#BglcE
Lata mijały, w liceum poznałem swoją dziewczynę, a obecnie żonę, zacząłem pracę w dużej korporacji, a z uwagi na zaangażowanie i wkład w rozwój zacząłem coraz szybciej awansować, zmieniać pracę itp., w Warszawie o to naprawdę nietrudno. Z czasem przyszły bardzo dobre zarobki, stanowiska dyrektorskie - efekt jeden. Obecnie w życiu nie muszę martwić się o pieniądze - mam to, do czego całe ciągnąłem, dodatkowo piękną żonę, którą znam od liceum i która pamięta czasy, kiedy ona płaciła za nas w KFC, bo ja nie miałem pieniędzy. Rokrocznie zagraniczne wczasy, Hawaje, Dubaj, Indonezja.
Dodatkowo? Nerwica natręctw, Depresja, myśli samobójcze. Zapytacie - jak to możliwe, skoro mam wszystko, czego zawsze pragnąłem? Nie mam jednego, tego, co większość osób ma i nie docenia. Dziecka. Obecnie mam 39 lat, a żona 35. Od 10 lat bezskutecznie staramy się o dziecko. Inseminacje, in vitro, 10 lat cholernego leczenia tylko po to, aby na kolejnym badaniu Beta HCG (potocznie zwany hormon ciążowy) zobaczyć wartość mniejszą od 0.1. I tak od 10 lat. Dopiero parę lat temu zrozumiałem, że pomimo naprawdę dobrych zarobków, można być cholernie nieszczęśliwym, nie mając tej osoby, dzięki której twoje życie by się spełniło. Mam wrażenie, że byłem dużo szczęśliwszy prosząc o pieniądze moją dziewczynę czy wynajmując pokój w kawalerce na studiach, w obskurnej kamienicy.
Dlaczego wyznanie jest anonimowe? Otóż cała rodzina, znajomi, współpracownicy - wszyscy - myślą, że nie mamy dziecka z wygody, bo lubimy zabawę i nie zamierzamy z tego rezygnować.
Dlaczego piszę to wyznanie? Aby zakończyć swego rodzaju epizod w życiu.
Dwa dni temu z żoną oficjalnie się "poddaliśmy" i złożyliśmy papiery niezbędne do adopcji.
Moja koleżanka również starała się o dziecko i mimo pomocy lekarzy nie udało się. Adoptowali dziewczynkę a po roku okazało się że jest w ciąży. Skończył się stres, napięta atmosfera, dociekanie otoczenia więc organizm odpoczął i był gotowy na ciążę.
Czytałam kiedyś pewna historię, gdy para starala się o dziecko az w końcu skonczylo sie na adopcji, która sie udała - adoptowali prawie roczna dziewczynkę, ktora obdarzyli duza miłością. Jakis czas później okazalo sie, ze matka dziewczynki jest w ciąży. Oczywiście "byla to nagroda za pomoc za adopcje i dobre wychowanie dziewczynki" ale rodzice traktowali obie jak swoje dzieci.
Bardzo częsty scenariusz
Dokładnie, moja kuzynka też starała się o dziecko i nic nie wychodziło, aż w końcu adoptowala chłopca, a rok później sama była w ciąży 😉
Takich sytuacji jest wiele, gdy lekarze nie potrafią określić przyczyn problemów z płodnością. Mózg to straszna siła ;)
Adoptuj mnie
I mnie. A poważnie - często duży stres (koniecznie musi być dziecko) uniemożliwia poczęcie. Kilkoro moich znajomych zaszło po adopcji i wychowuje dwoje po latach bezdzietności.
I jeszcze jedno - próbowaliście naprotechnologii? Wbrew pozorom filozofia naprawiania całego organizmu i poznawania go, choć to żmudne i pracochłonne, bywa skuteczna, zwłaszcza pod opieką dobrego naprotechnologa i z towarzyszeniem trenera.
Tak czy inaczej - powodzenia!
Tak zwana naprotechnologia czyli aktualnie zamiennik in vitro, jest tak naprawdę tym, co obejmowało in vitro, po prostu przed przejściem do sztucznego zapładniania. Sama w sobie nawet przez Wikipedię nie jest uznawana.
@Hellrot. Przykro mi, mylisz się. Różnice są znaczne. Wikipedia niekoniecznie musi być wszechautorytetem:-). Poszukaj, doczytaj. Gdybyś miał/a rację niewytłumaczalne byłoby dlaczego po niepowodzeniach z innymi vitro dochodzi do poczęć poprzez naprotechnologię - choć po sztucznie wywołanej hyperowulacji trudniej jest ustabilizować gospodarkę hormonalną.
