Kiedy byłam małym dzieckiem, to zawsze w Wigilię, gdy tata oprawiał karpie, prosiłam go, aby wycinał specjalnie dla mnie rybie oko i jak gdyby nigdy nic trochę się nim pobawiłam, pooglądałam i tak o gdzieś zostawiałam albo wywalałam do kosza :)
Inni czekali co rok na pierwszą gwiazdkę, a ja tak po prostu na rybie oko.
Dodaj anonimowe wyznanie
I zamiast barszczu z uszkami, był barszcz z oczkami. ;)
Jako dzieciak nieraz asystowałem przy tzw. świniobiciu i w sumie cały proces średnio mnie ruszał, ale wydłubywanie oczu i zrywanie racic mnie strasznie obrzydzało :)
Ja, jako dziecko bawiłam się pęcherzykami z powietrzem, jakie były w rybie :)
Mi zawsze tata wycinał pęcherz, żebym mogła go sobie przebić
Idź do lekarza jeśli tatą wycina Ci pęcherz :o
Moja koleżanka zawsze czeka na głowę :) Je smażoną :P
U mnie nie ma karpia. :(
Dlaczego?
Moi rodzice i babcia, jedzą ugotowane, bo od zupy rybnej zostają i niby to jest dobre. Ale nigdy nie odważyłam się spróbować. :)
Bo jemy dorsza. :p
Okej xD A ja już myślałam, że za niejedzeniem karpia kryje się jakaś historia xD
Dzieci to jednak wyższy poziom abstrakcji XD
Haha. Robiłam DOKŁADNIE to samo. Moj Tata ciągle się z tego śmieje;)
Ja czekalam na głowę, która po odcięciu wciąż się ruszała i mogłam z nią chodzić i wszystkim pokazywać xD
Cholera... To jest pierwsze wyznanie na tej stronie, które mnie obrzydziło. Nic związanego z wydalaniem, spożywaniem dziwnych rzeczy, czy wyciskaniem nie wywołało we mnie tego, co to wyznanie.
Moja siostra jak byla mala sama wydlubywala oczy rybom, kurom, indykom. Raz byla pelna miednica ryb bez oczu..Ahaaa Monika przyjechala:-)