#F1eGA
Było tak aż do sprawdzianu z przyrody pod koniec 5 klasy. Materiału było naprawdę dużo, i jak na ten etap edukacji był dość ciężki - musieliśmy mi.n nauczyć się wszystkich, najważniejszych kości człowieka i potrafić wskazać, gdzie się znajdują. Pamiętam, jak przed zaśnięciem pokazywałam na sobie, gdzie mam jaką kość ;) W końcu nadszedł dzień sprawdzianu, i okazało się, że znajdują się na nim rzeczy, których nauczycielka nie podała w zagadnieniach - pomimo tygodnia intensywnej nauki, dostałam 3. Oczywiście byłam zrozpaczona, że przeznaczyłam tyle czasu na naukę czegoś, czego ostatecznie nawet nie było na sprawdzianie. Moja mama natomiast w końcu zrozumiała, że zakuwanie nie ma większego sensu. Nadal jednak zależało jej, żebym miała dobre oceny, więc wpadła na pewien pomysł.
Mój dużo starszy brat znalazł kontakt do nauczycielki, która sprzedawała uczniom gotowe sprawdziany (większość nauczycieli nie układała ich sama, tylko korzystała z tych stworzonych przez wydawnictwa - ja dokładnie pamiętałam, z jakich wydawnictw korzystali moi nauczyciele, bo na sprawdzianach były zawarte ich logo). Aż do końca szkoły podstawowej kupowałyśmy „gotowce”, a ja po prostu uczyłam się na pamięć odpowiedzi - dzięki temu w końcu miałam czas wolny, i równie dobre oceny jak wcześniej.
Czy było to uczciwe? Oczywiście, że nie, ale byłam dzieckiem i takie rozwiązanie było dla mnie wybawieniem - w końcu nie musiałam zakuwać całymi dniami. Z perspektywy czasu stwierdzam, że kosztem swojego dzieciństwa nie warto poświęcać całego swojego czasu na naukę. W dorosłym życiu nikt nigdy mnie nie zapytał, czy w szkole podstawowej byłam wzorowa :)
W 5 klasie w ogóle się nie uczyłam, wszystko było tak proste, że wystarczyło uważać na lekcjach. Klasa miała średnią 4,75. Uczyliśmy się w małym mieście, większość poradziła sobie bardzo dobrze w dorosłości.