#DqO5t

Mieliśmy z 10 lat. Czwarta klasa szkoły podstawowej. Ja i mój kolega spędzaliśmy przerwę, grając na telefonie w gierki, aż tu nagle przeszła obok nas koleżanka z klasy i zapytała, czy przygotowani jesteśmy na kartkówkę. My popatrzyliśmy na siebie i prawie równocześnie zapytaliśmy, o jaką kartkówkę jej chodzi. „No przecież na ostatniej lekcji pani zapowiadała” – odpowiedziała koleżanka i odeszła. Od razu przystąpiliśmy do opracowywania planu uniknięcia pisania kartkówki. Na pewno nie wchodziło w grę to, by pojawić się na lekcji. A przynajmniej nie na pierwszych 15-20 jej minutach. Najlepszą opcją było schowanie się gdzieś na ten czas. Toaleta? Zbyt oczywiste, od razu by nas tam nauczycielka znalazła. Bufet? Nie przejdzie. Wpadliśmy więc na pomysł piwnicy. Tam nauczyciele nie schodzą, a kręcące się tam panie sprzątające raczej nie powinny zwrócić na nas uwagi, nie w kryjówce, którą wybraliśmy. 
Piwnica składała się z dużej hali, na której końcu było rozgałęzienie. Skręcając w prawo, można było trafić do szatni, wybierając ścieżkę w lewo natomiast, trafiało się na korytarz, na którego końcu były stare ławki, krzesła oraz kilka materacy. Dzięki odpowiedniemu ułożeniu tych przedmiotów mogliśmy się ukryć na amen, szczególnie że panie sprzątające tam nie zaglądały. Wraz z kolegą usadowiliśmy się w kryjówce i zaczęliśmy grać na telefonach. Postanowiliśmy, że spędzimy tu całą lekcję, by uniknąć sytuacji, w której na sam koniec zajęć pani kazałaby nam napisać jednak tę kartkówkę. Przez pół godziny z przyjemnością siedzieliśmy w naszej prowizorycznej kryjówce, ciesząc się, że udało nam się uniknąć kartkówki i przechytrzyć nauczycielkę. Nagle jednak zaczęły się problemy. Kolega wyszeptał do mnie, że musi iść do łazienki. Oczywiście powiedziałem mu, że nie ma opcji, bo nas wtedy zobaczą, i że musimy pozostać w kryjówce aż do końca lekcji i wtedy będzie mógł pójść. Po pięciu minutach kolega powiedział, że naprawdę bardzo pilnie musi pójść do łazienki. Odpowiedziałem, że za dziesięć minut będzie przerwa i musi jeszcze wytrzymać, bo nasz plan nie może pójść na marne. Po upływie dziesięciu minut usłyszeliśmy dzwonek na przerwę. Wyskoczyłem i krzyknąłem: „Zwycięstwo!”, ciesząc się z przechytrzenia naszej pani. O wiele mniej euforycznie zareagował mój kolega, który skulony siedział pod ścianą. Zapytałem go: „Nie cieszysz się? Uniknęliśmy kartkówki! Wygraliśmy!”. Odpowiedział cicho: „Cieszę się”. Po chwili poczułem brzydki zapach w powietrzu i zrozumiałem, jaką cenę mój kolega zapłacił za odniesienie tego zwycięstwa... 
Może i wrócił do domu z brudnymi majtkami, ale za to bez jedynki w dzienniku.
JoseLuisDiez Odpowiedz

Kolega odniósł pyrrusowe zwycięstwo.

Alflen Odpowiedz

Jeśli tam nikt nie zaglądał mógł zrobić kupę w dowolnym miejscu między gratami. Nawet jakby ktoś ją wyczuł dyrektor badań DNA chyba by nie zlecił?

Dodaj anonimowe wyznanie