#FbbTU
W naszym zespole jest Monika, która ma podobny defekt do mojego. Pewnego dnia przed rozpoczęciem zmiany siedziałyśmy w pokoju wypoczynkowym i wymieniałyśmy się doświadczeniami związanymi z bliznami. Rozmowie przysłuchiwał się kolega, Tomek, który postanowił pocieszyć Monikę, opowiadającą o tym, jak w wieku nastoletnim chodziła w upalne dni w swetrach, bo wstydziła się swojego wyglądu; miałam dokładnie tak samo, czym się z nią zresztą podzieliłam. Tomek powiedział jej coś, co sama bardzo chciałabym kiedyś usłyszeć – żeby się nie przejmowała, bo pomimo tych blizn wygląda świetnie. Trochę poczułam żal, że tylko jej tak dodał otuchy, ale jako posiadaczka supermocy bycia niewidzialną dla mężczyzn nie ubolewałam nad tym jakoś bardzo – zdążyłam się przyzwyczaić, a zresztą dopiero się poznaliśmy. Prawdziwą przykrość sprawiło mi to, co zdarzyło się parę dni później.
Spędzałam przerwę z tym samym kolegą. Najpierw uświadomił mnie, że zapomniał jak mam na imię – w sumie to moja codzienność, mężczyźni nie zawracają sobie głowy zapamiętywaniem mnie. Po chwili zauważył, że moja ręka wygląda nietypowo, zapytał co mi się stało, opowiedziałam więc skrótowo jak doszło do wypadku.
Czy usłyszałam standardowo wypowiadane w takiej sytuacji przez ludzi słowa, że ojej, jak to przykro, musiało bardzo boleć, albo cokolwiek neutralnego? Nie. Popatrzył z obrzydzeniem, zaczął wodzić palcem tuż nad moimi bliznami, po czym powiedział: „Boże, ta rana wygląda okropnie... Nawet mnie przebijasz pod względem ran, he, he” [pracujemy w gastronomii, gdzie łatwo o oparzenia] i pokazał mi swoje praktycznie gładkie ręce. Zbił mnie z tropu, po chwili zbierania myśli powiedziałam, że to trochę chamsko powiedzieć coś takiego kobiecie, ale chyba nawet mnie nie usłyszał, po prostu się odwrócił i poszedł.
Teksty koleżanek, że powinnam zakryć blizny tatuażem, nie zabolały tak bardzo jak to. Do tej pory jakoś akceptowałam tę swoją cechę, postanowiłam nie wykonywać już więcej żadnych zabiegów poprawiających wygląd skóry, byłam z siebie bardzo dumna na studniówce, kiedy zrzuciłam bolerko i zatańczyłam poloneza bez niego (swoją drogą, i tak wycięto fragmenty, gdzie widać tę gorszą połowę mojego ciała). A takie słowa od mężczyzny sprawiły, że ta moja budowana latami samoakceptacja porządnie się zachwiała.
Za chwilę wychodzę do pracy i zastanawiam się, czy wszyscy mężczyźni – koledzy z pracy i goście, których obsługuję – czy oni myślą tak samo, że wyglądam obrzydliwie... I wątpię, że w ogóle spotkam kiedyś takiego księcia, który powie, że pomimo tych blizn jestem fajną dziewczyną.
Podejrzewam że koleś chciał po prostu poderwać tamtą laskę.
Bardzo celnie prosto w środek tarczy
Ta laska ma chłopaka i on go zna, ale pewnie masz rację.
Czyli koleś to zwykły frajer, nie masz się czym przejmować ;)
Po prostu idiota. Takimi to nie warto sobie głowy zawracać.
