nie stało. Co zostawisz kreta żeby się dziecko napiło a potem będziesz miał pretensje do rodzica, że nie upilnował? No oczywiście, że nie. To rodzic do ciebie będzie miał pretensje i będzie mógł dochodzić odszkodowania.
Ty chyba nie bardzo rozumiesz, że dziecko ma być pod opieką rodzica i to on jest odpowiedzialny za jego bezpieczeństwo. Mogę mieć w domu co pół metra otwartego kreta ale jeśli jest tam dziecko to zadaniem rodzica jest temu dziecku zapewnić bezpieczeństwo, więc pilnuje dziecka, zamyka butelki żeby zlikwidować zagrożenie albo wychodzi żeby dziecko nie przebywało blisko zagrożenia. Masz dziecko to odpowiedzialność jest twoja i o ile krzywda nie była zadana celowo tylko była skutkiem tego, że opieki rodzica nie było to nikt nie skaże kogokolwiek za to, że u siebie w domu miał coś potencjalnie niebezpiecznego dla dziecka. Jak znajoma mnie odwiedza to ona dba o to żeby dziecko nie poszło do części mieszkania w której może jej coś grozić, a ja nie zabezpieczam mieszkania pod dziecko na czas ich wizyty.
Jeśli oni starają się o dziecko to lepiej zawiadomić pewne organa ścigania.