#ECY6b
Zważając na naszą zażyłość, zachowanie córki tym bardziej mnie dziwiło. W końcu palnęłam prosto z mostu, że widzę, wiem, rozumiem, o co chodzi? Mam w ogóle nie wchodzić? Chce dodatkowy zamek w drzwiach? Ładną tabliczkę z informacją, że potrzebuje spokoju? Nie. Okazało się, że chodziło o Stefana...
Stefan to młoda sikora modraszka, przyniesiona na nasz próg przez kota sąsiada. Stefan został starannie zabalsamowany, wygląda jak żywy i córka sadza go sobie na brzegu monitora, aby z nim dyskutować podczas pracy. I w sumie... jest śliczny. Też go polubiłam. Ostatnio kocurek przyniósł nam gołębia grzywacza w idealnym stanie – życia mu nie oddamy, ale na imię dostanie Makary. :)
Gdzie nauczyła się balsamować zwłoki?
Jakieś zajęcia pozaszkolne, rodzinne hobby?
Albo autora radosna twórczość własna? :)
Maszkary.
Drogie dzieci, to była piękna bajka o Stefanie wiecznie żywym.
W rzeczywistości zaś, Stefan i Maszkary (na jednym stojąc monitorze) dość szybko zgnili, a odór po niefachowo wypreparowanych i źle zabezpieczonych zwłokach na długo pozostał w pamięci i nozdrzach.
Odszczekam swoją bajkę, jeśli okaże się, że dziewczyna jest pracującą w zawodzie
taksydermistką.
No dobra, mogła też zanieść truchło do zawodowca.