Jeszcze raz - mężczyźnie spragnionemu ojcostwa życzę powodzenia!
Ten hajs Cię zachęcił?
Daddy issues czy dlatego ze bogaty?
Pieniadze w tej sytuacji nie maja nic do rzeczy. Po prostu macie problemy i czy byscie mieszkali w willi z basenem czy w rozpadajacej sie szopie to nic by to z waszym problemem nie zmienilo. Strasznie Ci wspolczuje, ale nie zgodze sie z tym, ze pieniadze szczescia nie daja. Wydaje mi sie, ze Tobie dadza. Duzo latwiej o adopcje jesli macie stabilna sytuacje materialna, jesli dobrze zarabiacie itd. Jesli mieszkalbys w wynajetym pokoju w kawalerce i mialbys problemy finansowe to o adopcji (szczesciu posiadania dziecka) moglbys na stale zapomniec, a tak masz szanse.
PS. nie poddawaj sie, moze jeszcze bedziecie mieli biologiczne dziecko. Mojej ciotce udalo sie zajsc w ciaze po 17 latach, gdzie dawno stracila nadzieje. Ale adopcja to dobry wybor jesli jestescie pewni, ze bedziecie w stanie pokochac to dziecko.
Trochę jednak mają, in vitro tanie nie jest
Nie rozumiem. Piszesz, że byłeś dużo szczesliwszy w obskurnej kamienicy czy prosząc dziewczynę o pieniądze, a teraz do szczęścia brakuje ci tylko dziecka. Przecież wtedy dziecka też nie miałeś, więc to nie pieniądze są tutaj problemem.
Dokładnie. Do tego mieszkając w wynajętym mieszkaniu i bez stałego dochodu nie mieliby szans na adopcję, a tak będą mogli przyjąć dziecko praktycznie bez problemów
Ale raczej brak dziecka nie jest zmrtwieniem młodego chłopaka, to przychodzi dopiero później.
nie miał tylu stresów? inaczej patrzył na świat (był młodszy, wszystko było przed nim, nie było rzeczy niemożliwych?)
Nigdy nie można się poddawać, aktualnie opiekuję się dzieckiem, które zostało poczęte kiedy jego mama miała 41 lat, a tato 43. Też długo starali się o dziecko, bardzo długo, były niepowodzenia, poronienia, ale w końcu się udało, a młody jest teraz szczęśliwym, zdrowym 3-latkiem. Niemniej jednak, dobrze że złożyliście papiery - dzięki Wam jakieś dzieciątko dowie się,co to znaczy kochająca rodzina. A kiedy Wy zatracie się w macierzyństwie, kto wie? Może akurat wtedy pojawią się dwie kreski na teście - kiedy stres odpuszcza i ludzie przestają się starać tak właśnie się dzieje. Powodzenia!
Specjalnie dla Ciebie założyłam konto. Adopcja to trudna droga do macierzyństwa, ale do przejścia. Pamiętaj, że gdzieś tam czeka Twoje dziecko. Podczas procesu adopcyjnego trylion razy będziecie się zastanawiać na tym, czy robicie dobrze, czy dacie radę. Nie macie innego wyjścia. Tam gdzieś czeka na Was wasze dziecko. Przeszłam tą drogę. Po 13 latach walki stwierdziliśmy, że widocznie gdzieś już jest nasze dziecko, skoro nam się nie chce urodzić i trzeba je odnaleźć. Poszukiwania trwały jakiś czas. A później stał się cud. Po 5 miesiącach zaszłam w ciąże, i to podobno był jeszcze większy cud. Dzisiaj moja starsza córeczka ma 10 lat. O tym jaka jest cudowna mogłabym pisać i pisać...weszliście na bardzo trudną i ciężką drogę. Warto ją przejść, chociaż nie będzie łatwo, ale tylko ona może Was zaprowadzić do celu.Dziecko to cud, największy jaki może być...
Gdybyś chciał się ze mną skontaktować napisz komentarz, odpowiem na wszystkie pytania dotyczące adopcji. Pozdrawiam i życzę Wam wytrwałości.
Z jednej strony współczuję, ale z drugiej cieszę się. Pomyśl o tym, że dasz adoptowanemu dziecku sznase na lepsze życie. Bo niestety w "bidulu" nie jest kolorowo. Trzymam kciuki za pozytywne zakończenie!
Cieszę się, że podjęliście decyzję o adopcji i dacie szczęście niewinnej istotce. Przykro mi, że nie możecie mieć własnych dzieci.
"Poddaliśmy"? Człowieku, dlaczego żeś o tym wcześniej nie pomyślał? Gratulacje dobrej decyzji, powodzenia w wychowaniu dziecka i szczęścia w całej rodzinie!