#F9npF

Trzy lata temu znalazłem bardzo dobrą pracę ładny kawałek od domu. Wiadomo, że wiąże się to albo z uciążliwymi dojazdami, albo z koniecznością wynajęcia czegoś. Z początku plan był taki, że wynajmę pokój, ale mój rodziciel doszedł do wniosku, że zamiast płacić miesięcznie kilkaset złotych obcej osobie za wynajem, lepiej kupić mieszkanie na kredyt i spłacać go tymi pieniędzmi. Rodzice obiecali, że finansowo pomogą, dziadek też obiecał się dołożyć jedynemu wnukowi (ma 8 wnuczek :)). No po prostu sielanka. Mieszkanie znalezione, formalności kredytowe załatwione. Wszystko pięknie, ładnie i bezboleśnie.

Po jakichś dwóch miesiącach mieszkania stwierdziłem, że nie ma sensu, aby jeden pokój stał pusty, skoro może na siebie zarabiać. Dałem ogłoszenie. Odzew był taki sobie, ale po kilku dniach znalazła się dziewczyna zdecydowana wynająć pokój. Wpłaciła kaucję i z góry czynsz za najbliższy miesiąc. Ogólnie problemów z nią nie było, spokojna, miła, pieniądze zawsze były na czas. Z czasem między nami zaczęło „iskrzyć” i siłą rzeczy powstało coś, co można nazwać związkiem. Mimo to kosztami mieszkania nadal dzieliliśmy się jak dotychczas. Do czasu, aż moja „wybranka” znalazła sobie na boku jakiegoś przystojniaka. Stwierdziła, że jednak razem być nie możemy, że mieszkać też już razem nie będziemy, bo to sytuacja bardzo niekomfortowa i tak dalej. W tamtym momencie byłem pewien, że zamierza się wyprowadzić.

Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy pewnego dnia wróciłem z roboty i znalazłem wszystkie moje rzeczy ładnie spakowane na klatce schodowej, a zamek w drzwiach wymieniony. Jej argumentacja? Ona płaciła tak samo jak ja, więc jej tak samo się należy. Cóż miałem zrobić, zadzwoniłem po dzielnych stróżów prawa i poinformowałem o całej sprawie (nie miała u mnie meldunku, nie podpisywaliśmy umowy na wynajem – jednym słowem przebywała u mnie nielegalnie). Muszę przyznać, że policjanci zadziałali bardzo profesjonalnie, bo już po jakichś dziesięciu minutach moje rzeczy znajdowały się w moim mieszkaniu, za to jej – na korytarzu.

W zeszłym tygodniu znalazłem list z kancelarii prawnej. Moja była domaga się ode mnie połowy mieszkania... Bo jej się należy...
bazienka Odpowiedz

brzmi jak wyznanie z madkowego portalu, bo mieszkali 20 lat i to jakby ich ;)
pomyslalabym nad czynnym zalem w US i uregulowaniu podatku, bo skoro gotowa isc do sadu o twoje mieszkanie, to moze Urzad Skarbowy tez jej przyjdzie do glowy

Schwarzmaler Odpowiedz

To nawet nie brzmi wiarygodnie. List z kancelarii? Od razu by ją wystawiono za drzwi, nikt by nie wziął takiej sprawy na poważnie, skoro nie było ani umowy, ani niczego, co potwierdzałoby, że dziewczyna ma jakiekolwiek prawo do twojego mieszkania. Bajka.

Sah

Prawnikowi zapłacisz niezależnie od tego czy wygrasz czy przegrasz. Jednym zależy na renomie innym na kasie.

Vito857 Odpowiedz

Skąd się takie idiotki biorą...

Bolendorf Odpowiedz

Tak szybko to by nie poszło. Ja bym nie chciał żeby po 10 minutach policja otwierała mieszkanie bo to prosta droga do nadużyc. Przez godzinę nikt się w spodnie nie zesra a lepiej mieć dwieście procent pewności.

pantarei

Albo... Sprawdzić jego i jej meldunek?

ILLogic Odpowiedz

Przepisane z jakiegoś hamerykańskiego portalu pewno

IdeProsto Odpowiedz

I jakakolwiek kancelaria nie powiedziałą jej, że jest idiotką i nie ma podstaw do jakichkolwiek roszczeń? Ta.

bazienka Odpowiedz

ja tylko uswiadomie, ze meldunek jest kwestia administracyjna wymagana np. przez urzedy, a nie ma nic wspolnego z prawem do przebywania w lokalu

ogienek Odpowiedz

I jakiś adwokat na to poszedł? To chyba musiała mu kit wcisnąć bo każdy powinien ją wyśmiać...

ilikemylife Odpowiedz

Pewnie ci w kancelarii to ze śmiechu się pokładali jak pisali to pismo.

Dak Odpowiedz

Panie kolego, ta strona to nie prywatny sennik, proszę tu swoich snów nie przepisywać.

Zobacz więcej komentarzy (2)
Dodaj anonimowe wyznanie