Może cie to nie pocieszy bo jestem kobietą ale, osobiście lubię blizny. Nieważne czy kobieta czy mężczyzna. Każda blizna ma swoją historię. Osobiście bardziej cenie takie osoby (choć nie chodzi mi o to że "wow ma blizny przeżył wiecej"). Nigdy u swoim znajomym nie dałam odczuć ze jeśli mają blizny to są gorsi. Koles jest idiota, a ty trafisz na kogoś kto będzie lubił blizny lub nie będzie zwracał na nia uwagi ;)
Mi też podobają się blizny, obojętnie gdzie, na nogach, rękach czy twarzy. Szczególnie podobają mi się u mężczyzn, uważam je za szalenie pociągające :p
Blizny są fajne, zazwyczaj skrywają w sobie jakąś historię. Sam mam ich całkiem wiele, ale nie są zbyt duże. U dziewczyn również mi się podobają ;)
Moja historia akurat nie porywa, po prostu polałam się wrzątkiem jako małe dziecko. Ale już wolę tak, niż jakby miało się to wiązać z pożarem, w którym ktoś poważnie ucierpiał :)
Ja urodziłam sie z dwiema ciemniejszymi plamami na udzie (nie są to typowe „myszki”, po prostu są to dość spore plamy o duzo ciemniejszym odcieniu od mojej ogólnej karnacji). Przez cała podstawówkę i gimnazjum wszyscy sie ze mnie śmiali, ze jestem „łaciata jak krowa”, robiłam wszystko zeby je zakryć. Po kilku latach z tymi samymi ludźmi w klasie, znudziło im sie wytykanie palcami, albo po prostu sie przyzwyczaili. Co z tego, ze nawyk zakrywania został mi na długo. Nogi odsłoniłam dopiero w 3 klasie liceum na wf. Zobaczyła to laska, ktora uważała sie za idealna (typowy rozwydrzony banan) i zaczęła sie naśmiewać, ze jestem „wybrakowana”. Zabolało, bo jak przez te 3-4 lata przestałam zwracać na nie uwagi, tak znowu zauważyłam swój „defekt”. Naśmiewała sie ze mnie dopóki jej nie odpowiedziałam: „jakbym zaginęła to po tych plamach bez problemu mnie zidentyfikują, a ty bedziesz pochowana jako NN bo Cie nie rozpoznają”. Wiecej sie do mnie nie odezwała, a od tego czasu minęło jakies 8 lat :)
Co to jest rozwydrzony banan?
Właściwie to skrót od określenia "bananowa młodzież". Z taką frazą wujek Google ci już pomoże.
@BetonKomorkowy wtf, też mam takie plamy na udzie i nikt nigdy tego nie wyśmiał, czasami tylko śmieszki, że samoopalacz mi się wylał.
Mam taką na pół policzka, ale ja tylko słyszę, że mam za ciemny podkład :d
Moje udo też jest dość ciekawe, nie dość że mam myszki, to jeszcze dwa kwadraciki po przeszczepie skóry, jeden mały i blady, a drugi 10x10 cm, wygląda identycznie jak szynka i tak też go nazywam :D I akurat to mi się podoba w przeciwieństwie do ręki, usłyszałam nawet kiedyś że to seksowne i wyglądam jakbym miała fajny patchwork na nodze. Podejrzewam, że nawet gdyby ktoś powiedział że to paskudne, to bym się tak nie przejęła jak przy ręce, bo nie tylko to akceptuję, ale wręcz lubię. A ręka to cóż, taki mój czuły punkt, na który niby nie zwracałam uwagi przez długi czas, myślałam że akceptuję, a jednak przy sytuacji z wyznania wyszło, że nie do końca mam to przepracowane.
Od łokcia do połowy pleców mam właśnie taką ciemną łatę? Plamę? Nie wiem jak to nazwać. Cały czas się śmieję, że jestem krową, dającą czekoladowe mleko, bo znamię to jest właśnie jasnobrązowe. Nigdy jakoś nie spotkałam się z wyzwiskami pod tym adresem. Zazwyczaj kiedy ludzie pytali "co to?", przy okazji dotykając, to odpowiadałam, że to zaraźliwe, aby zobaczyć ich reakcję :D. Także na różnych ludzi można trafić. Trzeba starać się podchodzić do tego na luzie, choć na początku zapewne nie jest to takie proste, a debilami (bo półmózgów, wymienionych w komentarzu i w wyznaniu inaczej nazwać się nie da) należy się nie przejmować, bo serio muszą mieć zawirowanie pod grzywką, aby wywoływać przykrość u kogoś, kto na wygląd choćby blizny, nie miał wpływu. Nie podoba się? Ok, bywa i tak, ale po co zrazu wyśmiewać?
