#H4kbg
Lata temu pojechałam do Lublina (nigdy wcześniej tam nie byłam), żeby sfotografować warsztaty muzyki gospel (na zaliczenie na uczelnię). Organizatorzy twierdzili w mailach, że chętnie mnie wpuszczą, że załatwią mi darmowy nocleg i że scena będzie świetnie oświetlona. Pełna nadziei spakowałam aparat, obiektywy, kilkanaście złotych na jedzenie, szczoteczkę do zębów i koszulkę do spania, ubrałam krótką spódniczkę i pojechałam. Sprawdziłam na wszelki wypadek pociągi powrotne – jeden koło 22:30, drugi o 6 rano.
Schody zaczęły się, kiedy wysiadłam z pociągu. Najpierw zorientowałam się, że padł mi telefon, a ja zapomniałam ładowarki, potem, że jeszcze pół godziny autobusem muszę jechać i kolejne dziesięć minut iść, żeby dotrzeć na miejsce.
Na miejscu niespodzianka: zmieniła się koncepcja oświetleniowca, śpiewających oświetla tylko czerwona lampka. Od tyłu, oczywiście. A moje lampy zostały w domu. Pocykałam, co się dało i przezornie zapytałam organizatorki, czy mój nocleg jest pewny. Powiedziała, że tak. Koncert skończył się o 23. Wtedy okazało się, że jednak nie. Tzn. jeśli chcę, mogę za 10 złotych przespać się na podłodze w kościele (sic!). Licząc na inne standardy, śpiwora i karimaty oczywiście nie miałam.
Postanowiłam dostać się na dworzec i coś wymyślić. Oczywiście ostatni autobus zdążył już odjechać, ale bardzo miła pani (pozdrawiam ją z tego miejsca serdecznie) powiedziała mi, że jak wsiądę w autobus jadący w drugą stronę, to za dwadzieścia minut dostanę się na pętlę, z której całą noc jeżdżą autobusy na dworzec. Wsiadłam w ten autobus i za 20 minut rzeczywiście byłam na pętli, z której ostatni autobus w stronę dworca odjechał godzinę wcześniej. I oto nastał czas apokalipsy – ja sama, w krótkiej kiecce, z torbą kryjącą sprzęt za kilka tysięcy złotych, z rozładowaną komórką, kilkunastoma złotymi w kieszeni na obrzeżach miasta, którego kompletnie nie znam i nie mam w nim żadnych znajomych, stoję sobie za piętnaście dwunasta w nocy. Pętla okazała się bursztynowym szlakiem dresiarzy, przed którymi chowałam się trzykrotnie za śmietnikiem.
W końcu pojawił się mój wybawca – szedł sobie drogą jakiś mężczyzna, którego postanowiłam poprosić o pomoc. Już nic nie miałam do stracenia. Dobra dusza zaprowadziła mnie na dworzec (ponad półtorej godziny z buta) i nawet chciała zaprosić do domu, ale trochę się bałam.
Pociągu brak, ale obmyśliłam drogę wiodącą przez trzy przesiadki. W pociągu dosiadł się do mnie czosnkowy dziadek, mający do przejechania tę samą trasę, co ja. Dziadek zamknął przedział, zasunął zasłonki, zgasił światło i rzekł: "Może się prześpisz? Przecież cię nie zgwałcę!". Z przedziału udało mi się uciec i jakoś dotarłam do domu, ale wrażenia niezapomniane.
PS Zdjęcia oczywiście nie wyszły.
To strasznie potrzepana i nieodpowiedzialna musisz być, że jadąc w obce miejsce nie przygotowujesz się do tego. Nocleg "na gębę ", brak ładowarki, rozładowany telefon, kilkanaście złotych w kieszeni + krótka spódniczka ( bardzo wygodne i przemyślane rozwiązanie na samotną podróż w nocy). A instynkt samozachowawczy jakiś masz?
Dziwne, że to przeżyła i nic jej sie nie stało.
