#GIFjB

Wychowałam się w wielodzietnej rodzinie na wsi, miałam 6 rodzeństwa. Mieszkaliśmy w domu zbudowanym przez pradziadka po wojnie, były tam 2 pokoje i kuchnia. Potem rodzice dobudowali jeszcze 1 pokój. Wodociąg założono w latach 80., mieliśmy szambo. Było bardzo ciężko i biednie, donaszaliśmy ubrania po sobie (młodsi po starszych), po kuzynach. W wakacje zbieraliśmy grzyby i jagody w lesie, później to sprzedawaliśmy. Poza tym oczywiście szkoła i praca na gospodarce u rodziców.

Między najstarszym bratem a najmłodszą siostrą jest różnica 16 lat. Młoda jest rozpieszczana, miała więcej niż inni. Tłumaczyłam sobie to tym, że jest najmłodsza. OK. 1,5 roku - 2 lata przed urodzeniem się młodej mama urodziła braciszka. Po kilku dniach w szpitalu w pobliskim miasteczku wróciła do domu. Sama. Rodzice powiedzieli nam, że brat urodził się bardzo chory. Po 2 dniach pojechali do niego i powiedzieli, że brat zmarł. Zorganizowali już pogrzeb i wszystko jest załatwione, zostanie pogrzebany w grobie prababci. Nie zabrali nas na pogrzeb.

Teraz robimy skok do teraźniejszości. Mama kilka miesięcy temu miała operację - miała raka jajników. Wycięli jej wszystko. Gdy była krótko po operacji, siedziałam przy jej łóżku. Źle się czuła po narkozie. Wymamrotała, że ta choroba to kara za oddanie chorego syna do adopcji. Uspokajałam ją, ale tym bardziej trzymała się swojego. Mówiła, że nie daliby rady opiekować się tak chorym dzieckiem, jeździć po lekarzach, szpitalach, rehabilitować go. W końcu zmęczona przysnęła. Długo myślałam nad słowami mamy. W końcu przy okazji odwiedzin w domu rodzinnym pociągnęłam tatę za język.

Dowiedziałam się, że tak naprawdę brat nie zmarł - oddali go do adopcji. Był bardzo chory, nie daliby rady opiekować się nim i go leczyć. Z powodów finansowych i mieszkaniowych musieli go oddać.

Nie wiem na co był chory. Rozumiem tok myślenia rodziców, ale nie mogę przestać o nim myśleć. Czy żyje, jak wygląda, czy jest bardzo chory i czy trafił do rodziny adopcyjnej. Czasem jak widzę niepełnosprawnego chłopca w mniej więcej wieku brata to myślę: może to on?
Puffballofdoom Odpowiedz

Rozumiem, że to duża i szokująca wiadomość, ale patrząc na opis waszej sytuacji Twoi rodzice prawdopodobnie postąpili najlepiej jak mogli. Nie pochwalam mówienia całej rodzinie, że dziecko zmarło, ale też nie potępiam - taka decyzja musiała być ciężka sama w sobie, bez konieczności tłumaczenia. A opieka nad ciężko chorym dzieckiem wymaga dużo czasu i jeszcze więcej pieniędzy, często zmian w mieszkaniu, żeby dziecko w ogóle mogło w nim żyć.

Sebastian001

A co z dzieckiem? Umiesz zobaczyć sytuację z perspektywy rodziców autorki. Zobacz to z perspektywy tego chłopca, dobrze wie dlaczego trafił do adopcji jeśli jest na tyle sprawny.

Mammalia

Dzięki adopcji trafił do rodziny, która może mu pomóc. Biologiczni rodzice nie mogli nic mu dać. Miłość to za mało.

gmd

@Sebastian001 Aborcja- źle, adopcja też. Poczytaj czasami co piszesz. Za łatwo przychodzi ci oceniać.

Kiczykiczy Odpowiedz

Twój rodzice dobrze postąpili, nie mieli warunków, i dziecko by się męczyło i cała rodzina...a kto wie może teraz jest w kochającej i stabilnej rodzinie?

Sebastian001

A może nie jest?

Luuuuuuzik

Sebastian001 A moze nie powinienes sie wypowiadac na anonimowych, bo juz kazdy ma dosc tych twoich wypocin.

PurpleLila Odpowiedz

Wbrew pozorom to Twoi rodzice zachowali się bardzo odpowiedzialnie.

