#B2yty
Córka mojej sąsiadki (Angelika) miała synka - Kubę (urodziła go w Irlandii), który wówczas miał może trzy lata. Podczas zabawy na placu zabaw spadł ze ślizgawki na takie metalowe zbrojenie, które wkopuje się do ziemi, gdy stawia się plac (może teraz się już tego nie praktykuje).
Wypadek był na tyle poważny, że chłopiec potrzebował transfuzji krwi.
Nie wiem na jakiej zasadzie wtedy przetaczano krew, czy może nie było jej wówczas w szpitalu, a on jej potrzebował na już (bo przecież taka krew do transfuzji musi być zbadana), ale miała zostać ona przetoczona od rodziców. Jednak okazało się, że Kuba nie może dostać krwi ani od matki, ani od ojca.
Grupę krwi dziedziczy się po rodzicach, więc gdy chłopiec już doszedł do siebie, tato Kuby posądził żonę o zdradę i zażądał badania DNA.
Okazało się, że nie jest biologicznym ojcem. Matka zarzekała się, że nigdy nie zdradziła męża, więc wykonano dokładniejsze badania, na których podstawie stwierdzono, że Kuba nie jest spokrewniony z żadnym z rodziców.
Postanowiono tę sprawę wyjaśnić. Wg polskiego prawa matką dziecka jest kobieta, która to dziecko urodziła, Angelika nie urodziła Kuby, ani go nie zaadoptowała, więc wg prawa była dla niego obcą osobą i nie przysługiwały jej żadne prawa do dziecka.
I tutaj rozpoczął się dramat, chłopiec trafił do pogotowia opiekuńczego. Rodzice musieli przejść całą skomplikowaną procedurę adopcyjną. Jako że Kuba był malutki... było wielu "lepszych chętnych", aby go adoptować. Z większym domem i lepszą posadą. Przeciwko rodzicom wytoczono wiele pozwów, że może zamienili z kimś się na dzieci, a może uprowadzili Kubę etc., etc.
Na szczęście cały dramat dobrze się zakończył i Kuba trafił do pierwotnych rodziców.
Ale pozostała druga nierozwiązana kwestia - co stało się z dzieckiem, które urodziła Angelika? Pozwano szpital o błąd, który wyniknął, ale chłopca do dzisiaj nie udało się odnaleźć.
Wyobraźcie sobie tylko, co musi czuć matka, która codziennie się zastanawia, czy jej drugi syn też jej szuka po świecie i czy w ogóle jeszcze żyje.
Miejska legenda
Po pierwsze- krew do pilnej transfuzji nie jest brana od rodziców. Z prostego powodu- oznaczenie czy nie złapali np. wirusa HIV trochę trwa
Po drugie- w przypadku zamiany dzieci nikt nie wysyła takiego dziecka do pogotowia opiekuńczego, bo to bez sensu. A już tym bardziej nie kieruje do adopcji.
Po trzecie- podstawą do opieki nad dzieckiem jest jego akt urodzenia. W tym akcie byliby wpisani jako rodzice Twoi znajomi
Po czwarte- podejmuję się odnaleźć dziecko, z którym Kuba zostałby zamieniony w trzy dni. A przynajmniej ustalić jego dane osobowe.
Jest to bardzo proste- każdy szpital prowadzi ewidencję urodzonych dzieci. Można bez problemu znaleźć dzieci przebywające w tym samym czasie w szpitalu. Eliminujesz nie zgadzającą się płeć, pozostałym wykonujesz testy DNA.
weź poprawkę, że to Wielka Brytania, tam cuda się dzieją jeżeli idzie o dzieci. Weź przykład takiego Alfiego Evansa
Czytałam kiedyś o położnej która przez podczas swojej pracy specjalnie zamieniła kilkaset dzieci. Jak zapytali się jej dlaczego to zrobiła to powiedziała, że tak jej się podobało.
No, myślę że w czasach zanim kobiety na porodówce zaczęły przebywać non stop ze swoimi dziećmi, to takie przypadki zdarzały się nie tak wcale rzadko. To strasznie smutne, chociaż niektórym rodzicom i dzieciom udaje się siebie odnaleźć po latach :)
Niekoniecznie. Każde dziecko w momencie urodzenia otrzymuje "metkę" na nadgarstek- przed laty nawet były to dwie metki, na wypadek, gdyby któraś się urwała.
