#GV0A2
W zerówce było fajnie. Jedyne, co miało zły wpływ na świetnie spędzony tam czas, było to, że przez jakiś czas wstydziłem się pytać pani, czy mogę iść do toalety, co skończyło się kilka razy mokrymi majtami. Lecz pewnego razu, kiedy przezwyciężyłem wszystkie opory, w końcu poszedłem do tej toalety z ogromną potrzebą wysikania się. Kiedy doszedłem do toalety, okazało się, że ktoś tam już siedzi. Pukałem i próbowałem otworzyć drzwi z coraz większym ciśnieniem, ale się nie udało. Kiedy już wiedziałem, że się nie uda, zrobiłem to, co pierwsze wpadło mi do głowy. Wszedłem do pomieszczenia obok, gdzie były prysznice, i tam z ulgą załatwiłem swoją potrzebę. Jakież to było zwycięstwo! Po dokonaniu tej czynności wróciłem do sali i wznowiłem to, co musiałem przerwać.
Myślałem, że nikt się nie dowie, lecz niestety stało się inaczej.
Przyszła pani sprzątaczka i z oburzeniem spytała, kto nasikał do pryszniców. Nikt się nie zgłaszał i nikt nie zadawał szczegółowych pytań, więc po wyjściu sprzątaczki uznałem to za kolejne zwycięstwo.
Tak że tak to kiedyś było. Mam nadzieję, że nikt wtedy nie połączył tych faktów ze mną.
Kiedyś nie było w szkołach pryszniców, za to toalet dla uczniów było zdecydowanie więcej niż jedna. No i to wyznanie też już było:)
Płyny w brodzikach na ogół spływają, więc jakim cudem mocz pozostał. Zakorkował odpływ? 😉