#F48FT
Kolega mu kilka razy odpyskował, ja go zazwyczaj olewam, wkurzyłem się raz, kiedy stwierdził, że nie wie, co we mnie widzi moja narzeczona, która jest logopedą dzieciaków z upośledzeniami, więc osobą mądrą i wykształconą. Oczywiście poskarżył się wujkowi. Robi to zawsze, kiedy coś mu nie pasuje, na szczęście szef jest w porządku i nie robi afery.
Kilka dni przed świętami szef był u syna na jasełkach w przedszkolu, my skończyliśmy naprawiać pralkę jednej starszej pani. Mieliśmy czas, daleko nie było, więc zawieźliśmy z Kamilem pralkę sami. Na wszelki wypadek zostawiliśmy młodemu instrukcje, gdyby ktoś przyszedł. Uwinęliśmy się w 20 minut i jeszcze dostaliśmy pudełko domowego ciasta.
Po powrocie zastaliśmy wściekłego faceta z laptopem i zapłakanego Maciusia, który tupnął nóżką i stwierdził, że tego niemiłego pana mamy nie obsługiwać. Jakoś ułagodziliśmy faceta, bo przecież teraz nie możemy wybrzydzać. Nowy był zły, że klient miał w nosie, że on jest wrażliwszy niż inni ludzie i że nie umiał mu pomóc, bo nasze instrukcje oczywiście olał. Nie słuchał, że w naszej pracy tacy ludzie się zdarzają. Tradycyjnie się poskarżył. Na nas też, bo go zostawiliśmy i bierzemy łapówki w formie ciasta.
Z tego co się orientuję, to szef wisi kasę jego rodzicom, więc niestety go nie zwolni.
Oprócz mnie i Kamila nikt nie wie, że planujemy tak obrzydzić Maciusiowi robotę, żeby sam się zwolnił.
Siostrzeniec szefa i wszystko jasne.
Z tym obrzydzaniem roboty to uważajcie, bo może pójść na skargę do wujka i to wy możecie szukać innej pracy.
to nie wona ziomeczkow ze codziennie ltos mu kola przebija
szef doskonale widzi jak wygląda sytuacja, więc nie zwolni dwóch dobrych pracowników zostawiając nieogara którego trzyma tylko dlatego że wisi kasę jego rodzicom tym bardziej w dobie pandemii gdy każdy klient to być albo nie być wielu firm.
@Shido
Ale z drugiej strony wie, że ogarnięci pracownicy mogą być niezadowoleni z takiej sytuacji i mogą chcieć odejść. Niestety (dla pracowników, na szczęście dla szefa) teraz sytuacja na rynku pracy jest trudniejsza, rząd zafundował nam kryzys i w wielu regionach jest problem z jakąkolwiek pracą.
Nie będzie miał kim robić, wiec wątpię 🙃
Kiedyś pracowałem z takim jednym, którego jedyną kompetencją była przynależność do "rodzinki" właścicieli firmy. Jakiekolwiek próby zachęcenia go do rzetelnej pracy nic nie dały, gdy się poskarżyłem naszemu przełożonemu to dostałem odpowiedź
- no wiem, ale co ja mogę zrobić.
Co ja mogłem zrobić? - znaleźć sobie inną pracę, co uczyniłem.
Też przez to przechodziłem i skończyło się tak samo - nową lepszą pracą.
A ja byłem rodziną szefostwa i miałem przejebane bardziej XD
Nie wiem w ogóle na kij skupiać się na tym, że hoho rodzina, to będę traktować go/ją lepiej/gorzej... Traktować jak resztę, równość szans i tyle. Marzenia ściętej głowy
Nie mam nic przeciwko zatrudnianiu rodziny/znajomych, ale pod warunkiem, że taka osoba traktowana jest jak normalny pracownik i jeżeli pracuje źle, albo opierdziela się, czy chce wykorzystywać swoje koneksje przeciwko innym to w interesie takiej firmy szef powinien takiej osobie dać jasno do zrozumienia, że albo pracuje i zachowuje się jak normalny pracownik, bez żadnej taryfy ulgowej, albo wypad.
