#DOxHn
Miałam jechać do innego miasta w pewnej sprawie. Nie mam prawa jazdy, więc zdana byłam na autobus. Wyszłam wcześniej, by wstąpić do sklepu po coś do picia na drogę. Weszłam do środka, stanęłam za pewnym starszym panem. Staruszek poprosił o wodę, po czym zamyślił się głęboko, bo nie pamiętał, co miał jeszcze kupić. „No nic, mam jeszcze całe dziesięć minut, zdążę” – pomyślałam. Stoję w tej kolejce, za mną była jedynie kobieta na oko 40 lat. Dziadek nadal myśli, o coś jeszcze poprosił, dalej myśli, zastanawia się, drapie po głowie, pogrąża się w zadumie. Spoglądam za zegarek – coraz mniej czasu, ale trudno, szkoda mi dziadka, poczekam, na pewno zdążę. W końcu starszy pan dostał wszystko, co chciał. Myślałam, że najpierw zapłaci, by ekspedientka mogła się zaraz zająć innymi klientami, ale nie. Dziadek zaczął pakować zakupy. Najpierw wodę, potem chleb. Coś mu nie pasowało, więc chleb wyjął, wpakował coś innego, następnie znów coś innego, po czym znów wyjął zawartość torby i zaczął pakować od nowa. Nieco mnie to zirytowało, bo gdyby zapłacił najpierw, to sklepowa mogłaby zająć się innymi klientami, a dziadek mógłby spokojnie pakować zakupy, nikt by go za to nie skarcił. I tak pakuje, pakuje, przepakowuje i tak w nieskończoność. Parzę na zegarek – zaraz będzie autobus, następny dopiero za dwie godziny. Pomyślałam, że może zwrócę dziadkowi delikatnie uwagę, by zapłacił, bo w kolejce stoją jeszcze inni. Dziadek mnie uprzedził. Wyprostował się, spojrzał na mnie i na kobietę stojącą za mną i zjadliwym tonem rzekł:
– Młode są, to sobie w kolejce poczekają!
Po czym zamiast zapłacić, po raz któryś zaczął przepakowywać torbę. Krew mnie zalała, powiedziałam półgębkiem, dość nieprzyjemnym tonem:
– Ale autobus nie poczeka…
Dziadka to nie ruszyło, zajął się ponownym pakowaniem zakupów. Na szczęście ekspedientka, słysząc moje słowa, podbiegła szybko do kasy obok (była chyba sama na zmianie, bo nikogo prócz niej nie było), spytała, co chcę kupić, szybko skasowała mi ten jeden napój. Na autobus zdążyłam w ostatniej chwili. Gdyby sklepowa nie podeszła ze mną do innej kasy, musiałabym stać na mrozie, bo mieszkam o tyle daleko od przystanku, że nim bym doszła do domu, musiałabym się już wracać.
Chamscy ludzie zdarzają się w każdej grupie wiekowej.
Jakbym ryzykowala czekanie 2h na nastepny autobus to wolalabym obyc sie bez tej wody.
Dziwne masz priorytety
No i picie wody na mrozie albo w wyziębionym autobusie może spowodować pewne komplikacje które będą tematem na następne wyznanie.
Dziadek ma ewidentnie początki jednej z chorób neurologicznych charakterystycznych dla swojego wieku. Ale sprzedawca w takiej sytuacji jest w kropce. Nie wiem jak jest teraz ale dawniej właściciel albo kierownik czasem podsyłał tak zwanego trudnego klienta żeby zobaczyć jak zachowa się sprzedawca. I gdyby powiedział - pospiesz się Dziadek bo mi klienci wychodzą - albo coś w tym stylu , to w najlepszym wypadku by stracił premię.