@ms0nobody
Tak zrobiłby ogarnięty człowiek. Autorka zachowywała się jak małe, głupie dziecko...
ms po co rozmawiasz z trollem?
Widocznie jesteś bardzo słabo zorganizowana.
Rixi, musisz być równie inteligentna inaczej, jeśli ufasz takim randomom ludziom na słowo.
Poza tym kolejne czynniki, jak minimalna liczba kasy, brak sprzętu, jakim jest ładowarka i nieogarniecie sobie naładowanego telefonu (w ogóle niespojrzenie na stan baterii), jest dostatecznym świadectwem bezmyślności, głupoty, nieogarniecia, nieodpowiedzialności i przed wszystkim braku wyobraźni u Autorki.
Nie pracujesz zbyt często. I raczej niezbyt szczęśliwie.
Chyba nigdy wcześniej nie organizowałaś sama sobie wycieczek?
Mimo wszystko wolałabym spać w kościele...
A ja wolałbym wziąć więcej kasy i spać w hotelu, nawet jakbym miał wybulić parę stów. Albo zorganizowac wyjazd tak, by nie było to konieczne.
Rixi, zacznijmy od tego, ze ona sobie nic nie zorganizowała, nawet środków kontaktu ze światem, nawet kasy, nawet transportu xD
Ale wiesz, że sama jesteś sobie winna, że tak wyszło? Miałaś więcej szczęścia niż rozumu.
Głęboka myśl
I twój wybawca akurat przypadkiem szedł w stronę dworca i tak z nudów spacerował z tobą półtorej godziny.
To akurat może być prawda. Może liczył na stosunek płciowy a nie chciał być nachalny.
Albo był dobrym człowiekiem. Zdarza się.
Ile oceniających się pojawiło, jakby ktoś was prosił o to.
A swoją drogą, nie wiem jak teraz wyglada życie studenckie, ale chyba bardzo smutne, bo wszyscy tacy rozsądni, uporządkowani
Teraz to każdy prawko, samochód od rodziców albo i swój, kieszonkowe 2,5 tysiąca miesięcznie...za hajs starych baluj :)
No, z tym balowaniem...pewnie siedzą z nosami w srajfonach, takie dziś imprezy.
Gdzieś już czytałem tę historyjkę. Kilka lat temu, więc pewnie dotyczyła czasów koło 2005r. Wtedy mało kto nosił ze sobą ładowarkę.
Autorko, potraktuj to jako lekcję życia :). "Spodziewać się najlepszego, ale być przygotowanym na najgorsze". Nie ma co ufać obietnicom "na gębę", zwłaszcza wtedy, gdy nie zna się firmy i nie podpisuje z nimi umowy (nic nie piszesz o wypłacie ani o umowie, więc zgaduję, że był to wolontariat), o wszystko trzeba dopytywać wcześniej - jaki nocleg, standard, gdzie, kiedy itp. itd. Jeśli nikt nie poda takich szczegółów, to od razu powinna się zapalić ostrzegawcza lampka w głowie, która skłoni do samodzielnego ogarnięcia noclegu.
Podczas organizacji imprez z reguły dużo się dzieje, łatwo o jakieś nieprzewidziane zmiany (właśnie takimi, jak ta z oświetleniem).
Jeśli wozisz ze sobą sprzęt, to już zabranie małej ładowarki nie powinno być problemem, a teraz wiele pociągów ma kontakty w przedziałach (można sprawdzić takie informacje na stronie PKP). Co do pieniędzy — warto jeździć z kartą albo ogarnąć płatności telefonem. Nie trzeba wozić gotówki i martwić się potem brakiem pieniędzy. Zainstaluj też aplikację Booking w telefonie i załóż konto. Potem w przypadku problemów z noclegiem, masz możliwość szybkiego wyszukania różnych opcji noclegowych w obcym mieście, bez konieczności biegania, pytania i dzwonienia. W ten sposób dwa razy bez problemu załatwiłam nocleg w niespodziewanych sytuacjach. W Toruniu trafiłam nawet dwupokojowe mieszkanie taniej niż cena noclegu w hotelu.