#CAa1X

Co bym nie zrobiła, matka mojego narzeczonego mnie nie akceptowała. Ani nie lubiła. Miała już wybrankę dla swojego ukochanego dziecka i nie byłam nią ja. Cztery lata razem i zawsze to samo: złośliwości, brak szacunku. Ale oczywiście ja przesadzam, jestem przewrażliwiona. A gdy zwracałam jej uwagę, to było odwracanie kota ogonem: źle zrozumiałaś. Jasne. A mój Jarek ogóle nie stawał po mojej stronie, nie bronił mnie. Potrafię odpyskować czy krzyknąć, ale co z tego? Wtedy to ja jestem tą złą. I niestety mieszkałam z nią. Bo dom duży, całe piętro dla nas. Kłótnie i ciche dni były coraz częstsze. I mamusia dolewała oliwy do ognia. Ciągle zapraszała tę całą Anię. Ania to, Ania tamto. Same ochy i achy. Nie to, co ja. Znajda. Bez rodziny. Bez studiów. Bez kasy. A im bliżej było naszego ślubu, tym było gorzej. Między nami doszło do takich spięć i niedomówień, że byłam już w drugim miesiącu ciąży, a nic nikomu nie powiedziałam. Za to intensywnie szukałam sobie miejsca w domu samotnej matki. Czułam się gorzej i gorzej. 
Dwa dni przed ślubem przyjechał Mirek, młodszy brat niedoszłej teściowej. Źle go traktowała. Bo biedny, bo pracuje jako kierowca na śmieciarce, bo brzydki, bo sam. Ale on jeden stanął w mojej obronie. I zmusił, żeby mnie przeprosiła. Tego było dla mnie za wiele. Nie mogłam przestać płakać. Ktoś obcy mnie wsparł, a mój facet nic. W noc przed ślubem rozbiłam pierścionek zaręczynowy tłuczkiem do mięsa i zostawiłam na widoku. Spakowałam tyle, ile byłam w stanie udźwignąć i w długą. Brat teściowej mnie dogonił. Wszystko mu powiedziałam, nawet o ciąży. I że będę łazić od jednego do drugiego domu samotnej matki, aż w końcu gdzieś mnie przyjmą. On tak dziwnie na mnie patrzał. Powiedział: „Skoro do domu nie chcesz wrócić, a wszystko inne ci obojętne, to ja sobie ciebie wezmę”. I wziął mnie jak worek kartofli sru do auta. Wszystkie moje rzeczy zabrał z domu. I pojechaliśmy. Byłam w szoku. Dowiedziałam się, że ma 38 lat, ma własnościowe mieszkanie i trochę kasy na koncie. I że jestem jego jedyną szansą na rodzinę, bo jest w *uj brzydki. Od razu po przyjeździe do jego miasta zaciągnął mnie do urzędu miasta. Data ślubu za 3 tygodnie. Mieszkanko dwupokojowe. Zaniedbane, ale niezwykle przytulne. Czułam się tam jak w domu. Po prostu. Dbał o mnie. 
Dzień po ślubie bardzo źle się poczułam. Spędziłam trzy miesiące w szpitalu. Bardzo się bałam o dziecko. W tym czasie Mirek wyremontował całe mieszkanie, zrobił pokój dla dziecka. Złożył wypowiedzenie i zrobił kurs na wózek widłowy, żeby dziecko się nie wstydziło ojca w przyszłości. Siostrze wygarnął wszystko, a Jarka wycałował i wyściskał i podziękował, że jest taki głupi. A ja jestem szczęśliwa. Z Mirkiem.
GeddyLee Odpowiedz

fantazja Mirka

Dodaj anonimowe wyznanie