Czasy liceum, późna jesień, ciemno, idziemy z kumplem po lekcjach na przystanek autobusowy. Przed nami, jakieś 30 metrów, tupta kobieta z zakupami w jednej ręce i torebką na ramieniu. Z daleka widać nadjeżdżający autobus. Kolega mówi "Lecę, to chyba mój" i zaczyna biec. Kiedy dobiega do kobiety, ta z wrzaskiem rzuca zakupy i zaczyna okładać go torebką, w ułamku sekundy koleś leży na chodniku. Podbiegam ja, zachowując dystans i stosując serię uników przed świszczącą w powietrzu torebką, tłumaczę jej co zaszło... Po dłuższej chwili dociera do niej, że popełniła małe faux pas, mówi, że jej przykro, zbiera zakupy i z fochem oraz trudno skrywaną dumą na twarzy odchodzi w ciemność.
Dla kolegi to zdarzenie skończyło się zszytym łukiem brwiowym, rozbitym nosem i niezłym limem pod okiem. A to nawet nie był jego autobus.
Dodaj anonimowe wyznanie
A pozew o odszkodowanie dostała?
Mógł oskarżyć ja o pobicie.
Rozumiem ze sie bulwersujecie bo facet dostal ale nie zapominajcie ze tak jakby, gwałty sa częstsze jak sie wydaje niestety. Kobiety sie po prostu boją a jeśli byla taka sytuacja w jej środowisku mogla byc przewrażliwiona. Jego kolega nie zrobił nic zlego, ale inni "koledzy" mozlwie ze tak. Chujowo ze oberwał, powinien zostać przeproszony i to tak porządnie
tak było...sam widziałem...
Zazdroszczę, ja nie wracałem sam po lekcjach.
W liceum? O.o
Najlepszą obroną jest atak.