Nie przejmuj się takim niewychowanym burakiem. Na pewno jesteś ładna i znajdzie się ktoś kto Cię pokocha
Uwielbiam wszelkiego rodzaju blizny i defekty w ciele. Jakbyś kiedyś zauważyła, że przygląda Ci się dziwna panna, to to ja, podziwiam i zastanawiam się jak bardzo nietaktowne będzie zapytanie o możliwość zrobienia zdjęcia.
Nie przejmuj się debilami. Pewnego dnia spotkasz faceta, który będzie fanem blizn i będzie Cię ubóstwiał i powtarzał, że ślicznie wyglądasz.
No i zawsze możesz mówić, że ewoluujesz we Freddy'ego Krugera i niech się lepiej pilnują we śnie ;)
Kochana nie przejmuj się takim prostakiem jak on. Masz swoją historię i jesteś wyjątkowa 💙
Sama mam masę blizn (wypadek) i powiem Ci ze walczyłam ze swoją głową kilka lat (nawet teraz musze czasem), ale juz ich nie chowam. Szczerze przyznając to większość osób ma to w nosie i nie zauważa śladów na moim ciele. A faceci są mało spostrzegawczy ;)
Ja mam blizny na całych rękach od... zawsze w sumie. Zawsze drapałam ręce, zdrapywałam nawet najmniejsze krostki i ręce zawsze były pokryte strupami. Od kilku lat już bardzo rzadko to robię, próbuję to zaleczyć, choć to raczej nigdzie nie zejdzie, więc moje obie ręce są pokryte kropkami. Teraz to wygląda jak piegi, ale kiedyś było gorzej, a to właśnie taką poznał mnie mój narzeczony :). On ma pół ręki oparzone aż do łokcia (uroki pracy w gastronomii, oparzenie III stopnia) i choć gdy to się stało, byliśmy już wiele lat razem, to dla mnie jego blizna nie odejmuje mu niczego. Wierzę, że znajdziesz kogoś, kto będzie patrzył na Ciebie, a nie na Twoje blizny :).
Mam dokładnie tak samo jak Ty, z tym że jeszcze na dekolcie i szyi, plus nadal zdarza mi się to robić, chociaż bardzo staram się nie. Jedną pokropkowaną rękę mam zatatuowaną i to był pomysł wspaniały, bo nie dość że nie widać blizn, to już tam nigdy nie drapię, bo boję się że zniszczę tatuaż - win-win.
Oczywiście, że znajdziesz :-) Mnóstwo jest ludzi, którzy po prostu nie zwracają większej uwagi na takie 'dodatki', bo np mają doświadczenie z ludźmi 'obdarowanymi' przez naturę czy po prostu są normalni i wiedzą, że to nic nie zmienia w charakterze człowieka. Mam koleżankę, która ma mega mało włosów, dosłownie widać gołe placki skóry, a ona mimo tego robi sobie normalne fryzury, jakieś mini koki czy kucyki i albo nie zwraca na to uwagi, albo sobie z tego żartuje. Na pewno trzeba silnego charakteru do takiego podejścia, ale wszystkiego można się nauczyć.
Postaraj się widzieć swoje blizny jako coś naturalnego, na co nie trzeba zwracać większej uwagi, to i inni będą tak do tego podchodzić. Ja mam trochę inny przykład czegoś takiego. Jestem trenerką fitness, ale od jakiegoś czasu biorę tabletki, które ostro mnie utuczyły. Mimo zdrowej diety i kilku do kilkunastu godzin sportu w tygodniu zrobił mi się brzuch, boczki, zgrubły uda, a i na ramionach mam 'szyneczkę' ;-) Z pewnością nie wyglądam teraz jak osoba, która pracujr w tej branży. Ale zachowałam swoją pewność siebie, ubieram się na sportowo i dalej z takim samym przekonaniem opowiadam o sporcie. Klientów stałych i nowych mi nie brak, po prostu nie widzą tych dodatkowych kilogramów. Spróbuj tego samego!