#GqDrB
Nie udało się to kilku kolejnym ludziom przede mną przez ostatnie 3 lata. A ja mimo braku doświadczenia i znajomości branży nadałem ton zmianom i doprowadziłem wszystko do ładu. W korporacji jestem uważany za synonim sukcesu i gwaranta porządku, wszyscy mnie lubią i coś tam przebąkują o awansie. Ale od lat choruję na serce i taka praca jest dla mnie zabójcza. Wiele godzin, gigantyczny stres, to na dłuższą metę nie na moje zdrowie.
Nikt jeszcze tego nie wie, ale ja tak długo nie pociągnę. Muszę zmienić pracę, bo ta mnie zabije. Najgorsze jest to, że jak odnalazłem swoje miejsce na zawodowym szlaku, miejsce, które naprawdę lubię i gdzie odnoszę sukcesy, to muszę się wycofać. Zżyłem się z tą firmą, z ludźmi, wrosłem jak korzeń w skałę i kocham to co robię. Wiele osiągnąłem tym krótkim czasie. I cóż, szukam innej pracy. Odsuwam to w czasie, wybieram pracodawcę... Płaczę po cichu, jak nikt nie widzi. Któregoś dnia odejdę bez pożegnania i to będzie najsmutniejszy dzień mojego życia.
Nie odejdziesz z dnia na dzień, bo musisz złożyć wypowiedzenie.
Jeśli lekarz potwierdzi na piśmie szkodliwość stresu i przypnie się odpowiednie badania, to może obędzie się bez wypowiedzenia, za porozumieniem stron, bo co Januszowi po pracowniku, który albo sam odejdzie, albo w pewnym momencie z zakładu będą go wynosić na noszach
Nie przejmuj się tak, zdrowie jest ważniejsze od harowania na jakiegoś janusza biznesu. On się nie przejmie jeżeli umrzesz, ale ty musisz o siebie zadbać