Trzeba umieć rozdzielić życie zawodowe od rodzinnego.
Ktoś w końcu nie wytrzyma i da mu w mordę.
W poprzedniej robocie mialam, siostrzenice, kochanki, bratanków, caly urzad był obstawiony rodzinami. Co smieszne, aby dostac prace z zewnątrz, trzeba bylo przejść przez pewne testy weryfikacyjne umiejetnosci (nazwijmy to tak). Trzyetapowy "konkurs" wygrywaly czesto osoby z totalnymi brakami, oczywiscie wszystko ustawione, a pracownik okazywał sie rodziną :)
Znam identyczną sytuację. "Przypadkiem" na stanowiska publiczne wygrywały miejsca osoby z rodziny czy znajomych. ;)
Wygląda na chłopaka nieodpowiedzialnego i niemającego szacunku do pracy innych. Ja praktycznie od liceum pracowałem u ojca z tą różnicą, że zawsze dbałem o przychody i szanowałem ludzi z którymi pracowałem, a jedyną ulgą jaką miałem to był dodatkowy dzień wolny w moją 18stkę ; D
A dziewczyny niech szuka wśród 12 latek i poniżej....
Pewnie bezstresowe wychowanie daje owoce. Nieumiejętność radzenia sobie ze stresem, nieznajomość realiów życia, wygórowane oczekiwania przy minimalnych lub zerowych staraniach ze swojej strony, roszczeniowość - oto cechy osób "hodowanych" bezstresowo. Psycholodzy i psychoterapeuci zacierają ręce, będzie robota.
A ja byłam stresowo wychowana i jakoś nie wyrosłam ze społecznych problemów, szach-mat
Ale nie masz narąbane w głowie i nie jesteś roszczeniowa jak typek z wyznania. Chyba raczej.
Chyba miałeś na myśli brak wychowania, a nie bezstresowe wychowanie. Bezstresowe wychowanie to inne określenie na wychowanie bez przemocy.
Wychowywanie za pomocą przemocy to hodowanie. Wychowania tam nie ma za grosz. Jest za to przemoc, tresura i poniżanie.
Twój komentarz sugeruje, że popierasz przemoc wobec dzieci.
Zacznij odróżniać brak wychowania (dziecko robi to, na co ma ochotę, brak granic, brak wymagań, rodzic ma wyłożone w dziecko) od wychowania z poszanowaniem godności dziecka (bezstresowe wychowanie) lub wychowania przemocowego (kary cielesne, krzyki, brak szacunku do dziecka, choć wg mnie to raczej tresura, bo trudno mówić o wychowywaniu).
Częste jest połączenie braku wychowania i przemocy - to wtedy, gdy rodzic nie wychowuje dziecka w żaden sposób, ale chętnie go leje. To było częste w latach 80 i 90. Dzieci cały dzień na podwórku z dala od rodziców, więc trudno mówić o jakimś wychowywaniu, gdy się dziecka nie widzi całe dnie, ale jak coś nie pomysli starych ("nie, bo nie", "bo ja tak mówię"), to leci wpie*dol.
Można też zaobserwować połączenie braku wychowania i nadmiernego rozpieszczania. Też patolka, ale mniej przykra dla dziecka. Jednak to nadal nie ma nic wspólnego z bezstresowym wychowaniem (rodzicielstwem bliskości), w którym rodzic pokazuje dziecku dobre wzorce bez tworzenia w dziecku traumy, która funduje przemoc psychiczna i fizyczna. Po prostu traktujesz dziecko jak człowieka. Dorosłych się nie leje, gdy popełnią błąd, więc dlaczego ludzie chcą lać dzieci?
Zmineralizowana potwierdzam. Zwłaszcza jak wydają fortunę na terapię lub powtarzają bardzo złe wzorce w swoich rodzinach.
Maciuś, jak słyszę to imię to mi się przypomina Maciuś z którym kiedyś pracowałem, porażka.
A ja mam kota Maciusia i jest wspaniały.
Uwazajcie. To rodzina szefa, możecie mu napsuc w życiu, jak brat się dowie, że jego pozwolil, żeby jego synus był źle traktowany