OgonekUszaka Odpowiedz

Autorko, mój tato również został oddany do adopcji. Bo po pierwsze: urodził się z wadą nóg. A po drugie: jego matka była niepełnosprawna (ciężka wadą wzroku). I po trzecie: nie wiadomo było kto jest ojcem (panna z dzieckiem na wsi? -tragedia)

W tym roku znaleźliśmy ojca mojego taty. Nie przyznał się. Chociaż wiemy, że to on. Podobizny nie da się ukryć.

A wiesz, jaka kara go dopadła??
Że nigdy nie urodził już mu się syn. Nigdy nikt nie ,, przedłuży" nazwiska.

A matka? Gdy do niej pojechaliśmy powiedziała: ,,oddałam go bo miał takie krzywe nóżki"...
I tylko tyle...

Ja jestem wdzięczna mojemu dziadkowi i babci (zawsze mówię, że to są ,,prawdziwi" dziadkowie), że adoptowali tatę. Bo zajęli się nim, jak powinni się zająć prawdziwi rodzice.

Aaa... Z tamtymi ,,rodzicami" nie utrzymuje kontaktu.
A ja nawet nie myślę o nich jak o dziadkach.

Dosiaa97 Odpowiedz

Oddali chore dziecko, bo ich na nie nie stać, ale po 1,5 roku zrobili sobie kolejne? o.O

Regina Odpowiedz

Rzadko kto adoptuje takie dzieci, przeważnie trafiają albo do domów dziecka, albo do rodzin zastepczych. Poszukaj może żyje gdzieś ktoś z twoim nazwiskiem, urodzony w dniu takim a takim

Piwosz Odpowiedz

A przepraszam bardzo, rodzice nie znali sytuacji finansowej gdy sie grzmocili?? Normalny odpowiedzialny czlowiek gdy wie, ze nie stac go na utrzymanie dziecka to uzywa ZABEZPIECZENIA! Wiec nie mowcie tu o odpowiedzialnosci! Jaka to odpowiedzialnosc, ze 6 dzieciakow chodzila biedna i nie miala warunkow by normalnie zyc. Ale pieprzyc im sie chcialo, jak diecko zdrowe to jakos to bedzie ale jak chore to oddali bo za duzy koszt. Smieszne.

12345abc12345

A może pretensje do rodziców autorki a nie do niej? Jej wina że "rodzice sie grzmocili"?

Piwosz

Nie mam pretensji do autorki, wrecz przeciwnie bardzo mi jej żal, że dorastała w takich warunkach. Odniosłam się tylko do komentujących, którzy nagminnie podreślali słowo "odpowiedzialność". Moim zdaniem tutaj żadnej odpowiedzialności ze strony rodziców nie było! Ich niekontrolowane pieprzenie się niestety ma smutny finał dla całej tej rodziny. I na to chcę zwrócić uwagę. Na szczęście czasy się zmieniły, coraz mniej jest takich patologii, kobiety są bardziej świadome w temacie płodności, antykoncepcji, mają do niej dostęp. Ludzie nie powinni rozmnazac się jak króliki, tylko do rodzicielstwa podchodzić rozważnie, bo spłodzić dziecko to nie sztuka, a utrzymać je i zapewnić godny start w życiu.

szklankawody

Tez mnie to zawsze zastanawia, że ludzie których nie stac na kilkoro dzieci, przeważnie je mają. Ja rozumiem, że dziecko itp, No ale jak nie ma warunków i kasy to na cholerę sie męczyć? Prawda jest taka, ze to dzieci najbardziej są poszkodowane.

karolinamazda Odpowiedz

Rozumiem żal, bo to rodzony brat, bez względu na to, czy chory, czy zdrowy.
A rodzice, mimo, że zrobili najlepiej, jak mogli, oddając go do adopcji rodzinie, ktora była w stanie zapewnić mu lepsze warunki, powinni wyznać prawdę, bo kłamstwo ma krótkie nogi. Może nie od razu, maleńkim dzieciom, ale po jakimś czasie, kiedy dzieci wiele potrafią zrozumieć.

Misiaaaa Odpowiedz

Nie rozumiem twoich rodziców. Wiedzieli, że nie są w stanie utrzymać chorego dziceka, więc po 1,5 roku zrobili kolejne.

DLH454 Odpowiedz

Po kiego grzyba bieda się rozmnaża skoro nie ma środków na utrzymanie?

Zobacz więcej komentarzy (4)
Dodaj anonimowe wyznanie