#F8OU3

Sytuacja wydarzyła się pewnego popołudnia w niedalekiej przeszłości. Stałam przy jezdni, czekając na zielone światło. Po przeciwnej stronie ulicy dostrzegłam małego chłopca, na oko tak z 7 lat, który idzie obok swojej babci liczącej sobie co najmniej siedemdziesiątkę. Starowinka była dość chuda, jednak trzeba przyznać, że miała silne ramiona-nosiła dwie, wyładowane zakupami reklamówki. Mimo krzepy w rękach, widać, iż jej ciężko. Na przekór trudnością uśmiecha się do wnusia, prosząc, by malec nacisnął na guzik. Chłopczyk posłusznie wykonał polecenie. Nacisnął przycisk i niemal od razu zapaliło się zielone dla pieszych. "Magik" - pomyślałam. W tym samym czasie i dla mnie też rozbłysło zielone, więc uradowana ruszyłam przez pasy.

Wtem zawarczał silnik i fuknęły opony. W stronę malca pędziła czarna terenówka i to z takim zapałem, że przy impakcie dzieciak wyleciałby z 10 metrów i rozpłaszczył o asfalt. Kompletnie zesztywniałam, mając już przed oczami wizję zmiażdżonego, małego ciałka. Chłopczyk krzyknął rozdzierająco, kuląc się przed pędzącą śmiercią. Jego babcia pędziła w stronę ulicy, wołając rozpaczliwie jakieś niezrozumiałe słowa. Dopiero przeraźliwy pisk opon wyrwał mnie z letargu. Terenówka wyhamowała nagle; kierowca w końcu dostrzegł czerwone światło i malca na drodze. Samochód pchnął lekko chłopczyka, który padł na jezdnię i rozpłakał się histerycznie, bardziej z przerażenia, niż bólu wywołanego stłuczką. Odzyskawszy władzę w nogach, ruszyłam czym prędzej do dzieciaka, uspokajając go i tuląc. Zaraz na miejscu pojawiła się babcia, rzuciła zakupy i objęła mocno wnusia.

Wtedy z terenówki wychylił się wielki, naprawdę wielki, nieco przerażający facet. Zaczął wyklinać i rzucać teksty pokroju: "Jak pilnujesz gówniarza?!" i ogólnie ignorując swoją jazdę 150 km/h i obarczając całą winą malca. Od razu chciałam wycofać się w cień; co mogła innego zrobić piętnastolatka przed piratem drogowym, przed którym nawet rzesza dresów z osiedla robi pod siebie. Ale nie babcia.

Starowinka ścisnęła w pomarszczonej dłoni reklamówkę i... i swą chudą ręką uniosła wyładowaną zakupami torbę. Zamachnęła się nią, aż ta wykonała pełne 360 stopni i z całym impetem grzmotnęła o maskę terenówki. Jajka eksplodowały na czarnym lakierze wraz z owocami, chlebem i ogólnie całą zawartością torby, o potężnym wgnieceniu już nie wspominając. Facet wkurzył się na potęgę i już myślałam, że rzuci się na kobietę, lecz gdy ta uniosła śmiało drugą reklamówkę, mężczyzna postanowił się wycofać. Wsiadł rozżalony do swego auta i gdy tylko babcia wraz z utulonym już wnuczkiem zeszły z jezdni, odjechał z utytłaną w artykułach spożywczych maską, teraz jednak przestrzegając ograniczeń prędkości.

Do teraz nie mogę uwierzyć z jaką mocą starowinka wymierzyła sprawiedliwość.
izka8520 Odpowiedz

żadną sprawiedliwość, tylko zniszczyła idiocie auto, nawet nie zrozumiał o co poszło i za dwa kilometry dalej prół 200 km h

Dragomir

Pruł* raczej. Ale taki lokalny japi to ma znajomości i w policji, i w urzędach, i w półświatku może. Gówno można mu najczęściej zrobić.

Selevan1 Odpowiedz

Potwornie nieprzyjazny styl pisania..

Krystynazgor Odpowiedz

Uderzył chłopca i odjechał?!

sostysiacawsi Odpowiedz

"trudnościom"

noimblackimsyrius Odpowiedz

A potem na masce usiadł komar i zrobiło się kolejne wgniecenie.

Dodaj anonimowe wyznanie