Dzisiaj śniła mi się dziewczyna, która mi się podoba. W tym śnie próbowałem do niej zagadać. I co? Powiedziała żebym dał jej spokój. Nawet w śnie dostaję kosza.
sny są często odwrotnością, więc może zagadasz do chłopaka, który ci się podoba i nie dostaniesz kosza 😁
Dragomir
Hahahaha :) dobre :)
psica
Tak mówią ale czy to prawda? Mi się sprawdzają bo są odbiciem mych lęków. Wiem że zły sen jest znakiem by popracować nad swym lękiem by zły scenariusz się nie ziścił ale jakoś nie wiedziałam nigdy jak się do tego zabrać. Ja to nawet ponowny pobyt w psychiatryku kiedyś wyśniłam. Czemu o tym piszę? Kiedyś ukrywałam takie rzeczy jak pobyty w psychiatryku a teraz już nie bo się poddałam i nie walczę. Po co skoro jeśli będą chcieli dokuczyć to i tak to zrobią? I co mi mogą zrobić ludzie z neta gdy im piszę żem wielokrotnym bywalcem psychiatryków? Czy oni mają jakiś wpływ na mnie? Nie jestem swą schizofreniczną siorą która nieznajomemu z neta potrafiła wysłać kasę ani nic innego raczej nie robię w necie co by miało realny wpływ na me życie. Choć może przesadzam z tym uzewnętrznianiem się.
Sny są produkowane przez Twój mózg. Ten sam mózg, w którym żyją Twoje obawy, lęki, pamięć o niepowodzeniach, przekonania na temat innych i samego siebie, ale i marzenia, świadomość sukcesów i tak dalej. Jeśli Twoje życie poza snami jest jakie jest, to i same sny mało kiedy będą lepsze.
To znak by walczył choćby bo to by nie mieć takich snów. I chodzi mi o walkę o siebie o swe samopoczucie a nie o to by mieć dziewczynę. Nieuganianie się za dziewczyną też może być wygraniem tej walki. Tak czy siak musi walczyć inaczej siebie zamęczy przeżywając te same niepowodzenia we śnie co na jawie a wiem jak to męczy. Wiem też że ty w swych komentarzach nie liczysz się z męczarniami jakie przeżywają mężczyźni.
Ja we śnie często przeżywam te same wtopy co na jawie. Przez to nawet sen nie jest odpoczynkiem od bycia przegrywem i wolę by nie nadszedł. Siora gada coś o świadomym śnieniu że mogę snami sterować ale ona ma diagnozę schizofrenii i nie wiem czy te eksperymenty ze snami też się nie przyczyniły do tego że tak skończyła a w ogóle to ja pierwsza odkryłam że można mieć wpływ na sen a ona mi w to wtedy nie wierzyła a teraz tego nie pamięta. Sęk w tym że mój wpływ na sen kończy się na wpływie na to czy śnię. Gdy coś naprawdę strasznego mi się śni potrafię mieć na tyle przytomności umysłu by pomyśleć że to się nie dzieje naprawdę że to sen a że nie chcę by coś takiego miało miejsce jak to co mi się śni to po prostu wtedy postanawiam się przełączyć do rzeczywistości w której tak nie jest i się przebudzam. Natomiast nie chcę albo nie potrafię zmienić snu. Ciągle po prostu jestem ofiarą narzuconej rzeczywistości nawet we śnie który mogłabym teoretycznie zmienić. Nawet sny pokazują mój brak sprawczości. Nie chcę się godzić na zastaną rzeczywistość ale jakoś tak brak mi woli działania. Dawno odkryłam że mam abulię a rodzina mnie nie wspiera w walce z nią. Nawet czasem potrafią mieć pretensje że jestem za mało bezwolna jakby chcieli mnie uczynić swą marionetką. Najsmutnuejsze jest to że sobie nie zdają sprawy z tego co robią. W sumie akurat we śnie mogłabym tkwić w zastanej rzeczywistości bez żadnych konsekwencji skoro wszystkie złe rzeczy tam nie dzieją się naprawdę ale ja się boję utkwić w czymś takim tym bardziej że ból psychiczny odczuwany we śnie jest jak najbardziej realny i można nawet umierając ze strachu we śnie umrzeć na jawie a ja jakoś nie potrafię się zdystansować do tego co śnię nawet gdy wiem że sen jest snem. Ja za bardzo wszystko biorę na poważnie nawet jeśli wiem że coś nie jest na poważnie. No taki zrypany mam umysł. Marzę o naprawieniu go sama lub z czyjąś pomocą
sny są często odwrotnością, więc może zagadasz do chłopaka, który ci się podoba i nie dostaniesz kosza 😁
Hahahaha :) dobre :)
Tak mówią ale czy to prawda? Mi się sprawdzają bo są odbiciem mych lęków. Wiem że zły sen jest znakiem by popracować nad swym lękiem by zły scenariusz się nie ziścił ale jakoś nie wiedziałam nigdy jak się do tego zabrać. Ja to nawet ponowny pobyt w psychiatryku kiedyś wyśniłam. Czemu o tym piszę? Kiedyś ukrywałam takie rzeczy jak pobyty w psychiatryku a teraz już nie bo się poddałam i nie walczę. Po co skoro jeśli będą chcieli dokuczyć to i tak to zrobią? I co mi mogą zrobić ludzie z neta gdy im piszę żem wielokrotnym bywalcem psychiatryków? Czy oni mają jakiś wpływ na mnie? Nie jestem swą schizofreniczną siorą która nieznajomemu z neta potrafiła wysłać kasę ani nic innego raczej nie robię w necie co by miało realny wpływ na me życie. Choć może przesadzam z tym uzewnętrznianiem się.
