#DiR2g
Problem w tym, że przy wzroście prawie 170 cm ważyłam 49 kg. Nigdy nie uważałam się za osobę, która waży za dużo. Nie czułam się również dobrze w krótkich spódniczkach, które ledwo zakrywają majtki, i bluzkach z dekoltem do pasa. Ubierałam się ładnie, zawsze schludnie, ale i stosownie do okoliczności. Zawsze o siebie dbałam, higiena to u mnie podstawa.
Gdy w końcu z nim zerwałam, miesiąc później znalazł sobie nową dziewczynę. 150 cm, 80 kg, chłodzącą w tłustych włosach i zwykłych, sportowych ubraniach... I w zasadzie nic w tym złego, oprócz faktu, że próbował wmówić mi, że jestem gruba i zanim się od niego uwolniłam, wpadłam w straszne kompleksy.
Według BMI to z tą wagą przy tym wzroście byłaś wychudzona. Dobrze że to twój były. Głowa do góry. Nie warto mieć kompleksów przez typa, który pewnie sam wcale nie wygląda jak wszyscy modele w internecie i telewizji.
Wtedy obijał sobie na kościach, a teraz ładuje jak w poduchę. W sumie na plus :)))
No fakt. Zimą grzeje a latem cień rzuca.
Ojoj mam nadzieję, że troszeczkę przybrałaś na wadze. To rzeczywiście za mało. A typ robił to specjalnie, żeby cię zawstydzić i zepsuć poczucie własnej wartości. Dlatego potem ładne dziewczyny wiążą się z takimi sobie typami i mówią, że są grube
Są też takie które się wiążą z innymi albo żadnymi a też całe życie same powtarzają że są grube. Ale jak facet coś jedynie raz zasugeruje, choćby półsłowem albo spojrzeniem, to ma przerąbane do końca życia (albo związku).
Dragomir, nie wiem o co ci chodzi. Dziewczynie o sylwetce wręcz anorektycznej typ wmawia PRZEZ DŁUŻSZY CZAS, że powinna schudnąć. Jak to się ma do twoich wujkowych teorii? że „biedny facet w ogóle się nie może odezwać czy spojrzeć”?
Nie, to był dupek i narcyz. Szukał takiej której zrobi we łbie bagno, a ta nowa jest idealna do tego, bo czuje się mniej atrakcyjna i będzie jej wmawiał co chce. Mi tu chodzi o to, że wiele kobiet absolutnie zawsze narzekają że są grube. Nawet jak mają idealną figurę. Robią to by usłyszeć zaprzeczenie, by poczuć się lepiej przez moment a jak mówią tak w towarzystwie kogoś naprawdę "przy kości", to jest zwyczajnie przykre. To jak ja bym narzekał na wysokość czynszu przy bezdomnym.
No rozumiem, ale to zupełnie inny temat jest. Do tego straszny banał i nieprawda. Ale ja się pytam jak do wyznania ma się to „ jak facet coś jedynie raz zasugeruje, choćby półsłowem albo spojrzeniem, to ma przerąbane do końca życia (albo związku)”. Chyba że to też tak luźno w temacie.
Co do kobiet narzekających na „bycie grubą”. Fajnie sobie uprościć temat, stworzyć czarno-biały świat. Ale on taki niestety nie jest. Szukanie komplementów może być powodem, ale zdarza się to bardzo rzadko. Najczęstsze przyczyny:
- internalizacja nierealnych standardów, dysmorfia - kobieca tożsamość i (niestety) również wartość jako człowieka jest bardzo mocno powiązana z jej wyglądem. U mężczyzn tak nie jest. Dlatego kobiety odczuwają chroniczny stres o to w jakiej kondycji jest ich ciało i traktują je jak niekończący się projekt wymagający ulepszeń. Ten temat naprawdę zaprząta głowę. Postrzeganie siebie przez te lęki i porównywanie się sprawia, że szczupłym kobietom naprawdę wydaje się, że są grube (pozdrawia była anorektyczka…), mają zaburzone postrzeganie własnego ciała
- wyprzedzenie krytyki - powiem o sobie coś źle, zanim inni zauważą albo co gorsza powiedzą. Mężczyźni też to robią, np żartując ze swojego wzrostu czy otyłości zanim ktoś zażartuje z nich. Choć często wcale nie jest im do śmiechu i przeżywają
- fat talk - do innych kobiet, rozmowa o odchudzaniu stała się kobiecym rytuałem społecznym, próba stania się częścią grupy, typu „też się z tym zmagam”
- lęk przed pychą - kobieta chwaląca swój wygląd jest traktowana jako zadufana w sobie.
Kobiety często zdają sobie sprawę, że takie gadanie zwłaszcza przy facetach nie jest mile widziane. I wręcz nie czują się komfortowo słysząc zaprzeczenia czy komplementy. Ale napięcie związane z byciem pod stałą oceną jest po prostu tak duże, że muszą dać tym emocjom ujście. Czy kobiety nie widzą, że są szczuplejsze od koleżanek, że nie są otyłe? Tak. Ale widząc to nie raz ktoś im dowalił, powiedział, że są niewystarczające, mimo, że przecież wyglądają normalnie. I ten dysonans poznawczy z czasem się tylko pogłębia.
Hipokryta z niego do potęgi.
Klasyczny produkt patriarchatu. Dlatego świat potrzebuje rewolucji feministycznej