Dzięki temu prostemu zabezpieczeniu taka "podmianka" była czymś wyjątkowo rzadkim.Musialo zgrać się urwanie obu metek z wyjątkowym rozkojarzeniem (lub pijaństwem) personelu.
Dalej to są dwie opaski, które dziecko dostaje na absolutnie każdym oddziale szpitalnym i na przykład na onkologii dwie są do 7 roku życia dziecka. Jestem mamą :)
I właśnie jak mój syn się urodził to był tak malutki, że te opaski mu spadały z rąk cały czas. A były dzieciaki mniejsze od niego. Wiec nie zdziwiłabym się gdyby przypadki podmiany dzieciaków były częstsze niż można sobie pomyśleć, szczególnie że położne miały całe sale pełne dzieciaków na dwie, trzy pielęgniarki.
@Harmony jak urodził się mój synek, miał 3100g, więc duży nie był, ale też nie taki mały jak córka 2200g. Córka była na oddziale neonatologii, więc nie ja się nią opiekowałam. Synek dostał dwie opaski (jak każde dziecko), i jedną zgubił. Był potem problem przy wyjściu ze szpitala, bo jedna opaskę zabiera rodzic, a druga zostaje w szpitalu. Pisaliśmy jakiś protokół o zaginięciu opaski.
Opaski córki leżały obok niej w łożeczku, bo były za duże na jej rączki i nóżki
Taaa trafił do pogotowia opiekuńczego, chociaż w akcie urodzenia jak byk stało kto jest rodzicami dziecka, i szpitala nie interesuje, dlaczego DNA się nie zgadza. Liczą się papiery. Po wuj wymyślać takie głupoty?
Nie dziedziczy się grupy krwii po rodzicach, 2021 rok a ludzie nadal powtarzają takie bzdury... Można mieć zupełnie inną grupę i być biologicznym dzieckiem. Prosty przykład, rodzice mają A, a dziecko 0. Nie można przetoczyć dziecku krwi od rodziców.
Nie wprowadzaj ludzi w błąd. Grupę krwi się dziedziczy po rodzicach.
Jeśli matka ma grupę A i ojciec ma grupę A dziecko jak najbardziej może mieć 0, jeśli genotyp matki będzie A0 i ojca A0. Wtedy dziecko będzie mieć genotyp 00. Mała szansa, ale jednak.
Co za suchar, oczywiście, że się dziedziczy. Tylko to troszkę bardziej skomplikowane niż większości się wydaje bo jest to krzyżówka grup krwi rodziców dziecka, a nie dziedziczenie w "linii prostej". Swoją drogą jest to wiedza ze szkoły średniej przerabiana na biologi. Podstawowej nawet. Przykre, że tyle wszędzie magistrów, a podstawowej wiedzy jak bez sensu nie robić przypału rodzinie w głowie brak.
Jedyne prawdziwe w Twojej wypowiedzi jest to, że faktycznie nie można przytoczyć grupy A człowiekowi z grupą 0 ale już osobie z A można przytoczyć krew 0.
@Patka12345 jakiś czas temu poznalam dziewczyne, która w wieku 25 lat zastanowiła się nad tym, że jej mama posiada grupę 0, jej tata B a ona A. Wniosek prosty: jej tata nie jest jej ojcem ale postanowiła mu o tym nie mówić żeby nie rozsypać rodziny. Ale kto wie, może po szczegółowych badaniach okazało by się nie nie jest spokrewnione również ze swoją mamą.
ale bujda na resorach...
Dlaczego? Zdarzają się przypadki podmienienia dzieci na porodówkach.
Niezwykle rzadkie. Niezwykle. Tak rzadkie, że można przyjąć, że się nie zdarza. A poza tym Kuba malutki już nie był. Kolejka chętnych do adopcji ustawia się po niemowlaki. Po dzieci ubiegające po placu zabaw nie ma już tylu chętnych.
Jeżeli badania zostały wykonane prywatnie przez rodziców, to tylko oni mieli do nich wgląd. Więc tylko oni mogli zgłosić sprawę na policję czy do prokuratury. W takiej sytuacji nie było żadnych podstaw, żeby dziecko zabierać do pogotowia opiekuńczego. Gdyby go celowo zamienili czy porwali, to nie zgłaszaliby nigdzie wyników badań DNA. W ogóle by ich nie wykonywali. Poza tym jakim cudem dziecko, co do którego zachodzi podejrzenie, że zostało porwane, miałoby trafić do adopcji? Do adopcji trafiają dzieci, których sytuacja prawna jest uregulowana. Tutaj ewidentnie nie była.