Sny są produkowane przez Twój mózg. Ten sam mózg, w którym żyją Twoje obawy, lęki, pamięć o niepowodzeniach, przekonania na temat innych i samego siebie, ale i marzenia, świadomość sukcesów i tak dalej. Jeśli Twoje życie poza snami jest jakie jest, to i same sny mało kiedy będą lepsze.
Może to znak, żebyś sobie odpuścił
To znak by walczył choćby bo to by nie mieć takich snów. I chodzi mi o walkę o siebie o swe samopoczucie a nie o to by mieć dziewczynę. Nieuganianie się za dziewczyną też może być wygraniem tej walki. Tak czy siak musi walczyć inaczej siebie zamęczy przeżywając te same niepowodzenia we śnie co na jawie a wiem jak to męczy. Wiem też że ty w swych komentarzach nie liczysz się z męczarniami jakie przeżywają mężczyźni.
Męczarnie mężczyzn? Przecież to oksymoron
Ja we śnie często przeżywam te same wtopy co na jawie. Przez to nawet sen nie jest odpoczynkiem od bycia przegrywem i wolę by nie nadszedł. Siora gada coś o świadomym śnieniu że mogę snami sterować ale ona ma diagnozę schizofrenii i nie wiem czy te eksperymenty ze snami też się nie przyczyniły do tego że tak skończyła a w ogóle to ja pierwsza odkryłam że można mieć wpływ na sen a ona mi w to wtedy nie wierzyła a teraz tego nie pamięta. Sęk w tym że mój wpływ na sen kończy się na wpływie na to czy śnię. Gdy coś naprawdę strasznego mi się śni potrafię mieć na tyle przytomności umysłu by pomyśleć że to się nie dzieje naprawdę że to sen a że nie chcę by coś takiego miało miejsce jak to co mi się śni to po prostu wtedy postanawiam się przełączyć do rzeczywistości w której tak nie jest i się przebudzam. Natomiast nie chcę albo nie potrafię zmienić snu. Ciągle po prostu jestem ofiarą narzuconej rzeczywistości nawet we śnie który mogłabym teoretycznie zmienić. Nawet sny pokazują mój brak sprawczości. Nie chcę się godzić na zastaną rzeczywistość ale jakoś tak brak mi woli działania. Dawno odkryłam że mam abulię a rodzina mnie nie wspiera w walce z nią. Nawet czasem potrafią mieć pretensje że jestem za mało bezwolna jakby chcieli mnie uczynić swą marionetką. Najsmutnuejsze jest to że sobie nie zdają sprawy z tego co robią. W sumie akurat we śnie mogłabym tkwić w zastanej rzeczywistości bez żadnych konsekwencji skoro wszystkie złe rzeczy tam nie dzieją się naprawdę ale ja się boję utkwić w czymś takim tym bardziej że ból psychiczny odczuwany we śnie jest jak najbardziej realny i można nawet umierając ze strachu we śnie umrzeć na jawie a ja jakoś nie potrafię się zdystansować do tego co śnię nawet gdy wiem że sen jest snem. Ja za bardzo wszystko biorę na poważnie nawet jeśli wiem że coś nie jest na poważnie. No taki zrypany mam umysł. Marzę o naprawieniu go sama lub z czyjąś pomocą