#EQnzS
Czasy PRL-u, parę miesięcy po śmierci mojej mamy. Tata nie mógł pogodzić się ze stratą potęgowaną faktem, że mieszkaliśmy w mieście rodzinnym moich rodziców, gdzie każde skrzyżowanie wiązało się z jakąś z ich wspólnych historii. Pojawiła się szansa, by od tego uciec. Walizki spakowane - kierunek Śląsk. Podróż przez niemal całą Polskę. U celu czekało na nas niewielkie mieszkanie, a na ojca ciężka praca fizyczna, po której przychodził umyć się, zrobić kolację i spać. To tytułem wstępu.
Nowa szkoła podstawowa, nie znam nikogo. Do najbliższej znajomej mi osoby, poza ojcem, kilkaset kilometrów. Już pierwszego dnia zostałem wypatrzony przez szkolnego łobuza z siódmej klasy. On - wysoki i masywny, ja - niewielki i chudy. Dostałem kilka kuksańców. Nie wiedziałem jak się zachować, wcześniej nikt nie był względem mnie agresywny. Sytuacja wyglądała tak samo przy każdym naszym spotkaniu, nikt postronny nie reagował.
Zdecydowałem, że powiem o wszystkim ojcu. Wróciłem ze szkoły i czekałem. Tata wrócił dużo później niż zwykle, dużo bardziej zmęczony niż zwykle, choć zawsze wracał zmordowany. Wysłuchał, co miałem do powiedzenia. Trzeba powiedzieć, że był to - i na szczęście nadal jest - naprawdę wspaniały człowiek, jednak samotny ojciec w tamtych czasach nie wiedział zbyt dużo o wychowywaniu dziecka. W ramach rady usłyszałem tylko "nie daj się". To wystarczyło.
W tamtej chwili dotarło do mnie, że przy każdym akcie agresji ze strony szkolnego opryszka ja byłem zbyt przerażony jego fizyczną przewagą, by jakkolwiek reagować. Obiecałem sobie wtedy, że już nigdy, gdy zostanę zaatakowany, mój oponent nie wyjdzie z tego bez szwanku.
Następne spotkanie, tym razem po kilku szturchnięciach odpowiedziałem. Uderzyłem na ślepo, trafiłem w pierś. Nie spodziewał się. Co prawda nie zostawiłem żadnego widocznego śladu, ale wzbudziłem furię.
Do domu wróciłem bardziej posiniaczony, ale i szczęśliwy. Nie byłem już ofiarą, byłem uczestnikiem bójki.
Następnego dnia znów zostałem zaatakowany. Tym razem chciałem odpowiedzieć tak, by ślad został na dłużej. Trafiłem w nos, pociekła krew, a ja zauważyłem przerażenie w oczach agresora. Odepchnął mnie i odszedł.
Przy kolejnym spotkaniu nie zaatakował. Popatrzyłem mu w twarz i wiedziałem - boi się. Skorzystałem z okazji i to ja zaatakowałem. Podszedłem, uderzyłem go w twarz, a potem jeszcze kilka razy na oślep. Chłopak nie bronił się, zwinął się w przerażeniu na ziemi i zalał łzami.
Nigdy więcej nie zaczepił ani mnie, ani nikogo innego.
Z całego zajścia wyciągnąłem naukę, z której garściami czerpałem przez następne kilkadziesiąt lat.
Dziadu1335, ja poproszę tę rozwodnioną historię w komentarzu jeśli można!
Skąd wiedziałeś kto jest autorem?
Mógłbym historię w kilku miejscach nieco rozwinąć, bo było w niej jeszcze wiele ciekawych smaczków, ale obawiam się, że mógłbym mocno ją rozwodnić. Trzy tysiące znaków limitu też nie pozwoliło na dłuższe stukanie w klawiaturę.
Mam nadzieję, że się spodoba!
Mi się podoba. Zamiast narzekać, zrobiłeś coś co dało Ci przewagę.
Oby Twoja historia dodała pewności innym!😊
Gówno tam
Derp w toalecie
@Kioskareczka - derp pytał o panią z kiosku a nie o siebie. On pewnie wie, gdzie sika.
Albercik, nie sesraj sie
Jeszcze bardziej rozwodnic?!
Kioskareczka - nawet jeśli, to w toalecie :-D
I bardzo dobrze 🙂
To jest przepisane ze wspomnien mistrza olimpijskiego w boksie , Jerzego Kuleja. Też odważył się oddać starszemu prześladowcy a potem się okazało że ma ogromny talent.
No i brawo, zawsze uwazalem, że czasem nie da sie bez przemocy. I najlepiej zalatwic to po mesku, a nie takie nekanie pare lat.
Moja krew! Tak się robi!
Super ;)
Trzeba sobie radzić w życiu. Nie to co banda ofiar co to w szkole ludzie się ich czepiali, a potem psycholog i tras do końca życia...
nie widze sensu w ostatnim biciu tego chlopaka- obroniles sie i wystarczy, po co bic kogos, kto sie nie broni? i tak sie bal
ewentualnie jesli znalazlby inna ofiare- wtedy mogles zareagowac
Jak dla mnie, to ma sens. Przeładowca zobaczył, że nie warto atakować innych uczniów, bo sam może się stać ofiarą.
Aaaa czyli rozumiem - ofiara zamieniła się w kata? Zaatakowałeś go bez powodu bo on wcześniej ciebie zaatakował?
PAFN1984 de facto sam sobie odpowiedziałeś w drugim pytaniu. Tamten gość nie miał żadnego powodu, żeby atakować autora, natomiast autor ten powód posiadał, a był nim wcześniejszy bezzasadny atak i pewność, że nastąpi on ponownie. Jeżeli nie potrafisz załatwić sprawy słowami, to spróbuj jeszcze raz załatwić sprawę słowami, a jeśli i to nie poskutkuje, załatw sprawę pięściami. W tym przypadku dwa pierwsze etapy nie miały sensu, więc autor przeszedł od razu do ostatniego. Poza tym nie nazwałbym go katem, bo ten wniosek wykracza daleko poza treść wyznania.
Jeżeli potem autor nie atakował innych to zrobił wszystko jak należy. Kto wie, może dzięki temu uratował życie komuś kto byłby w innym przypadku gnębiony przez tego chłopaka? A tak to wybił mu to z głowy. Mnie niestety zawsze atakowali grupą, więc nic nie mogłem zrobić :( Inna sprawa, że mam mniej odwagi niż autor, ale mimo wszystko zawsze oprawców było co najmniej 2 (obaj więksi ode mnie)
PAFN1984 Przeczytaj jeszcze raz zdanie "zaatakowałeś go BEZ POWODU, bo on wcześniej ZAATAKOWAŁ CIEBIE?". Autor tylko się bronił i bardzo dobrze zrobił, tak należy postępować z oprawcami. Należy im pokazać, że też jest się w stanie im oddać.
oddac tak
ale jak chlopak nic nie robil i dostal w twarz to juz gorzej